Skip to main content
search


© The Gospo’s

Podróże

2015 rok według Lonely Planet

By 10 maja, 202042 komentarze

ŚWIAT WEDŁUG ‘NAJ’ W OPINII LONELY PLANET

List jest kilka, a może i nawet kilkanaście. Mamy 10 najlepszych krajów, 10 najlepszych regionów, 10 najlepszych miast. Są najlepsze budżetowe kierunki, najlepsze miejsca na zaręczyny i… lista najlepszych 10 toalet na świecie (moja ulubiona). Zacznijmy jednak od największego.

Kategoria Kraj. Singapur wygrywa w pojedynku i jest numerem jeden wśród krajów, które trzeba odwiedzić w 2015 roku, bo nie dość, jak mówią autorzy rankingu, że ma do zaoferowania niepowtarzalne atrakcje, to kończy okrągłe 50 lat. Podpisuję się pod tym prawą i lewą ręką.  Mieliśmy okazję być niedawno w Singapurze i zasługuje na pierwsze miejsce na podium. Jest cudowny. Nie wierzycie? Sprawdźcie tutaj (o Signapurze możecie poczytać dużo w polskiej blogosferze podróżniczej; spis na dole).

Singapur Lonely Planet

Tuż za nim na liście najlepszych krajów uplasowała się afrykańska Namibia, a dalej nasz sąsiad, Litwa. Kolejne miejsca należą do Nikaragui, Irlandii, Kongo, Serbii, Filipin, St Lucia i Maroko. Sam zachwycił się Filipinami, mówi że jedziemy bo w końca są tak blisko, a mnie to jakoś ta St Lucia kręci… Ale tak zupełnie na poważne to pojechałabym wszędzie, bo oprócz Singapuru nie byłam w żadnym z nich.

Kategoria Miasto. Spis topowych miast otwiera Waszyngton, stolica Stanów Zjednoczonych, z Instytutem Smithsona i 150 rocznicą zabójstwa Abrahama Lincolna w uzasadnieniu. Numerem dwa jest argentyńskie El Chalten, a numerem trzy włoski Mediolan. Na liście znalazły się także Zermatt (Szwajcaria), Valletta (Malta), Plovdiv (Bułgaria), Salisbury (Wielka Brytania), Wiedeń (Austria), Chennai (Indie), Toronto (Kanada). Znowu wstyd, jak beret. Byłam w Wiedniu i Mediolanie. Co prawda nie powinno się liczyć podroży w ilości miejsc, ale ściska w gardle, że jeszcze tyle się nie widziało! Gdzie z tych miejsc chciałabym najbardziej pojechać? Do El Chalten. I tym sposobem El Chalten, razem z całą Argentyną zresztą, trafia na przyszłoroczny bucket list. Pora poćwiczyć hiszpański!

Kategoria Region. Za region warty odwiedzenia został uznany turecki półwysep Gallipoli; w tym roku mija 100 lat od zakończonej fiaskiem Bitwy Gallipoli, największej operacji desantowej I Wojny Światowej. Dużo tam ten australijskiej historii, więc kiedyś się pewnie wybierzemy. Na miejscu drugim znajduje się Park Narodowy Gór Skalistych w Kolorado, a na trzecim jest mało znany Okręg Toledo w Belize, w Ameryce Centralnej. Tuż za podium mamy australijską TasmanięNorwegię Arktyczną, Region Everest, Miedziany Kanion, FloresPustynię Atakama i Makau. Co jest moim faworytem? Zgadnijecie… Okręg Toledo! Jadę w ciemno.

Tasmania Lonely Planet

Kategoria Budżetowe. Jeśli chcecie zaoszczędzić to według autorów w ciągu najbliższych kilku miesięcy powinniście wybrać się do Tunezji, RPA, Szanghaju, na Samoa, Bali, do Urugwaju, Portugalii, na Tajwan, do Rumunii lub do Burkina Faso. Z tego zestawu wybiera Tajwan i Rumunię. Albo Rumunię i Tajwan?

Szukając rozrywki na najwyższym poziomie podczas rodzinnych wakacji warto wybrać się na tzw. self-drive safari w Namibii, poszukiwanie skarbów w Muzeum Brytyjskim w Londynie lub rejs na Whitsundays w Australii, więc chyba musi poczekać na dzidziusia żeby jechać na Whitsundays 😉

Wśród topowych darmowych atrakcji znalazły się plażowanie w boskim Rio de Janeiro, obserwowanie bezkresnego nieba pełnego gwiazd nad Nevadą, czy treking na Górę Stołową w RPA.

Pary homoseksulane powinny się w tym roku wybrać do Kopenhagi, Toronto, czy Nowej Zelandii.

Rok 2015 to Międzynarodowy Rok Światła, w spisie nie mogło więc zabraknąć atrakcji świetlnych. Na miejscu pierwszym szwedzka zorza polarna, na drugim tajemnicze Marfa Lights w Teksasie, a na trzecim Chiński Festiwal Lampionów.

Jeśli planujecie zaręczyny to autorzy proponują Antarktydę, starożytne miasto Pagan w Birmie, czy na włoskie wybrzeże Amalfi.

Najdziwniejsze dania w oskarowym wydaniu zjemy w Montanie (ostrygi, które są tak naprawdę smażonymi jądrami młodych byków), w meksykańskim Oaxaca (chapulines, czyli chrupiące robaczki), czy w Hong Kongu (zupę z węża).

Hongkong Lonely Planet

Za bezkonkurencyjny substytut kawy zostały między innymi uznane hinduskie masala chai oraz sławne Bubble Tea z Tajwanu.

W kategorii toalety 2015 roku wygrywa hotel Hyatt w Tokio (Japonia oczywiście), ale po piętach depcze mu londyńskie The Attendant, czyli wiktoriańskie toalety zmienione w kawiarnię.

Powstał także ranking miejsc przyszłości oraz wyjątkowych rocznic w 2015 roku. Wszystkie top listy znajdziecie na stronie www.lonelyplanet.com. A więcej inspiracji… na mapie świata 🙂 I żeby było jasne – mam w domu pełno przewodników i uwielbiam do nich zaglądać, po prostu nie lubię odhaczać punktów.

Jakie są wasze marzenia? Jakie kierunki na wakacje wybierzecie w 2015 roku?

O miejscach z listy Lonely Planet na polskich blogach.

SINGAPUR:

Kamieverywhere.wordpress.com

Pojechana

Emi w drodze

Spakowana walizka

Kasai

Nadia, Aga i Łukasz w podróży

Los Wiaheros

A matter of taste

NIKARAGUA:

Banita

IRLANDIA:

Wstawaj szkoda dnia

FILIPINY:

Hit the Road

Pojechana

Spakowana walizka

MAROKO:

Złap trop

Anna Everywhere

My Wanderlust

MEDIOLAN:

Dalekoniedaleko 

My Wanderlust

TORONTO:

Kanoklik

Anna Everywhere

My Wanderlust

Wstawaj szkoda dnia

Kasai

WIEDEŃ:

Koralina tropi przygody

NORWEGIA:

Los Wiaheros

PUSTYNIA ATAKAMA:

Tresvodka

Chwytaj Dzień

FLORES:

Spakowana Walizka

Los Wiaheros

TUNEZJA:

Anna Everywhere

RPA:

My Wanderlust

SZANGHAJ:

Pojechana

My Wanderlust

PORTUGALIA:

Aqua de Coco

Kami Everywhere

Dalekoniedaleko

TAJWAN:

Pojechana

RUMUNIA:

Znaj Kraj

My Wanderlust

42 komentarze

  • Malgosia pisze:

    Ja lubie czytal LP ale tylko dlatego ze zatrudniaja bardzo dobrych dziennikarzy ktorzy pisza ciekawe, konkretne artykuly. czesto korzystam z forum na stronie LP i nawet prenumeruje magazyn. nie nalezymy do typu odhaczajacego kolejne atrakcje napewno ale przewodnik jest dla mnie punktem wyjscia zeby zaplanowac jakis wyjazd. teraz planujemy podroz do Chile i wlasnie od przewodnika zaczynam rekonesans zeby zdecydowac jak chcemy spedzic nasz czas.

    • Julia pisze:

      Rekonesans przewodnikowy zawsze jest wskazany, chodziło mi tylko o to, żeby nie dać się uwiązać! Pozdrowienia!

      • Malgosia pisze:

        przeczytalam inne komentarze i doszlam do wniosku, ze tak naprawde to niech kazdy sobie podrozuje jak chce. mam znajomych ktorzy kupuja bilet w jedna strone i nie wiedza gdzie ich podroz ich zaniesie ani gdzie sie skonczy. mam rowniez takich ktorzy jezdza na wycieczki autokarowe z 40 innymi osobami i chodza za przewodnikiem z parasolem po miastach Europy. ostatnia forma spedzania czasu bylaby dla mnie meczarnia i nie wyobrazam sobei jechac na zorganizowany wyjazd ani na wakacje typu “all inclusive”, ale tez nie czulabym sie dobrze jadac zupelnie w nieznane. co nie znaczy ze jeden sposob podrozowania jest lepszy od drugiego. najwazniejsze, zeby sprawialo to czlowiekowi radosc i za bardzo nie przeszkadzalo innym.

  • Arek pisze:

    Moim zdaniem przewodniki są taką podkładką, jednym z wielu czynników, na podstawie których możemy podjąć decyzję. Ale przede wszystkim nie są jedynym współczynnikiem oraz w życiu nie brał bym ich na wakacje. Pewno można sobie odnotować miejsca warte odwiedzenia, ale bez przesady. Lepiej jest pozwiedzać, a nie biegać od punktu do punktu i nic poza tym. Na wakacjach zawsze jest najlepsze to co spontaniczne.
    Pozdrawiam.

  • Kto by pomyślał, że będę kiedyś reprezentował Rumunię na liscie propozycji Lonely Planet – dziękuję 🙂

    Ale, ale – patrząc na “rumuńską” propozycję warto pamiętać, że budżetowa to one jest z punktu widzenia autora artykułu. Anglika? Amerykanina? Bo dla Polaka to… tak sobie z tym budżetem.

    Ceny w sklepach w Rumunii dokładnie takie jak w Polsce. A czasem z masłem, w supermarkecie, za złotych 8 :). Słynne ciorby za nawet 12 złotych, a więc za tyle, ile w Polsce płacimy za zupę w raczej lepszej knajpie.

    Wyraźnie za to tańsze noclegi. Pokoje dwuosobowe za nawet 70 złotych, dobry hotel w dobrym miejscu potrafi kosztować i 100 złotych z groszami.

    Paliwo, jeśli dojedziecie autem, droższe niż w Polsce. Dzisiaj, przy ciągłych obniżkach w Polsce, droższe o ponad 10%!

    Ale warto. Fajny kraj, fajni ludzie. No i lasów, jak w rumuńskich Karpatach, to raczej niewiele już w Europie.

    Pozdrawiamy! 🙂

    • Julia pisze:

      🙂 Kto by pomyślał, że będę kiedyś pisać o Lonely Planet! Dzięki Szymon za dodatkowe wskazówki. Mi się Rumunia już dawno zamarzyła, kiedyś widziałam, gdzieś zdjęć zielonych gór i wijącej się przez nie, jak serpentyna drogi. Marzę, żeby kiedyś tam pojechać. A na koniec – w porównaniu do Australii, wszędzie jest tanio… Nie cieszę się z tego na co dzień. Pozdro!

      • asia pisze:

        Niestety w Norwegii jest drożej, ale za to można polecieć do Australii i nie przejmować się kosztami wyprawy:).
        Bardzo żałuję, że tak późno trafiłam na Tojego bloga, bo w tym roku spędziłam tydzień w Brisbane i myślę, że fajnie byłoby podążać Twoimi śladami.
        To była moja pierwsza wizyta na Antypodach, ale na pewno nie ostatnia! W przyszłym roku planuję Singapur, kolejną część Australii i Fiji. Myśę, że tym razem będzie to outback + powrót w okolice Cairns. Jakoś tak podzieliłam sobie tę Australię jak smakowity torcik, żeby co roku móc tam wracać i rozkoszować się nowym kawałkiem;) Oj, jak dobrze, że jest taka duża.
        Życzę Wam wielu niepowtarzalnych wypraw!

        P.S Polecam Skandynawię, a w szczególności Norwegię. Jest tu drogo, ale za to przepięknie, spokojnie, dziewiczo i dziko.

        Pozrawiam!

  • Laura pisze:

    Byłam w Chennai 3 dni temu, mało w życiu widziałam i nie można się kierować moim zdaniem, ale ja nikomu nie polecę tego miasta. Taki brud i chaos, że Bombaj przy tym miejscu to oaza spokoju 😉

  • Monika pisze:

    Nieodmiennie mnie zadziwiają ekstremalne podejścia ze strony podróżujących ludzi w stosunku do przewodników. Gdyby mi ktoś powiedział, że jedzie bez przygotowania – bez przewodnika ORAZ BEZ sprawdzania wcześniej w internecie to zrobiłoby to na mnie wrażenie. Natomiast jeśli ktoś pogardza przewodnikami, a jednocześnie wszystko sprawdza w internecie to mnie to bawi. To dokładnie tak jak w przypadku ludzi, którzy chwalą się, że nie oglądają telewizji bo nie mają telewizora, ale są na bieżąco ze wszystkimi serialami (i nie tylko) bo wszystko oglądają na komputerze. Faktycznie, z takim podejściem to ani telewizor ani przewodnik nie są potrzebne.

    Na mojej półce stoją przewodniki. Teraz jeśli kupuję to najczęściej w wersji elektronicznej. Służą mi do ogólnej orientacji – do szybkiego zorientowania się, przy czym najczęściej czytam historię/propozycje tras i najważniejsze punkty. Jeśli czytam, bo zdarzyło mi się kilka razy jechać z nieprzeczytanym przewodnikiem – wtedy jest to świetna lektura w samolocie 😉
    Oczywiście wszystko mogę znaleźć w internecie, ale wychodzę z założenia, że jeśli ktoś już to za mnie zebrał do kupy to po co mam to robić po raz kolejny? Przewodniki są też dobre w krajach w których nie mówi się dobrze w znanych nam językach.
    Przewodniki są też dobre w miastach (zwłaszcza te kolorowe z planami i obrazkami) – i szczerze mówiąc bardziej cenię osobę, która będzie chodziła od atrakcji do atrakcji z przewodnikiem niż kogoś kto pokazując zdjęcia będzie opowiadał: a to jest przed jakimś pałacem, a to pomnik jakiejś ich królowej, a tu było jakieś muzeum. Tzn. nic nie mam przeciwko tym, którzy chcą się tylko powłóczyć po mieście, ale nie spoglądajmy od razu z pogardą na tych, którzy korzystają ze źródeł bo ich to interesuje.

    Myślę, że nie ma obiektywnie dobrego czy złego podejścia do (nie)stosowania przewodników. Każdemu według potrzeb, a to że inni robią inaczej to nie powinno być problemem tych, którzy tak nie robią.

    Jakie jest moje podejście do przewodników? Mogę wyjechać i bez przewodnika i myśleć na miejscu jak również z przeczytanym dokładnie przewodnikiem i chodzić wyznaczonymi trasami. Najbardziej lubię wyjechać z nieprzeczytanym przewodnikiem i robić to na co mam akurat ochotę – ale to jest możliwe tylko wtedy kiedy jadę sama.

    • Julia pisze:

      Ja nie mam ekstremalnego podejścia. Mówię jedynie, że trzeba być rozsądnym i stanąć gdzieś w tej dyskusji po środku, nie być ignorantem, ale nie polegać też tylko na tym, co napisane. Czytać trochę tu i trochę tam. Nie za dużo, żeby dać się światu zaskoczyć, nie za mało żeby być zaskoczonym pozytywnie. Jak we wszystkim w życiu trzeba znaleźć złoty środek. Inną sprawą jest też, że przewodniki pisane są inaczej niż blogi, tak samo jak gazety pisane są inaczej. Przewodniki często nie inspirują, a powinny. I takie był LP na początku. Dziś już taki nie jest. Szkoda. Udanych podróży 🙂

      • Monika pisze:

        Mój komentarz był bardziej ogólny – dotyczący nie tylko tego co napisałaś w poście (co faktycznie nie było specjalnie ekstremalne) – ale i paru komentarzy (no ale gdzie miałam to napisać, jak nie na końcu? 🙂 )
        Prawda jest jednak taka, że narzekania na przewodniki są częste i to jest dziwne też o tyle, że przecież nikt nikogo nie zmusza do korzystania.

        Jednak w Twojej odpowiedzi jedna rzecz zwróciła moją uwagę – o tym, że przewodniki nie inspirują, a powinny, Aż się chwilę nad tym zastanowiłam, bo chyba nigdy nie myślałam, że taka miałaby być funkcja przewodnika, nigdy nie oczekiwałam, że mnie zainspiruje. Po głębszym jednak zastanowieniu ze zziwieniem doszłam do wniosku, że tak wielokrotnie było – tyle tylko, że nie była to inspiracja całym czy nawet częścią przewodnika, ale jakimś małym zdaniem czy zdjęciem.
        Ostatnim takim przykładem było zdanie ze wstępu do przewodnika: For seasoned travellers in search of a totally unusual travel experience, Somaliland is a must – i tak z powodu tego jednego krótkiego zdania zaczęłam szukać więcej. I jak to nazwać, jak nie inspiracją? 🙂

        • Julia pisze:

          Bardzo dobrze, że napisałaś! I bardzo fajnie, bo mamy dzięki temu chyba ciekawą dyskusję. Z inspiracją chodziło mi bardziej, że ludzie nie potrafią znaleźć w nich inspiracji, tylko idą krok w krok. Przewodniki często (chociaż niestety nie zawsze) mają inspiracje, ale niestety my nie potrafimy ich znaleźć, bo przewodnik traktujemy, jak zupełnie co innego. Czy to, co piszę ma jakiś sens :)?

  • Blondynka z Krainy Teczy pisze:

    Namibia jest cudowna, aby docenic piekno tego kraju warto sie tam wybrac na dluzej, najlepiej samochodem (4×4 bardzo przydatne). Niestety z braku czasu nie udalo nam sie dojechac do Caprivi a o Skeleton Coast tylko zahaczylismy, ale co sie odwlecze, to nie ucziecze… Ponizej kilka notek z naszej przygody!
    http://wkrainieteczy.wordpress.com/category/podroze/namibia/

  • Natalia pisze:

    A ja trochę inaczej. Ciężko generalizować, bo przewodniki różne bywają, większość jest naprawdę do niczego. Na tyle, na ile mam z LP doświadczenie, czyli przewodniki w liczbie 3, przy czym do tej pory korzystałam z jednego- to wydawnictwo uwielbiam. Nie traktuję go jednak tak, jak definicja podaje. W nowym miejscu zazwyczaj po prostu pytam, gdzie warto się wybrać lub umawiam z mieszkańcami, którzy awansują na pozycję mojego żywego przewodnika po najciekawszych zakątkach. A z tego papierowego korzystam, gdy oglądam jakieś miejsce i chce się o nim czegoś dowiedzieć od razu (dlatego cenię sobie LP, bo informacje, których szukałam, były obszerne, a sam tekst napisany w bardzo dobry sposób). Zdarzyło mi się też na już szukać knajpy w Jerozolimie. Poszłam, było pysznie. A potem wszyscy ludzie, których pytałam o najlepszy hummus w mieście, wskazywali zawsze ten lokal. Więc mi się przysłużyło! Ale pełna zgoda, podążanie ślepo za radami przewodnika, nawet LP, nie daje pełni swobody i doszczętnie niszczy miejsce, w którym powinna znaleźć się własna inwencja. Natomiast w dobie coraz wyraźniejszych postaw ‘nie korzystam z przewodnika w ogóle, sam sobie potrafię poradzić’ w opozycji do ‘korzystam tylko z LP, Ty nie, to nie jesteś backpackersem’ powinno się pamiętać, że piękna, niezapomniana podróż to nie tylko odwiedzona miejsca, zaliczone zabytki, ale też spotkani ludzie i przeżyte emocje- każdy znajduje piękno w czymś innym, warto to akceptować (i czasem szepnąć coś do ucha, jeśli uważamy, że wiemy lepiej:))

    • Julia pisze:

      Podpisuję się pod tym, co napisałaś! W podróży każdy lubi, co innego, więc przewodniki trzeba traktować z rozsądkiem.I blogi też. Ja mam przewodniki w domu, też te LP, i zaglądam do nich czasem, ale podróżować z przewodnikiem nie lubię tak na 100%. Tak, jak pisałam – przewdonik ma być kompanem. Przynajmniej dla mnie.

  • Ja Australia, albo nic. Dość tego odkładania:)

  • Ajdekato pisze:

    W Nowej Zelandii można zjeść ‘mountain oysters’ czyli baranie jądra 😉 Próbowałam i powiem Wam, że niczego sobie.

  • Justyna pisze:

    Dziwi mnie troche wasze podejscje do przewodnikow, tzn zauwazylam ze wiekszosc Polakow ma takie podejscie i rzeczywiscie nie znam zadnego dobrego polskiego przewodnika. Lonely Planet to nie jest dobry przewodnik, pozwala sobie po prostu wszystko ulozyc i miec jakis pomysl na wyprawe, rekomendacje restauracji sa beznadziejne no i jest on dosc ograniczony. Ale istnieje wiele innych przewodnikow duzo lepszych, we Francji mamy Le Routard, i nikt nam nie powie ze moze on ograniczac, wprost przeciwnie! Znajdzie sie odpowiedz na kazde pytanie bo przeciez jak wyjezdzam za granice to nie chce popelnic zadnych faux pas….w styczniu wylatuje na 2 miesiace na Kube i juz przeczytalam caly przewodnik, przypomnialam hisotrie Kuby, aby nie byc po prostu podroznikiem- ignorantem….no i poza tym czytam blogi bo zawsze znajdzie sie tu cos nowego! pozdrawiam!

    • Julia pisze:

      I to jest mądre podejście 🙂 Przewodnik ma pomagać, a nie ograniczać! Udanego wyjazdu na Kubę 🙂

  • kanoklik pisze:

    Tak się składa, że nigy nie kupiłam ani jednego przewodnika w moim życiu. Wolę zbierać informacje na miejscu. Przed podróżą dobrym źródłem wiedzy są blogi podróżnicze, przynajmniej informacje pochodza od osób, które podróżują w podobny sposób do mojego.
    A co do kierunku na 2015 rok mam nadzieję, że będzie ich wiele, dam się zaskoczyć 🙂
    ps. dzięki za uwzględnienie mojej strony w Twoim wpisie 🙂

    • Julia pisze:

      Mieć przewodniki jest mieć fajnie, nie są takie złe, ale trzeba rozsądnie z nimi, tak jak z blogami zresztą 🙂 Udanego 2015!

  • Karolina pisze:

    Ameryka Południowa? A może USA? Kurczę aż strach marzyć, bo jeszcze się spełni 😀 Żartuję, ale po tegorocznych przygodach nawet odkrywanie mojego Cieszyna wydaje mi się fascynujące 😉

  • Karol Werner pisze:

    Ja zawsze myslalem, że przewodniki są dla tych, którzy nigdzie nie wyjeżdżają. Tym co jadą szkoda czasu na wertowanie 500 stron przewodnika. No ale może się myle… ja przynajmniej ani jednego w ręce nie miałem jeszcze..

    • Julia pisze:

      Ja mam przewodniki, zaglądam do nich, szukam inspiracji, pomysłów, wskazówek, tak samo jak zaglądam na blogi, ale staram się nie robić tylko tego, co przewodniku napisane. Bo fajnie jest być małym odkrywcą 🙂 Inną rzeczą jest, że przewodniki sprawiają, że nastawiamy się w jakiś sposób do miejsca i nie pozwalamy się zaskoczyć…

  • Agata pisze:

    “przewodnik jako kompan” to, moim zdaniem, najlepsze podejście. Byliśmy w tym roku na Malcie i gdybyśmy ślepo podążali za przewodnikiem, to ominęłoby nas wiele pięknych chwil – zachód słońca na klifach Dingli, pyszna świeżo złowiona ryba na obiad w Marsaxlokk, czy spacer po urokliwych miasteczkach… 🙂 Ale przewodnik się przydaje, żeby wyznaczyć sobie jakiś ogólny plan, zwłaszcza w pierwszych dniach.
    A plan na 2015 – 2 tygodnie w Peru, a w czerwcu ślub i koniecznie podróż poślubna – może Jamajka…

    • Julia pisze:

      Tak właśnie Agata! Peru… Aj! Uwielbiam Peru! Zachwycicie się na pewno! I Jamajka na podróż poślubną, no czy może być lepiej?! Gratulacje swoją drogą 🙂

  • przewodniki są fajne – jak się jedzie na miesiąc czasu i chce zobaczyć highlighty a nie błądzić po krzakach (albo chce się błądzić po krzakach przez ściśle zaplanowany okres czasu, a nie do czasu znalezienia jakiegoś prześwitu).

    rozpytywanie miejscowych “co polecacie? co możecie powiedzieć o…?” jest fajne – jak się jedzie na rok i można spokojnie spędzić na tyłku 3-4 dni na researchu na miejscu i zregenerować psychikę po tym jak 5 osób powie nam zupełnie różne i sprzeczne rzeczy o tym samym.

    • Julia pisze:

      Przewodniki mogą być bardzo fajne zawsze, tylko trzeba wiedzieć, jak je czytać. Ja nie lubię chodzić z przewodnikiem pod pachą, co nie znaczy że do przewodników nie zaglądam, bo zaglądam. Po inspiracje, wskazówki, zresztą tak samo jak na blogi… Ale bardzej lubię to pytanie miejscowych “co polecacie?”

  • marta pisze:

    Świetny post! Mam te same wnioski zawsze. Odkrywanie to największa przyjemność. 🙂

    • Julia pisze:

      Oczywiście, że tak! Nie znaczy to, że przewodniki trzeba wyrzucić w kąt, tylko jak wszystko, tak samo zresztą jak blogi, trzeba umieć czytać.

  • Ewa pisze:

    Ja w końcu zrealizuję swoje marzenie wyjazdu na Kubę (choć to praca, a nie wakacje), a w czasie wolnym najchętniej gdzieś do Skandynawii bym się w 2015 wybrała 🙂

    • Julia pisze:

      Kuba super!Co prawda mnie od początku nie zachwyciła, ale z czasem ją polubiłam bardzo. A Skandynawia to i mi się marzy Ewa…

Leave a Reply