Skip to main content
search


© The Gospo’s

Nowy pająk. O nie!

Jeśli myśląc o wyjeździe do Australii, truchlejecie na sam dźwięk słowa pająk, zmartwię was… Naukowcy odkryli właśnie nowy gatunek pająka.

Nie znoszę pająków. Serdecznie. Odrzucają mnie pod każdym względem – te ich rozkraczone nóżki, obłe odwłoki, oczka, które nie wiadomo, gdzie patrzą i pajęczyny, które paskudnie przylegają do twojej skóry. Otrząsam się, jak oblana kwasem, jeśli zdarzy mi się w taką wejść czy chociażby jej dotknąć. Zresztą samo słowo „pająk” ma dla mnie jakieś nieznośne brzmienie. I jak pomyślę, że taki może stąpać, gdzie w moim ogródku czy po mojej ścianie…

Nowy pająk w Australii

Okazuje się, że teraz muszę bać się też w wodzie, bo naukowcy odkryli w Queensland nowego, endemicznego pająka, który chodzi po wodzie i nurkuje. O nie!

Poznajcie Briana.

Brian pochodzi z Brisbane. Jest mniej więcej wielkości rozczapierzonej dłoni. Żywi się rybami, kijankami, żabami i ropuchami trzcinowymi, czym robi zresztą dobry uczynek faunie i florze australijskiej, bo ropuchy trzcinowe (tzw. cane toads) są tu plagą i zagrożeniem.

Brian przesiaduje zwykle na brzegach zbiorników wodnych i to stamtąd, wyczuwając drganie i fale, wypatruje swoich ofiar. Gdy ujrzy ową, mknie po wodzie, albo… nurkuje, by potem szybko ukryć się na dnie.

Na szczęście, Brian jet dla nas, ludzi, nieszkodliwy. Nie ma powodów, żeby się go bać. Potrafi zaatakować stworzenie trzy razy większe od siebie, ale człowiek jakoś go przerasta, albo mu nie podchodzi.

Pełne imię Briana brzmi Dolomeder briangreenei. Został tak nazwany za Brianem Greene, profesorem z Columbia University i współzałożycielem Światowego Festiwalu Nauki (World Science Festival), który właśnie odbywa się w Brisbane. To właśnie podczas jego otwarcia, przedstawiono światu pająka Briana.

Nie wiem, czy Was to pocieszy, mam wielką nadzieję, że tak, ale przez kilka lat mieszkania w Australii widziałam tylko dwa, duże pająki – jeden był już martwy (chociaż nadal brzydki), a drugi to niegroźny (chociaż obrzydliwy) tzw. huntsman – tak, ma te rozkraczone nogi, włochate ciałko i wszystko, czego nie lubię.

4432033718_e88071520e_b

Zdjęcie: babbagecabbage | Flickr

Na szczęście też jest niegroźny. O naszym spotkaniu opowiem Wam innym razem… Czy nie chcecie?

Zdjęcie główne: portal gapyear.com

6 komentarzy

  • Ah, ta Australia, ojczyzna pająków 😛 Pozdrawiam
    i zapraszam do odwiedzin

  • Feniksowy pisze:

    Koniecznie opowiedz o tym spotkaniu 😀
    Jejku jak ja nie lubię pająków.. Przez nie tak waham się wyjazdu do Australii. Bardzo bardzo ich nie lubię. Te polskie mnie przerażają, a co dopiero takie wielkoludy. Ojej.. Okropieństwo 🙁 Fuj, nie rozumiem, jak można z własnej woli hodować pająki..

  • Beata pisze:

    To ja mam niestety inne doświadczenia – w trzy tygodnie w Australii spotkaliśmy trzy wielkie pająki, w tym jeden był w naszym samochodzie :/

  • Marta Kulesza pisze:

    Ja juz zaliczylam swojego pierwszego Huntsmana po pierwszych trzech tygodniach. Szczerze mowiac zdzwilam sie bo myslalam ze sa duzo wieksze! Mysle ze po spedzeniu kilku dni w amazonskiej jungli posrod tarantula, takie hunstmany na mnie wrazenia wielkiego nie robia. Chociaz tez wolalabym uniknac takiego w moim pokoju.

  • Urszulka pisze:

    Chcemy bo nie lubimy pająków, ja tu nowa jestem jeszcze sporo do poczytania, ale to sobie właśnie szykuję na spokojna niedzielę, bo jak dobrze pójdzie i ja dołączę za rok do mojego kangura.
    Pozdrawiam ciepło

Leave a Reply