Skip to main content
search


© The Gospo’s

Codzienność w AustraliiEmigracja i życie w Australii

Biało-czerwone Sydney, czyli Polish Christmas Festival

By 10 maja, 202012 komentarzy
Biało-czerwone Sydney, czyli Polish Christmas Festival

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ilu Polaków mieszka w Australii? Według spisu z 2011 roku pochodzenie polskie w Australii zadeklarowało ponad 170 tysięcy osób. Polonia w Australii zajmuje 10 miejsce wśród wszystkich Polonii na świecie i jest tuż za Litwą, i zaraz przed Argentyną. Swoją drogą zdawaliście sobie sprawę, że w Argentynie jest 150 tysięcy osób deklarujących polskie pochodzenie? To więcej niż w Irlandii, gdzie Polaków jest podobno więcej niż Irlandczyków!

 

Polish Christams Festival Sydney

A  jaka jest australijska Polonia? Temu poświęcę oddzielny wpis, a dziś opowiem Wam o tym, jak Polacy świętują po drugiej stronie świata. Zapraszamy na polski festiwal. Będą kiełbasa, pierogi i podkoszulki z białym orłem. I Azjaci w biało-czerwonych barwach. O tak!

Jedziemy do Sydney. Każdego roku, w pierwszy weekend grudnia w Darling Harbour odbywa się Polish Christmas Festival. Jak mówią organizatorzy wydarzenia to barwna promocja polskiej kultury. Mają być narodowe tańce, trochę polskiej muzyki i kolęd, trochę sztuki no i oczywiście wyśmienita polska kuchnia. I rzeczywiście jest bardzo barwnie, a przeważające barwy to oczywiście biel i czerwień…

Jak jest? Bardzo swojsko to chyba odpowiednie określenie. I tłumnie. I trochę tak, jakby czas się zatrzymał 30 lat temu. To taka Polska, jaką pamiętają Ci którzy przyjechali tu lata temu i często nigdy później nie byli już w Polsce. To Polska, w której rarytasem jest kiszony ogórek i pieróg z kapustą. To Polska z pachnącym domowym sernikiem i makowcem uginającym się od maku. To Polska, gdzie nosi się bursztynową biżuterię i góralskie chusty. To Polska, w której piwo smakuje najlepiej pod parasolem. To Polska z pięknym folklorem, cudownymi tańcami narodowymi, polonezem i mazurkiem. To Polska z tradycjami.

Fantastyczne jest to, że na emigracji pielęgnuje się miłość do polskości i polskiej kultury. Będąc w Polsce często o tym zapominamy. Kiedy ostatnio byliście na występie zespołu ludowego? Bo ja na przymusowej wycieczce w podstawówce. Jak często zachwycacie się polską kuchnią? Bo ja będąc w Polsce częściej zachwycałam się włoską, a teraz tęsknię jak głupia za smakami dzieciństwa.

Fantastyczne jest to, że na takich festynach Polacy są przyjaciółmi. Uśmiechają się do siebie, rozmawiają o wszystkim i o niczym, oferują sobie wsparcie i pomoc. Bawią się ze sobą i są dumni (w dobrym tego słowa znaczeniu) ze swojej polskości. To taki czas, kiedy się integrują. To takie fajne momenty, których chyba nam, w sensie narodowi polskiemu, w życiu codziennym brakuje…

Czy ktoś odpowie mi czemu? Dlaczego mówi, że “Polak Polakowi wilkiem”? Dlaczego na świecie nie ma wspaniałych polskich dzielnic, takich jak te azjatyckie? Dlaczego na emigracji nie ma tak wielu rodzinnych polskich biznesów, jak tych włoskich czy greckich? Dlaczego każdy zawsze ostrzega “Nie pracuj u Polaka, bo cię zrobi  w konia”? Chyba dlatego, że w każdym z tych stwierdzeń jest dużo prawdy. Ale to niech każdy oceni sam…

Nie ma, co się dziwić, że na polskich festynach widać Polskę sprzed lat, bo to obraz, który mają przed oczami Ci, którzy te festyny organizują. To ich wspomnienia i ich tęsknoty. Cudowne tęsknoty. Ale tak sobie myślę, że fajnie byłoby też pokazać światu trochę tej teraźniejszej Polski. Pokazać ten obraz, który mamy przed sobą my, młoda Polonia. Polska kuchnia przeżywa renesans, polska sztuka i design przeżywa renesans, polska nauka przeżywa renesans. Czy nie byłoby fajnie połączyć tradycję z nowoczesnością? Może nie, bo wtedy takie festiwale straciły by swój niepowtarzalny klimat… Kurcze. Warto zmieniać coś, co jest jakieś? Bo z drugiej strony coroczny festyn w moim Milanówku wygląda podobnie…

Mija tydzień odkąd byliśmy w Sydney, a ja tak sobie nad tym Polish Christmas Festival rozprawiam. To wszystkie jest dla mnie takie nowe… I wiecie co Wam powiem? Że te godziny, które spędziłam w Darling Harbour były super. Pierogi smakowały najlepiej. Lepiej niż w domu, chociaż trzeba było po nie stać godzinę. Stanowisk z jedzeniem powinno być stanowczo więcej! Z dumą przywdziałam koszulkę z napisem “I love Poland” i sprzedawałam “wszystko, co polskie“. A domu przywiozłam kalendarz z polskimi przepisami i pierścionek z bursztynem! Moja pierwsza w życiu piękna bursztynowa biżuteria! Z radością odpowiadałam o Polsce nieznajomym. Z wielką przyjemnością wysłuchałam kolęd, których w moim domu od lat się nie śpiewa i nuciłam pod nosem polskie przeboje. Z łezką w oku obserwowałam taneczne występy na scenie. I trochę zatęskniłam do domu… I na pewno będę myśleć dużo nad polskością za granicą. I na pewno będę odwiedzać takie wydarzenia.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, którą muszę się z Wami podzielić. Azjaci w polskich koszulkach! Nie uwierzycie ile narodowości można było spotkać na tym polskim festiwalu! Włosi, Szwedzi, Kanadyjczycy i Azjaci ze wszystkich azjatyckich krajów z orłem na klacie i polską flagą w ręku, zajadający się polskim plackiem ziemniaczanym. Z wielkim zainteresowaniem wypytywali o Polskę, z niezrozumianą mi dla nich miłością opowiadali o kraju nad Wisłą. Zjawisko fenomenalne.

A no i jeszcze jedno. Mieliśmy okazję spotkać się z ekipą Busem przez Świat, która została przemiło przyjęta, z prawdziwie polską gościnnością przez organizatorów imprezy. Dojechali cali i zdrowi. Mają już swojego busa i wszystko wskazuje na to, że zaparkują pod naszym domem już w przyszłym tygodniu. Ale nie będzie polskich pierogów. Będzie australijskie barbecue i zimnie piwo oczywiście. Wpadniecie się z nami spotkać? Zimnie piwo macie, jak w banku!

A może warto tak, jak powiedział mi ktoś bardzo mądry, zamienić rzecz “emigracja” na “wyjazd” po prostu. Młodzi ludzie wyjeżdżają, bo tak im mniej lub bardziej pasuje. Emigracja sprzed lat miała trochę inne pobudki. Więc może najwyższy czas emigrację z jej staroświeckim znaczeniem odłożyć do lamusa?

12 komentarzy

  • Andrzej pisze:

    Szanowna Pani Julio,

    Bardzo miło jest czytać Pani opis polskich tradycji w Australii.
    Ja też żyję w Sydney od ponad 30 lat i uczęszczam na różne tego typu imprezy, w szczególności w ostatnich 10 latach.
    Jako że ten Blog jest czytany w Polsce a ja jak i Pani jesteśmy za granicami, uprzejmie chciałbym dodać moje kilka słów, jako że według mnie „tradycji” nigdy nie jest za dużo a wręcz przeciwnie, zawsze za mało – za granicami kraju tak jak i obecnie w kraju.
    Zapewne, zauważyła Pani, że ogólnie w całym świecie można zauważyć odwrót od tradycji a z tym degeneracja społeczeństw etc..
    Dla nas Polaków największą wartością, jaką mamy jest nasza tradycja i żeby przetrwać i umocnić się w obecnych czasach, musimy robić wszystko żeby „promieniować” ją na maxa, ponieważ, miedzy innymi, daje to przykład przyszłemu pokoleniu Polaków jak przetrwać itp…
    Zapewne oczywiste jest, że w historii, jak i teraz, mamy (i mieliśmy) wielu takich, którzy chcieli pozbawić nas „tradycji”. Efekty takich działań no nasze społeczeństwo, widać teraz.
    Można także zauważyć, że co niektóre elementy naszych tradycji są odbierane przez inne narodowości, jako powiedzmy-negatywne z wielu, wręcz dyskryminacyjnych powodów, ale co jest Polskie niech będzie Polskie.
    A więc, pieśćmy Polskie Tradycje jak najbardziej możemy, bo jest to największy skarb, jaki mamy.

    W moim przypadku, po ponad 20 latach układania się tu i osiągnięciu pozycji zawodowej i społecznej,
    doszedłem to wniosku, że Polskość i Tradycja Polska daje to, czego mi brakowało a ostanie 10 lat corocznego odwiedzana, Polski wypełniło tą lukę.

    Z poszanowaniem,
    Andrzej Dłubak

    • Julia Raczko pisze:

      Dzień dobry Panie Andrzeju! Dziękuję za cudowny komentarz. Z którym zgadzam się w stu procentach. Pozdrawiam słonecznie z Brisbane i zapraszam w odwiedziny przy okazji.

  • Super ze w Australii wciaz robi sie takie wydarzenia i jako Polka mieszkajaca za granica moge powiedziec ze faktycznie – polskie wydarzenia za granica sa zdecydowanie bardziej “tradycyjne” niz sie w Polsce obecnie kultywuje 😉

  • Patrycja pisze:

    Mega fajna rzecz! Ja w tym roku będę spędzać pierwsze w zyciu święta poza domem (w Chinach) i tak sobie myślę, że przydałby się taki polski festyn z bigosem i pierogiem w Pekinie! 🙂

  • Patryk pisze:

    To jest coś niesamowitego, piękne wydarzenie. Czytając twojego Bloga oraz Bloga Busem Przez Świat, mam coraz większe pragnienie odwiedzenia tego pięknego kraju, i pragnienie wzięcia udziału w takim co rocznym festiwalu Polish Christmas 🙂 !

  • A to ciekawe z tą Argentyną 🙂 Polacy za granicą to jednak temat rzeka.

  • Może Polak za granicą zmienia się w człowieka?:)

  • kanoklik pisze:

    Chyba tak to już jest, że najbardziej docenia się własny kraj jak się z niego wyemigruje. Ja mam dobre doświadczenie z Polakami mieszkającymi poza Polską, nie moge powiedzieć nieczego złego, wręcz przeciwnie. Może nie tworzymy takiej wielkiej komuny jaka np Włosi czy Grecy, ale również się wspieramy.k

  • To musi być nieco wzruszające ta Polskośc w obcym kraju. I pewnie klimat imprezy na żywo jest inny, ale ze zdjeć to myślę że dostałabym pomieszania z poplątaniem. Zdjęcia ukazują coś a’la połączenie festynu, meczu piłkarskiego i wycieczki do Egiptu. I jeszcze święta kojarzone u nas z zimą, a tu koszula w palmy. Jak się w tym odnaleźć, zajadając dania wigilijne na plaży?:) Musi być egzotycznie.Ściskam!

  • Łukasz pisze:

    Bardzo miło zobaczyć taki Polski akcent po drugiej stronie kuli ziemskiej i to, że Polska łączy ludzi. Ja zamaist Polak Polakowi wilkiem słyszałem, ze polskiego kotła w piekle diabły nie muszą pilnowac, ponieważ polak polakowi wyjść z niego nie pozwoli. Odpowiadajac na pytanie to wg mnie dlatego, ze polak nie potrafi np. znieśc sukcesu swojego wspołrodaka. jak kupi auto to pewnie ukradł pieniadze, jak kobieta nosi fane rzezy to pewnie jest pania co stoi na skrzyżowaniu i dlatego pewnie wzielo się to powiedzenie. Miło poczytac o czyms czego w kraju nie ma , nie wdziałem dawno ludzi ubranych w chusty góraskie, a większośc piw, które piłem i byly polskie to dawno mają obcy kapital Calsberga lub innego piwa. Może właśnie emigracja utrzymuje nasze tradycje narodowe. Czy polska kuchnia liczy się do obaidów gotowanych przez mamę i babcie. ? :p Bo jak tak to jestem koneserem polskiego jadła :P. Jesli masz chwile a nie słyszałas to u nas rodzimy tworca Donatan robi klipy promujace polską wieś. Trochę fakt hmm z rozneglizowanymi kobietami ale można zrozumieć sens, że np Polskei kobeity są najlepsze. Przepraszam sie za rozpisanie. Pozdrawiam Was z Polski 😛

Leave a Reply