Skip to main content
search


© The Gospo’s

Lifestyle

Bo to się nie ma czego bać!

By 10 maja, 202014 komentarzy
Bo to się nie ma czego bać!

Jest wiele rzeczy, których się boję. Boją się latać, boję się wysokości, boję się pająków, horrorów i szaleńców też się boję.

Ale nie boję codzienności. Nie boję się ryzykować, nie boję się podejmowania samodzielnych decyzji, nie boję się rzucania na głęboką wodę ani wizji wygrzebywania się z potencjalnych kłopotów. Nie boję się, że dostanę w dupę. Nie boję się, bo wiem, że sobie poradzę. Wiem, że sobie poradzę, bo próbuję. Próbuję po to, żeby przeżywać swoje życie, a nie tylko przetrwać w świętym spokoju.

Ostatnio znajomy wspomniał, że chciałby pojechać do Bhutanu. Po powrocie do domu zajrzałam szybko do mojego podróżniczego albumu, potem zerknęłam na mapę i w internet. Odrazu zrozumiałam, dlaczego to miejsce mogło mu się spodobać i sprawdziłam, jak sama mogłabym się tam dostać. Gdybym tylko mogła, poleciałabym i jutro bez odrobiny strachu, czy i jak sobie poradzę, mimo że kilka minut wcześniej nie byłam nawet pewna, gdzie leży Bhutan. Dziś, podróże na własną rękę, w totalnie nieznane miejsca, są dla mnie czymś tak samo bezpiecznym (czy też niebezpiecznym), jak spacer do parku za rogiem. Wizja wyjazdu na drugi koniec świata nie napędza w mojej głowie myśli i pytań. Nie sprawia, że odpuszczam, tylko dlatego, że coś jest nieznane, odległe, obce.

Bo to się nie ma czego bać!

Podobnie mam z przeprowadzaniem się. Wiem już jak to jest się gdzieś wyprowadzać, gdzieś daleko (a nawet bardzo daleko) i nie bałabym się kolejnego razu (czym bym chciała, to zupełnie inne pytanie). Nie bałabym się tej uniknionej z początku samotności, wydeptywania nowych ścieżek czy zawierania znajomości.

Bo to się nie ma czego bać!

Gdy kilka miesięcy temu szukałam pracy, miałam obawy, że nie znajdę tego, co bym chciała (w sumie to sama nie do końca wiedziałam, czego chcę…), ale postawiłam sobie poprzeczkę wysoko. Nie spełniałam nawet połowy wymagań z ogłoszenia, ale stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia. I wiecie, co? Dostałam tą pracę. Stwierdzenie „Bo to się nie ma czego bać!” tyczy się także wiary we własne możliwości. Ale nie będę się też bała powiedzieć „dziękuję”, jeśli coś pójdzie nie tak (a może pójść, bo po raz pierwszy w życiu pracuję na pełny etat za biurkiem).

Bo to się nie ma czego bać!

Boimy się tego co nieznane. Boimy się o przyszłość (tą za pamięć minut czy tą za dziesięć lat). Boimy się formowania własnej codzienności. Ale strach to pojęcie abstrakcyjne, nienamacalne. Jedyne miejsce, gdzie istnieje to nasze własne myśli. Oczywiście, zagrożenia istnieją, porażki zdarzają się zdecydowanie za często, ale strach przed nimi to nasz własny wybór. Wystarczy spróbować, żeby choć odrobinę go okiełznać.

Bo to się nie ma czego bać!

Tej pewności dodała mi chyba samotna podróż dookoła świata, a przynajmniej mocno ją wzmocniła. Nie znaczy to, że przez głowę nie przewijają mi się czasem niepewne wizje, ale idę krok dalej (a przynajmniej się staram). Też się nie bój, bo… to się nie ma czego bać.

14 komentarzy

  • Ewelina pisze:

    To prawda, nie ma się czego bać. Kiedy podążamy za wlasnym sercem, ten strach nas opuszcza. Najgorzej, kiedy robimy coś, co nie daje satysfakcji, ani nie motywuje. Wtedy ciężej pozbyć się tego uczucia. Pozdrawiam serdecznie!

  • Mateusz pisze:

    Też długo trzymałem się jednego miejsca, jednej pracy, obawiając się zmian. W końcu nadszedł ten moment, kiedy stwierdziłem „bo to się nie ma czego bać” i dziś ten komentarz piszę już z przepięknej Islandii! <3

  • Krzysiek pisze:

    Bać to się można owadów i skorupiaków, których chyba w Australii nie brakuje, co? 😀

  • kris pisze:

    „Dziś, podróże na własną rękę, w totalnie nieznane miejsca, są dla mnie czymś tak samo bezpiecznym (czy też niebezpiecznym), jak spacer do parku za rogiem. Wizja wyjazdu na drugi koniec świata nie napędza w mojej głowie myśli i pytań.”
    Zatem proponuje kilka fajnych tras ( bez ironii – to NAPRAWDE sa wspaniałe miejsca )
    1.Pakistan wzdłuż Karakoram Hwy ( zwłaszcza Chitral ) – Band-i-Amir w Afganistanie – Harran, Malloula, Damaszek w Syrii – ruiny sumeryjskich zikurratów i trzcinowe domy w Iraku
    2. Libia ( zwłaszcza saharyjskie oazy Ghadames, Ghat ) i drogą lądową do Czadu ( Tibesti – Ennedi ) i dalej via Niger ( Timbuctou ) do Mali ( Dogoni ) i/lub Algeria z oazami M’Zabu i Tuaregowie w rejonie Djanet + Kabylia na północy
    A może północna Nigeria, Sudan, Somalia, z Omanu do Jemenu autobusami ?
    I w ogole jak najmniej „podfruwania” z lotniska na lotnisko gdzie czekają znajomi lub nieznajomi którzy pomoga rozwiazac ewentualne problemy

    „Też się nie bój, bo… to się nie ma czego bać.”

    OK. Nie traktuj tego wpisu jako wyzwanie ( wolę czytać Twoje optymistyczne posty niż zobaczyć filmik z Twojej egzekucji lub taki na którym błagasz o coś na rzecz „zamaskowanych ” )

    • Julia Raczko pisze:

      Drogi Krisie. Chyba absolutnie a) nie czytasz ze zrozumieniem nie tylko tego wpisu, ale żadnych moich wpisów b) nie wiesz, jak podróżuje c) przez powyższe, nie wiesz, że w podróżach cenią sobie najbardziej to, żeby wrócić z nich bez szwanku d) masz za idiotkę i mnie, i czytelników tego bloga. Ale nie rozumiemy się ze wzajemnością, bo ja też nie rozumiem sensu, treści i przesłania Twojego komentarza.

      • Kris pisze:

        ad d
        absolutnie NIE mam Cię za idiotkę – niemniej stwierdzenie „Dziś, podróże na własną rękę, w totalnie nieznane miejsca, są dla mnie czymś tak samo bezpiecznym (czy też niebezpiecznym), jak spacer do parku za rogiem.” to jednak gruba przesada – i stąd mój komentarz
        ad b
        wiem – chyba że to co mogę przeczytać w twoich książkach nie jest ” prawdą, całą prawdą i tylko prawdą ”
        ad c/b
        chocby ta pierwsza podróż – jakaż to samotna wyprawa w nieznane skoro na lotnisku docelowym ma czekać jakaś osoba ( co wynika z twojej ksiazki )
        ad a
        proponowane trasy nie zostały wymyślone ad hoc w kontekście aktualnych wydarzeń. Za wyjątkiem Algerii – udało mi się dotrzeć do WSZYSTKICH wymienionych miejsc i to podczas naprawdę SAMOTNYCH wypraw gdzie nigdy nie było wiadomo czym, jak i kiedy pojadę dalej
        Algeria wciąż pozostaje niespełnionym marzeniem – bo nie udało mi się dotychczas zdobyć indywidualnej wizy. ( Zorganizowana przez biuro podróży wycieczka do z góry wyznaczonych miejsc, z przewodnikiem i pod osłoną konwoju nie wchodzi w grę. To nie moja bajka ).

        • Julia Raczko pisze:

          Przepraszam, ale trochę szkoda mi czasu na odnoszenie się do Twojego komentarza, bo jednak masz mnie za idiotkę i czytelników tego bloga też. Na tym zakończę. Udanych podróży! P.S. Ja bywam też przewodnikiem – zorganizowane wyjazdy też są fajne.

          • Kris pisze:

            (… ) bo jednak masz mnie za idiotkę i czytelników tego bloga też.”
            Po raz kolejny Imputujesz mi swoją własną opinię, co więcej po raz kolejny mieszasz w to czytelników bloga – aczkolwiek mój komentarz dotyczył wyłącznie twojego postu.

            I jak to się ma do Twojej wypowiedzi w jednym z wywiadów ( cytat )

            (… ) że nikogo nie wolno oceniać, i że każdy ma bagaż doświadczeń, i z jakiegoś powodu jest jaki jest, a ocena to najgorsze co możemy zrobić.
            Nie fatyguj się proszę – nie oczekuję odpowiedzi. To mój ostatni wpis na Twoim blogu. Trzymaj się ciepło w swojej bajce, ja pozostanę w swojej…

  • Happy Books pisze:

    Ja swój strach ciągle oswajam w rożnych sferach życia, ale to prawda im więcej doświadczeń, które nasz kształtują, tym nasz różne czarne wizje znikają i jesteśmy odważniejsi 🙂 pozdrowienia od Happy Books!

    • Julia Raczko pisze:

      Właśnie chyba tak jest, że strach ma wielkie oczy, dopóki się z nim nie zapoznasz. Pozdrawiam Cię Happy Books!

  • aldi pisze:

    Jak dobrze,że dzisiaj tu zajrzałam!!!!! Super !!

  • Maciej Raczko pisze:

    11. Przykazanie: ” nie bój sie ” . M

Leave a Reply