Skip to main content
search


© The Gospo’s

Lifestyle

O moim strachu przed lataniem

By 10 maja, 202045 komentarzy
O moim strachu przed lataniem

Uwierzycie? Boję się latać. Z wiekiem coraz bardziej. Siedzę teraz w samolocie z Melbourne do Brisbane i myślę sobie, że to dobry czas żeby podzielić się przedstawić wam mój Strach. Strach przed lataniem. Poznajcie się. Oto Strach.

STRACH PRZED LATANIEM

Strach przed lataniem

Pierwszy raz leciałam samolotem, jak miałam chyba trzy lata. Mała blodyneczka z mamą i starszą siostrą pojechały w odwiedziny do cioci. Lot z Warszawy do Frankfurtu. Oczywistym jest, że nic nie pamiętam, nie wiem czy się bałam, wiem tylko z opowieści mojej siostry, że zderzyłam się ze szklaną ścianą i nabiłam guza. Oto moje wspomnienia zbudowane na wspomnieniach innych. Wstyd!

Potem trochę latałam, raczej na krótkich dystansach, nie do końca świadoma zagrożeń, ale zawsze zaniepokojona startem i lądowaniem. Na samą myśl ciarki przebiegają mi po plecach. Ten niepokój pogłębiał się, rósł w siłę, nie podlegał regule „przyzwyczaję się” i urósł to wielkich rozmiarów.

Gdy kupiłam bilet dookoła świata, w który wliczało się 16 startów i 16 lądowań, pomyślałam sobie „Dam radę. Przecież to w końcu musi zamienić się w najzwyczajniejszą rutynę.” Nic bardziej mylnego. Nie wiem, gdzie ja miałam głowę. Nie zmieniło się nic. Wręcz odwrotnie. Z każdym lotem kolega Strach robił jeden krok więcej w moim kierunku. Robił podchody. I robi do dziś.

Czekam na samolot pozytywnie podekscytowana kolejną podróżą, daleką czy bliską przeprawą. Jestem zupełnie wyluzowana. Check-in, nadany bagaż, karta pokładowa w ręku, odprawa, kieliszek dobrego wina, siku i oczekiwanie. Czas wolno leci, a ja czekam. W tej chwili jeszcze niecierpliwie. Potem patrzę ze zdziwieniem na wszystkich tych, którzy stoją w kolejce do wejścia na pokład. „Ludzie, przecież i tak się zmieścicie”, myślę sobie. Ja wstaję ostatnia i idę, jakby na pociąg. Wszystko gra. Wrzucam torbę na górę, rozsiadam się wygodnie w fotelu i… wtedy się zaczyna.

Stewardesa czyta instrukcje, zapala się lampka „zapiąć pasy”, wyłączamy telefony, dzieci zaczynają krzyczeć. Maszyna powoli toczy się po betonowym pasie. „Tu dum, tu dum, tu dum”. Silniki groźnie warczą. Jest coraz głośniej, a krajobraz za oknem przyspiesza. Kilka dziwnych dźwięków, zatkane uszy, spocone dłonie, zamknięte oczy i proszenie w myślach, żeby znowu się udało. Ściska mnie w żołądku, coraz trudniej przełykać ślinę, zaczynam nerwowo obgryzać paznokcie. Jeden za drugim. Drapię się po czole, sama trzymam się za rękę, zagryzam dolną wargę. Strach szepcze mi do ucha „Bój się, bój się”.

Staram się skupić na czytaniu, albo usnąć, ale nie wychodzi. Mam wrażenie, że kiedyś przychodziło mi to nieco łatwiej. Usypianie w sensie. Dziś nie wychodzi. Nie mogę spać. Coś trzęsie, coś stuka i nieśmiało hałasuje, samolot lekko opada w dół, a potem wpada w delikatne turbulencje. Ty nie możesz zrobić nic. I to jest najgorsze. Jesteś, jak sardynka w puszce, zależny od innych w stu procentach. Nie możesz powiedzieć „Wysiadam!”. Nie wysiadasz. Nie ważne, czy się boisz czy nie. Jesteś uwięziony. Ktoś odbiera ci wolną wolę. Niezależność. Twoje życie jest w rękach, tego pana za sterami (zazwyczaj przystojnego zresztą). Myślisz sobie, co ja zrobię, jak wypadną maski tlenowe, albo jak będzie awaryjne lądowanie?! Nie dożyłabym chyba, moje serce pękło by ze strachu już podczas spadania. Już teraz bije, jak szalone.

Rozglądam się nerwowo wokół, zerkam na Sama z nadzieją na uspokojenie. Nie reaguje. To dobrze, znaczy że nic złego się nie dzieje.

Qantas samolot

Bo, żeby było śmieszniej, to Sam naprawia samoloty. Tak. Skręca, rozkręca, zmienia kabelki i takie tam. Wszystko wie. Więc sytuacja wygląda tak – ja latam dookoła świata, bojąc się latać (wariatka pomyślicie), a na drugim jego końcu znajduję chłopaka, który samoloty naprawia. I nadal się boję. O ironio. „On naprawia samoloty, którym boi się latać ona”, napisała kiedyś o nas na swoim blogu Iga. Tak jest. To Strach, którego nie mogę się pozbyć. Jest brzydko mówić, jak wrzód na dupie. Nie mogę się też z nim zaprzyjaźnić. Zazwyczaj nie mam problemu z nawiązywaniem nowych znajomości, ale z panem Strachem jakoś nam nie po drodze.

A wiecie, czego się boję najbardziej? Że kiedyś mój strach przed lataniem, wygra z uwielbieniem do podroży. I to będzie prawdziwa katastrofa.

Macie jakieś sposoby na strach przed lataniem?

 

45 komentarzy

  • Lena pisze:

    ja też nie mogę przestać się bać. Latam dużo, praktycznie w miesiącu parę lotów a i tak zawsze odczuwam dyskomfort i wydaje mi się, że tylko ja mam stracha. To okropne, też myślałam że rutyna to ogarnie ale jak dziśtylko zatrzęsło parę razy mocniej to byłam cała spanikowana… Dobrze, ze nie jestem sama

  • Sylwia pisze:

    Ciekawy temat :D. Uwielbiam latać, choć np. mam lęk wysokości. Start i lądowanie są zawsze dla mnie najtrudniejsze i wtedy pomaga trzymanie 😀 bliskiej osoby za rękę. Natomiast po wystartowaniu znika cały mój lęk i nie mogę oderwać oczu od widoków za oknem (tak wiem- za wiele to nie ma do oglądania, ale ja i tak robię po miliony zdjęć i kręcę miliony filmików 😀 ).

    Jednak nie zawsze tak było ;). Nim weszłam pierwszy raz do samolotu, to mało ze stresu nie umarłam :D, bo nie wyobrażałam sobie ani trochę lotu i tylko myślałam o jednym, że spadniemy :P.

    Pozdrawiam i życzę samych spokojnych i przyjemnych lotów :D!

  • Marta pisze:

    Weszłam tutaj z nadzieją, że znajdę jakiś magiczny sposób aby przestać się bać, a tutaj tylko przypomniałam sobie wszystkie powody dla których boję się latać 😀 Dobrze jednak wiedzieć, że nie jestem jedyna 😉 Ja mam największego pietra jak zaraz po starcie samolot przekręca się w lewo lub w prawo… zawsze mam wrażenie, że spadamy i to juz koniec! I tez każdy kolejny lot stresuje mnie coraz bardziej…

  • skylar pisze:

    Ja zauważyłam, że odkąd latanie oznaczało do mnie albo podróżowanie, albo po prostu jazdę do pracy i z powrotem, to było dobrze. Nie bałam się i nie miałam problemu, wprost czerpałam z tego latania 100% przyjemności nawet jak były turbulencje to byłam podekscytowana.
    Odkąd moje życie podzieliło się na 2 kraje i czuję taką nieuchronność tego, że zawsze będę miała daleko: albo do jednego, albo do drugiego kraju, zaczęło się panikowanie. Może to z tego wynika? Kilka miałam takich lotów że już prawie że zdychałam ze strachu mimo że naprawdę nic się nie działo. Kto wie, może i to przejdzie jak człowiek się wreszcie przyzwyczai do tego że mieszka już tak “na stałe” za granicą. Mi z tym przyzwyczajaniem się trochę pod górkę ;))

    • Julia pisze:

      To na pewno nie pomaga, masz rację. Przymus latania, szczególnie jak się jest na takim końcu świata jak ja…

  • Karolina pisze:

    Boze! Jakbym czytala o sobie! Taki sam strach, takie same sposoby radzenia sobie z nim (ksiazka i przygladanie sie reakcjom innym w celu upenienia sie czy aby na pewno wszystko jest w porzadku) i takie same obawy o przyszlosc!

  • Kasia pisze:

    Czuję się, jakbym czytała o sobie.
    Latać, z kilkuletnią przerwą, bałam się od dziecka. Kiedyś było jeszcze gorzej – przy każdym wstrząsie albo zmianie odgłosu, niemal płakałam.
    Kiedyś przeczytałam dwie książki Antoine de Saint-Exupery – “Ziemia – Planeta ludzi” oraz “Nocny lot”. Autor był wojskowym pilotem (o ironio, sam zginął w katastrofie lotniczej) i w niesamowity sposób opisywał podróże w przestworzach. Nagle w lataniu zaczęłam dostrzegać coś pięknego i uwielbiałam siedzieć przy oknie i sobie marzyć. W dodatku mój były partner jest pilotem w komercyjnych liniach i widząc z jaką pasją i całkowitym braku strachu opowiadał o lataniu, bałam się mniej, a wręcz prawie wcale.
    Wszystko zmieniło się w tym roku – zaliczyłam dwa straszne loty, w tym jeden podczas którego ludzie płakali i wszyscy myśleli, że to koniec. Później bam – dwie katastrofy Malaysian Airlines i obrazy z TV, które wwiercają się w mózg i działają na wyobraźnię.
    Z wykształcenia jestem sinologiem, uwielbiam podróżować po świecie, a aktualnie jestem w “związku na odległość” – jestem “skazana” na latanie, więc latam średnio co tydzień. I strasznie się boję. I już nic nie pomaga.

    Również najbardziej boję się startu – staram się wtedy zamknąć oczy, myśleć o milionach lotów, które odbywają się każdego dnia i o tym, że w samochodem/skuterem (również na Bali, co jest podobno szalenie niebezpieczne) jeździć się nie boję, a skoro statystycznie jest to dużo bardziej niebezpieczne – powinnam. I jest w porządku – do pierwszych dziwnych odgłosów lub turbulencji.

    Pozostaje tylko mieć najdzieję, że nie przeszkodzi nam ten pan Strach spełniać marzeń…

  • Marta pisze:

    O matko! Nie wierzę, że ktoś odczuwa to, co ja.
    Kiedyś myślałam, że mój strach przed lataniem bierze się z niewielu przelatanych kilometrów. Bzdura.
    W te wakacje miałam (wątpliwą :P) przyjemność latania po USA. W sumie 14 lotów (15 z lotem Cessną nad Long Island) – tak taniej. Taka samodzielna wycieczka świeżo upieczonej pani magister.
    Co z tego, że wiem jak to działa, skąd się biorą turbulencje… jak wchodzę do samolotu już mam serce w gardle. Siadam – gorzej. Instrukcje bezpieczeństwa – serce wali jak oszalałe. Samolot przyspiesza na pasie startowym – serce staje.
    Uspokajam się jak zaczynamy lądować. O dziwo lądowania lubię. I stety niestety, procenty pomagają.

    Podziwiam!
    Pozdrawiam!

  • Hania pisze:

    A ja Ci dam inna złotą radę – nigdy nie pytaj innych o złote rady. 😛
    Prawda jest taka, że nikt nie siedzi w Twojej skórze. Nawet jeśli boi się latać i mówi Ci, że Cię rozumie, to może jego strach ma inne podłoże i on/ona będzie potrafić sobie z nim poradzić i będzie Ci mówić co jemu/jej pomogło, a Tobie to nic nie da.

    Ja latać uwielbiam, ale za to mam inny paraliżujący strach, z którego wiele osób się śmieje. O matko, jak oni się śmieją! A mi się łzy cisną do oczu, cała się pocę i chce mi się wymiotować. (Jak o tym myślę teraz, to też się denerwuję.)
    Boję się igły. Strzykawek, zastrzyków.

    Ironia losu? Moja mama pracuje w szpitalnym laboratorium, więc czasem do badania pobierała mi krew w domu. Histeria, płacz, a rodzina się śmieje.

    Szczerze, nie uporałam się jeszcze z tym lękiem, ale kiedy idę na badanie albo szczepienie i wiem, że w sali, w której jestem znajduje się mnóstwo igieł, od razu siadam na krześle, zamykam oczy i mówię wszystkim zdziwionym dookoła, że bardzo przepraszam, ale żebym nie dostała spazmów albo żebym nie zemdlała to nie mogę patrzeć.

    Nie zaprzyjaźniłam się z tym lękiem, ale go zaakceptowałam. Tak jak akceptuję swoje niedoskonałości, wady, tak samo akceptuję swój lęk.

    Natomiast jeśli dojdę kiedyś do tego etapu, że zacznie mnie on paraliżować i utrudniać normalne funkcjonowanie, to po prostu pójdę do psychologa. Nie uważam, żeby to było coś wstydliwego.

    Gdzieś kiedyś czytałam, żeby zapytać osoby, które boją się latać, czy mają w domu gaśnicę. Statystycznie więcej wypadków zdarza się w domu niż w samolocie… No, ale nie będę się wypowiadać na temat tych technik terapeutycznych, bo czytałam to dość dawno i nie chcę mieszać. Myślę, że warto jednak porozmawiać z kimś, komu tajemnice ludzkiej psychiki i fobii są mniej obce. 🙂

    • Julia pisze:

      Zapomniałam dodać w tym wpisie – z wykształcenia jestem psychologiem 😉 I absolutnie nie uważam, że chodzenie do psychologa to coś złego! Ale… na szczęście diagnozując się sama dochodzę do wniosku, ze do fobii mi jeszcze daleko. Cały czas liczę na to, że przywyknę. Boję się, ale i tak wsiadam do samolotu w końcu. Współczuję igłowego strachu! Każdy strach jest do bani! Ja na szczęście nie mam ich za wiele, tylko to latanie..

  • zof pisze:

    aaa, ja też, ja też. ale co robić, latam i tak. zazwyczaj staram się po prostu przespać lot….niestety są miejsca, gdzie nie dotarłabym inaczej…strach ma wielkie oczy, damy radę.

  • Marcin pisze:

    Czytałem z uśmiechem. Wiesz, ktoś kto pisze i w ogóle, ma jakąś tam wyobraźnię, powinien potrafić wejść w skórę kogoś. Teoretycznie więc powinienem zrozumieć Twój strach, ale prawda jest taka, że kompletnie nie wiem o co chodzi. Czasami zastanawiam się, czy jeśli człowiek w ogóle nie odczuwa jakiegokolwiek strachu, to jest w ogóle zdrowe? Przeżyliśmy z Magdaleną kilka naprawdę niezłych wstrząsów nad Atlantykiem, ale do tej pory jakoś nadal podchodzimy do tego obojętnie. Ona zasypia od razu, gdy samolot kołuje na pasie, ja czytam.

    Jakiś sposób na strach? Ja lubię statystyki. Prędzej można zginąć w aucie czy pociągu aniżeli w samolocie!

    Powodzenia! 🙂

    • Julia pisze:

      Ja wiem ja wiem! Wszystko to wiem i nie wiem z czego ten strach wynika…Ale jest obecny. Niestety. Zazdroszczę spania i luzu bardzo Marcin!

  • Aga pisze:

    Ja też mam lęk wysokości, ale latać się na szczęście nie boję… Myślę, że tylko racjonalne myślenie pomoże.

  • Bianka pisze:

    ja lecialam samolotem tylko kilka razy i nie pamietam zebym miala jakies niemile wspomnienia…. ale teraz przed moim lotem bardzo sie stresuje wlasciwien nie wiem dlaczego 😛

  • Ewa pisze:

    A ja uwielbiam latać, chociaż mam lęk wysokości. Lubię ten moment, kiedy wbija mnie w fotel przy starcie i kiedy odrywamy się od ziemi. Na pewno wiesz, że statystycznie samolot jest najbezpieczniejszym środkiem transportu? Nie wiem, na ile pomagatakie racjonalne tłumaczenie sobie, ale może…?

    • Julia pisze:

      Właśnie nie pomaga… O samolotach wiem dużo (Sam mnie szkoli) i uwielbiam te maszyny, ale właśnie ten moment odrywania się od ziemi jest dla mnie najgorszy! Zazdroszczę Ewa, że uwielbiasz!

      • Ewa pisze:

        A może zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś w pięknym, szybkim samochodzie, który właśnie przyspiesza na długiej prostej? 🙂 Tak mi się właśnie kojarzy to wbijanie w fotel przy starcie 🙂

  • Julio! Wiem coś o tym! Loty dla mnie to masakra, chociaż dziś już może trochę mniejsza, bo jestem zdeterminowany, żeby zwalczyć to dziadostwo! Zazdroszczę eksperta pod ręką, bo specjalistyczna wiedza mnie uspokaja – im więcej techniczych szczegółów tym lepiej 🙂 I masz rację, z wiekem jest u mnie też coraz gorzej 🙁 Trzymaj się i walcz!

    P.s. Ten temat też był u nas ostatnio na tapecie. Może któryś z mioch sposobów wpadnie Ci w oko i chociaż troszeczkę pomoże. Ściskam!

  • Made in China pisze:

    Statystyki, statystyki i jeszcze raz statystyki. Mnie loty tylko nudzą więc łatwo powiedzieć, ale zdrowy rozsądek to potężna siła;)
    pzdr

    • Julia pisze:

      Ja to wszystko wiem! Wiem, że to najbezpieczniejszy środek transportu, ale… i tak się boję :/ kiepska sprawa…

  • Anita pisze:

    O tak!!!
    Samoloty, to jest dla mnie coś strasznego. Czeka mnie lot do Australii i nie wyobrażam sobie spędzić 20h w powietrzu.
    Za każdym razem ściskam bardzo mocno rękę mojego chłopaka, aż czasem mam wrażenie , że za krótkie ręce ma 🙂 . Pomijając to , że przez 1/3 lotu potrafię tak trzymać, ale jest twardy bo wie jak bardzo się boję latać.
    Tylko tym razem będę lecieć sama i nie wiem kogo będę trzymać za rękę.Powinni w samolocie przy siedzeniach zrobić takie wysuwane ręce (coś, Ala gnioty na stres) , a tak serio co mogę doradzić to siadanie po środku samolotu. Z tyłu bardziej są odczuwalne turbulencje.Dodatkowo jakiś drink przed wylotem , ulubiona muzyka w mp4,powiedzenie sobie co ma być to będzie takie rzeczy nie mogą przecież ograniczać moich marzen.
    Polecam również wejść na stronę flight24,można zozobaczyć ile na
    zywo na świecie lata samolotów.

    Pozdrawiam cieplutko 🙂 wszystkie bojące się latania istoty

    • Julia pisze:

      Też kiedyś o tym myślałam! Zdarza mi się czasem złapać za rękę nieznajomego, jak lecę sama… Wstyd! Ale sztuczne ręce by się przydały! I ważne pytanie – kiedy lecisz do Australii?!

  • Ja nabawiła się strachu przed lataniem, kiedy siedziałam w pierwszym rzędzie w samolocie Wizz, zaczęły się w sumie typowe turbulencje, a spanikowane stewardessy szeptały do siebie: – To co, mówimy? – Nie, będzie panika! Na szczęście skończyło się dobrze 🙂

    No i pomaga mi wiedza, że samolot może szybować przez 20 minut po zepsuciu się silników. Tak myślę, że przez te 20 minut może pilot coś wymyśli 😉
    Aha, i jeszcze zatyczki do uszu! Nie słychać tych wszystkich stuków i huków 🙂

    A jeśli i to nie pomoże, to zostaje hulajnoga, jak proponowałam na Twitterze 🙂

    • Julia pisze:

      Zatyczki! To jest dobry pomysł 🙂 Na stare lata przerzucę się na hulajnogę. Na bank! Też kupujesz?

  • Marta pisze:

    Ojej jak ja to rozumiem! I to, że ten strach nie maleje pomimo wylatanych mil, też. Ja latam conajmniej raz w miesiącu, i za każdym razem się boję. Bardzo.
    Każde najmniejsze wstrząśnienie powoduje u mnie zawał. Pot płynie mi po rękach strumieniami. Nie ma opcji, żebym się choć zdrzemnęła. Alkohol pogłebia strach.

    I pomyśleć, że jestem podróżniczką i wybieram się w podróż dookoła świata. Moi znajomi nie wierzą, że ten mój strach przed lataniem to prawda… Gdyby tylko wiedzieli…

  • Cześć Strachu!
    Dobrze znam Twoją kuzynkę – obawę przed startem samolotu.

    Też do mnie doszła z wiekiem. Jeszcze 5 lat temu nałogowo usypiałam jeszcze przed startem samolotu. Dzisiaj kładę nogi płasko na ziemi, zamykam oczy i czekam. Przechodzi tak mniej więcej po 20 minutach lotu.

    Lądowania już się na przykład nie boję.

  • Justyna pisze:

    Dokladnie Cie rozumiem, rowniez bardzo duzo podrozuje i choc mym znajomym ciezko w to uwierzyc, strasznie boje sie latac 🙁 slyszalam ze istnieja dosc dobre kursy na wyleczenie leku przed lataniem, trwaja okolo miesiaca i chyba sie na nie pokusze, tak bardzo mi to przeszkadza. Przezylam juz dwa ladowania awaryjne i jedno nieudane, w tym sensie ze przez silny wiatr z Paryza przekierowano nas do Berlina, o zgrozo! No nic! Mam nadzieje ze wyladowalas bez problemu 😉 powodzenia

  • Pati pisze:

    Dzieci! Dzieci leczą ze Strachu! – W samolocie masz tyle do ogarniecia, ze zapominajasz, ze trzeba sie bać!
    Do roboty! 😉

Leave a Reply