Skip to main content
search


© The Gospo’s

Codzienność w AustraliiEmigracja i życie w Australii

Przyjechała. Pojechała. Przyjaźń została

By 10 maja, 202026 komentarzy
Przyjechała. Pojechała. Przyjaźń została

Czekałam na to długo. Och, nawet nie wiecie, jak bardzo nie mogłam się doczekać! Każdego ranka niecierpliwie spoglądałam w kalendarz, jak dziecko wyczekujące Bożego Narodzenia. Bo mimo, że kocham Australię i lubię tu żyć, to tęsknię za bliskimi jak trzymiesięczny szczeniak. A teraz wreszcie ktoś miał mnie odwiedzić. Jestem tu już półtora roku i wreszcie ktoś miał mnie odwiedzić! Moja najlepsze przyjaciółka.

Wszystko wyszło przypadkiem. Była promocja na loty do Australii. Spytałam “Przylecisz?”, długo się nie zastanawiała. Kupiłyśmy bilet. To było jakieś 8 miesięcy temu. Od tego czasu, za każdym razem gdy rozmawiałyśmy przez telefon, planowałyśmy trasę podróży, kombinowałyśmy gdzie by pojechać, co zrobić, wzdychałyśmy jak to będzie cudownie wypić kieliszek wina na naszym tarasie, czy obserwować papugi o poranku degustując aromatyczną kawę. I tak za każdym razem. Przez osiem bitych miesięcy. Co najmniej raz w tygodniu.

Aż pewnego dnia przyszedł październik i już nie trzeba było odliczać miesięcy, bo zostały tygodnie, a potem dni, potem godziny. Siedziałam, jak na szpilkach, zastanawiałam się jak to będzie, czy łzy pociekną mi po policzkach, gdy się spotkamy, czy coś się między nami zmieniło, czy będzie tak, jak zawsze.

Znamy się już trochę. Jakieś 15 lat na pewno. Tak, lata lecą nie wiadomo kiedy, lata pełne wspomnień, wspólnych wspomnień. Wagary w liceum, regularne. Nie wiem, jak to się stało że obyło się bez kłopotów i zawsze miałyśmy dobre stopnie, bo momentami to chyba więcej nas nie było niż było. Imprezy w kultowej warszawskiej Klatce, do rana, w każdy weekend. Boże, jak patrzę na zdjęcia i widzę, jak my się ubierałyśmy to zapadam się pod ziemię. O, już mnie nie ma! Kłopoty z chłopakami, to był hit. Obydwie miałyśmy niezłych ancymonków, ale wstyd wspominać. Głupie, młode, naiwne i zakochane. No nic, niczego w życiu nie można żałować, przynajmniej się działo i mimo wszystko było nam wszystkim bardzo fajnie!

A, i te babskie wieczory. Bo w sumie to musicie wiedzieć, że było nas cztery. Cztery baby. Zawsze razem, zawsze za sobą. Tzw. ORMO, bo łobuzów trzeba było pilnować, nie? Razem na zakupy, razem na studia, razem na wakacje. Wymieniałyśmy się samochodami, ubraniami i tuszami do rzęs. Razem płakałyśmy, razem się śmiałyśmy i potrafiłyśmy sobie po razie też dać. Każda inna. Jedna romantyczka, jedna miękka jak świeżo pieczona bułeczka, jedna racjonalistka, inna marzycielka. Kiedyś mój tata powiedział, że powinnyśmy to doceniać, że jesteśmy cztery i że mamy siebie, bo takie przyjaźnie rzadko się zdarzają. Miał rację. W stu procentach. Czasem myślę, że doceniałyśmy to za mało. Bo to była wyjątkowa więź, wcale nie chwilowa… bo mimo że dziś to wszystko trochę się rozeszło, to wiem że gdybyśmy usiadły we cztery, to by było tak jak kiedyś. Po prostu. Jedna jest już szczęśliwą mężatką z uroczym maleństwem przy piersi, druga robi chyba to co kocha, trzecia trochę szuka, a czwarta to ja, która zgubiła się gdzieś na drugim końcu świata. Dziś jesteśmy jeszcze bardziej inne niż byłyśmy kiedyś. Inne od siebie. Ale wiem, że gdzieś w głębi jesteśmy takie same. I pomimo różnic, sprzeczek które się pojawiły, niedogadań, czasem braku zrozumienia, czasu i odległości który nas podzielił, jesteśmy przyjaciółkami. Tak czuję.

Mamy masę cudownych wspomnień. Najlepszych. Były wspólne wyjazdy na Openera, a wcześniej na Creamfields (Boże, znowu zapadam się pod ziemię). O, zapomniałabym o kursach językowych w Anglii. Tam to się działo, aj! Mogłabym Wam opowiadać długo o słonym bloku czekoladowym, o wycieczce pod Big Bena, której delikatnie mówiąc odmówiłam, o kradzionym papierze toaletowym i znienawidzonym chlebie z kminkiem, ale to są nasze wspomnienia, więc wybaczcie, ale niech nimi pozostaną. Rozmarzyłam się, przyznaję. Widzicie, co tęsknota robi z człowieka?!

W każdym razie, wreszcie przyszedł ten dzień. Stałam na lotnisku w Melbourne lekko skołowana. Ekscytacja na poziomie maksymalnym. Zawory się gotowały. W brzuchu motyle, normalnie jak przy zakochaniu! No a do tego, wiadomo, magia hali przylotów. Łzy szczęścia, rzucanie się na szyję, kwiaty i balony, szczera radość w oczach, momenty wzruszenia. Córka wita się z matką, widać że dawno się nie widziały. Chłopak wynosi dziewczynę i jej walizkę na rękach przez drzwi. Nie ważne, że razem trochę ważą, on nie czuje, tak się cieszy. Siłę ma nagle, jak Superman. Dzieci czekają, jak konie w blokach startowych. To tata wraca do domu. Tatoooo! No i ja, wśrod nich. Czekam na przyjaciółkę. Rzucam się na szyję i nie mogę się oderwać.

A potem jest tak, jakbyśmy widziały się wczoraj. Oto magia prawdziwej przyjaźni.

Podczas trzytygodniowego pobytu Anety w Australii zrobiłyśmy dużo, dużo zobaczyłyśmy, dużo rozmawiałyśmy, dużo czerpałyśmy z siebie. Było nam dobrze, mamy nowe wspomnienia, wspomnienia pełne emocji. Wspomnienia, bo już wyjechała. Niestety.

Ale wiecie, co? Nie płaczę, chociaż bez łez się nie obyło przy pożegnaniu. Nie płaczę, mimo że myślałam że ciężko to zniosę. Nie płaczę, mimo że już tęsknię. Jestem szczęśliwa i bardzo wdzięczna za to, że miałyśmy szansę spędzić ten czas, tak jak spędziłyśmy, że miałyśmy szansę spotkać się na drugim końcu świata, że mamy siebie pomimo, że dzieli nas olbrzymia odległość. Dostałam energetycznego kopa, a nie ukrywam że trochę mi trzeba go było. Akumulatory się zasiliły.

No i ktoś mnie wreszcie odwiedził w MOJEJ Australii. Wiecie, jakie to ważne? Bardzo. Bo to tu jest dzisiaj mój dom…

A czym jest przyjaźń według Ciebie?

26 komentarzy

  • Marta pisze:

    Poznalam Twojego bloga przez Iwonke, ktora przylatuje juz za 4 tygodnie a tu prosze, okazuje sie, ze to wszystko przez Anetke! Mialam przyjemnosc pracowac z Aneta w Warszawie 🙂 maly swiat!

  • Alda pisze:

    Cudownie czyta się Twoje wpisy tak jak i słucha opowieści na spotkaniu w 8 stóp! 🙂 przekazujesz tyle emocji, tak naturalnie, ot, po prostu. Oczywiście poryczałam się… przypomniało mi się co czułam przylatując do siostry, z którą widuję się rzadko odkąd wyprowadziła się kilka lat temu z UK do Australii.
    I ja zaczynam odliczać, planuję odwiedzić ich (ją i jej rodzinę) ale…dopiero za rok! Dużo kartek w kalendarzu pozostało…

    Pozdrawiam i ściskam :))

  • Dzulii pisze:

    Pięknie napisałaś o tej przyjaźni…

  • Emi pisze:

    Za dwa tygodnie mam pierwszych gości u siebie (też po ponad roku) i tak samo się doczekać nie mogę, cieszę się na spotkanie z psiapsiółą jak dziecko, aż mi się po tym tekście łezka uroniła 😉 W następnej kolejności mam nadzieję ściągnąć tu rodziców, chociaż to będzie ciężkie, bo mama nie lubi latania i ryżu 😛 Twoi już Cię odwiedzili w Brisbane?

    • Julia pisze:

      Fajnie! Wiem, co to za emocje. Rodzice jeszcze nie, ale zapowiada się że to będzie rok odwiedzin i podróży po Australii. Obiecali, że przyjadą (chociaż mój tata też nienawidzi latania) i moja siostra też obiecała, więc siedzę i cierpliwie czekam, aż zobaczę ich bilety 🙂

  • ola pisze:

    Pamiętam jak byłam kiedyś przez rok w Stanach, w czasach sprzed facebooka, skajpa i takich tam, i po tym roku, na końcówkę pobytu przyjechała moja przyjaciółka. I wprawdzie wtedy do Polski wróciłyśmy razem i miałyśmy się na codzień, ale i tak doskonale Cię rozumiem:)

  • Marek pisze:

    Piękny wpis. Mieszkając daleko od najbliższych, docenia się ich nawet bardziej niż będąc na miejscu.

  • Przyjaźń to wielka rzecz, potrafi przetrwać najgorsze próby. Szkoda, że często te najpiękniejsze przyjaźnie, są przerywane. Jedna osoba musi wyjechać i mimo wielkiego żalu, nic już nie jest tak jak kiedyś. Mimo, że przyjaźń nie znika, to na odległość nie jest już taka sama. Rozmowa telefoniczna, sms-y czy inne messengery nie dają tego poczucia bliskości, jakie daje rozmowa w cztery oczy, poczucie, że ta druga osoba jest blisko.

    Podziwiam, że potrafiłaś wyjechać na drugi koniec świata i zmierzyć się z problemami rozstania z bliskimi. Ja bym chyba tak nie potrafiła.

    • Julia pisze:

      Z tymi ‘problemami’ zmierzam się każdego i pewnie będę się zmierzać do końca życia, bo tęsknić się chyba nie da przestać…

  • Julko!
    Jakbyś ten tekst z ust nam wyrwała!
    Już za dwa tygodnie odwiedzają nas nasi przyjaciele i będziemy podróżować razem przez miesiąc po Kolumbii.
    Czekamy na to z niecierpliwością!
    Prawdziwa przyjaźń jest tak rzadka, że trzeba bardzo o nią dbać… a na odległość ciężko.

    • Julia pisze:

      Czasem nawet bardzo ciężko. Miejcie cudowny czas! To będzie na pewno bardzo wyjątkowy etap Waszej podróży.

  • Piękna sprawa! Mam dwie takie przyjaciółki – możemy się nie widzieć rok, dwa, a jak się spotkamy, to jakbyśmy się nie widziały góra kilka dni. Życzę jak najczęstszych kontaktów! Pozdrawiam, Asia

    • Julia pisze:

      Dzięki Asiu 🙂 Mam nadzieję, że przyjaźń przetrwa próbę odległości. Australijskie uściski!

  • Marlena pisze:

    Dzięki temu postowi po prostu będziemy lepiej dbać o nasze przyjaźnie.Dzięki Ci jesteś bardzo inspirująca

  • Jak sobie pomyślę, że moja siostra, którą traktuję jak przyjaciółkę, wyprowadzi się do Australii, to mnie ciarki przechodzą 😉 Teraz dzieli nas ponad 1000 km między Krakowem a Rostockiem, a co dopiero te wszystkie kilometry do Australii.

    Co do przyjaźni, różnie to bywa, z niektórymi po prostu tak jest, że widzisz się i czujesz się, jakbyście się widzieli wczoraj. Problem tylko w tym jak nadrobić ten cały czas, czy w ogóle można?

    Pozdrawiam!

  • Kalejdoskop Renaty pisze:

    Z chęcią przeczytałam tego posta, odnalazłam w nim siebie.
    Mieszkając tak jak Ty poza Polską tęsknię za moją przyjaciółką.
    Rozumiem jak najbardziej.
    Zawiera się dużo przyjaźni w życiu….nigdy nie miałam z tym problemu….ale przyjaźnie z podstawówki czy liceum trwają lata.
    Choć nie przepadałam za moją wychowawczynią nigdy nie zapomnę pamiętajcie przyjaźnie z liceum trwają lata jeśli są pielęgnowane”.
    Muszę przyznać jej rację.
    W porównaniu do Ciebie mam jednak szczęście bo widzę się z moją przyjaciółką 2 razy w roku.

    Pozdrawiam serdecznie

    Kalejdoskop Renaty

    • Julia pisze:

      Dużo bym dała, że być pewną regularnych spotkaniach z rodziną i przyjaciółmi, ale… Masz stuprocentową rację, że przyjaźnie sprzed lat mają jakąś wyjątkową moc. Oby tak zostało.

  • Ajka pisze:

    Pięknie napisane 🙂 Cieszę się, że miałyście okazję spędzić razem czas, nacieszyć się sobą i świetnie bawić!

  • Barbara pisze:

    O matko, ty już jesteś półtora roku w Australii!!! Ja przecież tego nsawet jakoś nie zarejestrowałam! A śledzę bloga od początku i to w sumie też dzięki tobie odważyłam się na moją pierwszą podróż do USA. Ostatnio moja mama przeczytała jeden z twoich artykułów na Onecie i mówi do mnie “Basia, ty byś jechała do tej Australii tak jak Julia”. Powiedziałam, że na pewno pojadę. Ale najpierw podróż dookoła świata 🙂 Chociaż się nie znamy, to jestem Ci bardzo wdzięczna, że jesteś inspiracją dla mnie. A jak dorosnę to chcę być taka jak Julka. Pozdrawiam serdecznie :*

    • Julia pisze:

      O matko samo w to nie wierzę! 🙂 Nie wiem, kiedy uciekł ostatni rok. Już jest grudzień. To jakieś szaleństwo. Ale fajnie, że jesteś ze mną od początku! I fajnie, że pojechałaś. I fajnie, że napisałaś. I fajnie, że kiedyś może przyjedziesz do Australii to się spotkamy! Czekam i trzymam kciuki za Twoje marzenia.

Leave a Reply