Skip to main content
search


© The Gospo’s

PodróżePorady

Ubezpieczenie w podróży. COMPENSA

By 10 maja, 202046 komentarzy
Ubezpieczenie w podróży. COMPENSA

Wyobraźcie sobie, że spacerujecie po Sydney i wywracacie się na chodniku. Zaczyna boleć Was ręka. Idziecie do lekarza, ten mówi że to raczej obicie, żeby robić okłady i obserwować. Obserwujcie, jesteście spokojni, ale ręka zaczyna delikatnie puchnąć. Udajecie się więc do lekarza po raz drugi, a ten zleca prześwietlenie (nie operację, tylko prześwietlenie), które pozwoli stwierdzić czy to jednak nie jest złamanie. Okazuje się, że jest więc wsadza rękę w gips, żeby się zrosło. Czy lekarz przekroczył zakres pomocy niezbędnej i powinien odesłać pacjenta ze spuchniętą ręką w bardzo długą podroż do kraju, żeby tam podjął leczenie, tak jak uważa firma Compensa Vienna Insurance Group? W mojej historii rękę wystarczy zamienić na brzuch, a złamanie na zatrucie… zresztą przeczytajcie, żebyście wiedzieli gdzie się NIE ubezpieczać. 

Ubezpieczenie w podróży

Bo w podroży to trzeba mieć dobre ubezpieczenie! Ale, jak się ubezpieczyć w samotną, sześciomiesięczną podroż dookoła świata, jak większość ubezpieczycieli każe po 90 dniach wrócić do kraju?

Ubezpieczenie to to, nad czym spędziłam chyba więcej czasu niż nad układaniem swojego biletu dookoła świata. Klikałam i szukałam: Jakie ubezpieczenie wybrać na podróż, który ubezpieczyciel jest najlepszy, gdzie lepiej się nie ubezpieczać, ubezpieczenia turystyczne, ubezpieczenia zdrowotne w podroży…

Przeszperałam internet, przepytałam znajomych, agentów ubezpieczeniowych, wydawało mi się, że zrobiłam wszystko, co mogłam ale chyba zrobiłam za mało i do dziś się zastanawiam, dlaczego to wszystko skończyło się tak, a nie inaczej…

Naprawdę długo szukałam, zastanawiałam się nocami, aż wreszcie postawiłam na COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP. W końcu porządny ubezpieczyciel, co nie? Wykupiłam najdroższe ubezpieczenie z serii Compensa Voyage, pakiet platinum, które miało mi zapewnić spokojną podróż i pomoc w razie kłopotów ze zdrowiem. Niestety rzeczywistość z Compensą okazała się nieco inna…

Moja historia z Compensą w roli głównej

Po 2 miesiącach podróży przez Azję, dotarłam do Australii. Uff… Już od jakiegoś czasu męczyły mnie problemy żołądkowe. Nie należę do osób, które panikują, mam raczej mocny i zdrowy organizm, ale postanowiłam sprawdzić, czy wszystko ok, bo przede mną było jeszcze kilka miesięcy podróży i to w mniej cywilizowanych krajach niż Australia.

Byłam sobie w Sydney i zgłosiłam się telefonicznie do Europ Assistance Polska Sp. z o.o., którzy obsługiwali w tym czasie klientów Compensy. Pani poleciła mi udać się do dowolnego lekarza w okolicy, co grzeczna Julcia zgodnie z zaleceniem wykonała. Posłusznie poszłam do kliniki za rogiem. Pani doktor popatrzyła na mnie z lewej i z prawej, i powiedziała że prawdopodobnie to zwykłe zatrucie, ale w związku z tym że przed przylotem do Australii byłam w Indonezji, gdzie występuje duże ryzyko zakażenia różnymi bakteriami oraz malarią lub dengą, to w przypadku jeśli objawy nie ustąpią niezwłocznie powinnam  udać się na badania. Uprzedziła mnie, że koszty takich badań są dość wysokie, więc lepiej sprawdzić czy to nie zatrucie i skonsultować się z ubezpieczycielem.

Za wizytę zapłaciłam niewiele, $70 AUS. Koszty zgodnie z zaleceniem Europ Assistance Polska Sp. z o.o. pokryłam sama i raz dwa wysłałam wniosek refundacyjny. Miałam rachunek z wizyty. Nie posiadałam raportu medycznego, nie doczytałam w umowie, że muszę posiadać taki raport, a niestety pracowniczka firmy Europ Assistance Polska Sp. z o.o. uprzejmie mnie o tym nie poinformowała podczas naszej rozmowy telefonicznej (jakby inaczej, jak nie doczytasz drogi kliencie to Twoja strata!). Obsługa oferowana prze współpracownika firmy Compensa już wtedy dała mi dużo do myślenia.

Nie wiem, czy to moja psychika, strach przed ewentualną chorobą, czy emocje sprawiły że poczułam się trochę lepiej. Wyjechałam z Sydney do Brisbane. Niby brzuch nadal dokuczał, trochę schudłam, ale nie było najgorzej. Po za tym wiedziałam, że zaraz będę u przyjaciół w Melbourne i wtedy w razie czego będę mogła liczyć na ich opiekę i wybiorę się na badania.

Z dnia na dzień nie czułam się lepiej. Podczas pobytu w Melbourne brzuch dokuczał co raz bardziej. Wiedziałam, że koszty niezbędnych badań krwi wyniosą najmniej $400 AUS, a to by sporo nadwyrężyło mój budżet. Skontaktowałam się po raz kolejny z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. z prośbą o wyznaczenie placówki, do której mogłabym udać się bezgotówko.

W mojej polisie zawarte było stwierdzenie, że leczenie powyżej kwoty bodajże 100 Euro może być załatwione właśnie tak.

Po jakiś 3 dniach (musiałam wysłać kilka maili i wykonać kilka telefonów!) Europ Assistance Polska Sp. z o.o. wyznaczył dwie klinki, do których mogę się udać. Nie panikowałam jednak i cierpliwie czekałam (zgodnie z prośbą pracownika Europ Assistance Polska Sp. z o.o) do poniedziałku.

Jedną z wyznaczonych klinik był szpital Cabrini. Udałam się do lekarza, po czym zostałam poinformowana przez koordynatorkę Europ Assistance Polska Sp. z o.o., że jednak leczenie nie może się odbyć bezgotówkowo, ale będę mogła koszty rozliczyć.

Wigilię spędziłam na ostrym dyżurze z objawami bólu brzucha oraz problemami żołądkowymi.

Lekarz od razu zalecił serię badań. Stwierdził też częściowe odwodnienie organizmu. Z wyników przeprowadzonych badań jednoznacznie wynikało, że w moim brzuchu na dobre rozgościły się azjatyckie bakterie. Przepisał 2 antybiotyki, podłączył pod kroplówkę i skierował na badanie USG, ponieważ bóle brzucha które posiadałam mogły wskazywać na zakażenie wątroby, a to już poważniejsza sprawa… Na szczęście badanie USG nie dało pozytywnego wyniku.

Lekarz powiedział, że mam dużo szczęście, że mój organizm jest bardzo mocny, że przez tak długi czas dawał sobie sam radę z walką z bakteriami, bo z salmonellą to się zazwyczaj od razu ląduje w szpitalu. Ale powiedział, że dobrze że wreszcie przyszłam, bo kilka dni więcej bez niezbędnych leków mogłoby się skończyć dla mnie bardzo źle… Mogłoby dojść do zakażenia wątroby oraz odwodnienia organizmu (który już był to tego na dobrej drodze). Zalecił odpoczynek przez najbliższy tydzień, nie poruszanie się nigdzie dalej oraz nie opuszczanie Melbourne do czasu zakończenia antybiotyków.

Dwa dni po wizycie otrzymałam nieco spóźnionego maila od pracownika Europ Assistance Polska Sp. z o.o.:

“Szanowna Pani,

Zapoznając się dokładnie z Pani sprawą pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż celem pokrycia kosztów kolejnych wizyt, tj umówienia Pani na wizytę bezgotówkowo należy udostępnić ubezpieczycielowi dokumenty z dotychczasowego leczenia. Nie mam możliwości zorganizować Pani wizyty bezgotówkowo tym razem ponieważ nie wiemy na ile Pani dalsze leczenie mieści się w ramach pomocy niezbędnej za którą ubezpieczyciel zobowiązał się pokryć koszty.

Polisa którą Pani posiada pokrywa bowiem koszty udzielenia jedynie pomocy niezbędnej, czyli doprowadzenia do stanu zdrowia pozwalającego na powrót do Polski celem kontynuacji leczenia w stanach zagrażających życiu, zdrowiu.

Aby uzyskać dokumenty z poprzedniej wizyty  skierujemy oficjalną prośbę do placówki w której Pani była więc proszę podpisać załączony dokument- zgodę na udostępnienie firmie ubezpieczeniowej informacji dotyczącej Pani leczenia. Jeżeli zaś Pani stan zdrowia wymaga natychmiastowej konsultacji z lekarzem proszę udać się na ER do najbliższego szpitala.

Zgłoszenie wpłynęło do nas z początkiem grudnia i do tego czasu wielce prawdopodobne jest, że zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony, a pomoc okaże się przekraczająca tę niezbędną, ratującą zdrowie lub życie a tylko w takiej sytuacji możemy starać się umawiać bezgotówkowo.

Reasumując, jeżeli stan zdrowia uległ pogorszeniu proszę korzystać z natychmiastowej pomocy ostrego dyżuru szpitalnego.

Jeżeli zaś chce Pani organizacji wizyty z naszej strony proszę o cierpliwość- zwrócimy się do placówki w której Pani była po stosowną dokumentację i odpowiemy Pani na pytanie czy wizyta może odbyć się bezgotówkowo nadal w ramach pomocy niezbędnej..”

Ja pragnę zaznaczyć, że to co Państwo z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. napisali jest skandaliczne.

Dziękuję za uwagę. Po pierwsze wiadomość otrzymałam 5 dni po zgłoszeniu złego samopoczucia! Czy tak powinna wyglądać obsługa klienta, który zakupił najdroższą i najlepszą wersję ubezpieczenia? Po drugie, o tym czy pomoc jest niezbędna decyduje lekarz diagnozujący chorobę, a nie do cholery jasnej pracownik biura analizujący zgłoszenia! W jakim świecie my żyjemy? Po trzecie stwierdzenie przez autorkę tego cudownego maila, że “jest wielce prawdopodobne, że zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony” jest bezpodstawnym wystawieniem opinii. Ze zdania “Zgłoszenie wpłynęło do nas z początkiem grudnia i do tego czasu wielce prawdopodobne jest, ze zakres pomocy niezbędnej zostanie przekroczony” można wnioskować, że starałam się oszukać ubezpieczyciela. No tego to już za wiele.

To teraz małe sprostowanie ode mnie. To, że nie miałam ostrych objawów choroby nie oznacza, że nie byłam chora. To, że stanowczo nie wymagałam od Europ Assistance Polska Sp. z o.o.  natychmiastowego wyznaczenia placówki nie oznacza, że nie czułam się źle. Ostatnie zdanie w mailu jest doskonałym jego zakończeniem i doskonale opisuje poziom, na jakim Compensa traktuje swoich klientów. Proszę czekać, może nic Pani nie dolega, może się Pani wydaje, może Pani panikuje.

Moje zdrowie uległo pogorszeniu i zgodnie z zaleceniem postanowiłam skorzystać z natychmiastowej pomocy ostrego dyżuru, ale dwa dni przed tym jak otrzymałam powyższego maila.

Po otrzymaniu powyższej wiadomości poczułam się, jak intruz i oszust, a nie klient dobrego ubezpieczyciela za jakiego uznaje się Compensa.

Wierzcie mi, że zwiedzanie szpitali i poddawanie się badaniom, nie jest moją ukrytą pasją. Wręcz przeciwnie – staram się unikać takich miejsc. A może nie powinnam, może powinnam zacząć panikować od razu i wtedy Compensa zajęłaby się mną w odpowiedni sposób? Może trzeba było wzywać karetkę, robić aferę, a nie jak się okazuje być miłym frajerem.

To nie koniec historii…

W lutym wysłałam wniosek refundacyjny oraz posiadane rachunki z obydwu odbytych przeze mnie wizyt do Europ Assistance Polska Sp. z o.o. W kwietniu, tuż po powrocie do Polski dosłałam resztę rachunków ze szpitala w Melbourne, które otrzymałam drogą pocztową na adres moich przyjaciół w Melbourne. Wszystkie dokumenty od razu wysłałam do przedstawiciela ubezpieczyciela.

W sierpniu otrzymałam od Europ Assistance Polska Sp. z o.o. list,  w którym ubezpieczyciel, COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP, odmawia wypłacenia mi odszkodowania za wizytę w szpitalu w Melbourne. Chyba muszę wspomnieć, że koszty mojego pobytu w szpitalu i wykonania wszystkich badań wyniosły ponad $1000 AUS. Więc tych $1000 AUS mi nie oddadzą, ale pokryją koszt mojej wizyty u lekarza w Sydney w wysokości $70 AUS!

Ubezpieczyciel uzasadniał, że “zakres pomocy niezbędnej został przekroczony”. Niezwłocznie napisałam odwołanie od powyższej decyzji, bo powyższe uzasadnienie jest nieprawdziwe w moim przypadku. Chyba nie muszę tłumaczyć czemu… Zakres udzielonej mi pomocy w szpitalu, czytaj: wykonanie badań, nie został przekroczony bo wykonanie badań miało stwierdzić mój stan zdrowia. To chyba dość logicznie, co nie?

Przez ponad miesiąc nie otrzymałam żadnej informacji od firmy Compensa…

Zadzwoniłam do Europ Assistance Polska Sp. z o.o. zostałam poinformowania, że pismo zostało przesłane do ubezpieczyciela. Zadzwoniłam więc do ubezpieczyciela, czyli do biura COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP i czego się dowiedziałam? Dowiedziałam się, że nie otrzymali oni mojego pisma, i że zakończyli współpracę z firmą Europ Assistance Polska Sp. z o.o. 

Skontaktowałam się ponownie z Europ Assistance Polska Sp. z o.o. z prośbę o przesłanie dowodu nadania pisma do Compensy.

Po tygodniu milczenia otrzymałam potwierdzenie nadania. Po kolejnych dwóch miesiącach otrzymałam odpowiedź od COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP  z odmową, bo “zakres pomocy niezbędnej został przekroczony”…

Dokładnie ta sama śpiewka, co ostatnio.

Zrobiłam wszystko z zalecaniami pracowników Europ Assistance Polska Sp. z o.o. Zrobiłam wszystko z zaleceniami lekarzy, u których byłam na wizytach. Kupiłam najlepsze ubezpieczenie na podroż oferowane przez COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP za kupę kasy i jak na tym wyszłam? Jak kretyn! Bo nie dość, że zapłaciłam za ubezpieczenie to zapłaciłam za wizytę, więc mam duży minus na koncie, a do tego wszystkiego muszę się tłumaczyć z tego, że się rozchorowalam.

Tak, ubezpiecznie z COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP się nie sprawdziło.

Do tego partner COMPENSA VIENNA INSURANCE GROUP, Europ Assistance Polska Sp. z o.o. zapewnił mi bardzo słabą obsługę podczas podroży i po jej zakończeniu (zresztą wnioskuję, że nie tylko mi jeśli firma Compensa zakończyła z nimi współpracę…), co nie dawało mi poczucia bezpieczeństwa i komfortu, jaki powinnam posiadać w podróży.

Czy gdybym podczas pierwszej wizyty u lekarza w Sydney postawiła się przeciwko zaleceniom i diagnozie lekarza i kazała sobie od razu wykonać wszystkie badania to wtedy Compensa pokryłaby koszty leczenia? Pewnie tak, ale udałam się do lekarza, żeby opinię i diagnozę uzyskać, i jako pacjent ufam temu, co lekarz zaleca! Więc cierpliwie czekałam i obserwowałam zgodnie z zaleceniem rozwój sprawy. I zgodnie z tym, co zalecił lekarz ponownie udałam się na wizytę, jak objawy nie ustąpiły. Czy gdyby mój organizm był słabszy, a objawy mocniejsze i wcześniej udałabym się na badania, to Compensa wypłaciłaby mi należne odszkodowanie? Pewnie tak, ale nie mam wpływu na to, jak mój organizm znosi choroby.

Lekarz w Melbourne od razu postanowił przyjąć mnie na ostry dyżur i przebadać. Widział, że dzieje się coś złego. Wykonał tylko i wyłącznie badania niezbędne do stwierdzenia mojego stanu zdrowia. Gdyby ich nie wykonał i nie stwierdził choroby mogłoby się to skończyć dla mnie bardzo źle. A dziś zamiast cieszyć się tym, że ktoś uratował moje zdrowie muszę walczyć o swoje pieniądze z niekompetentym ubezpieczycielem. To nie są fajne zakończenia.

I może faktycznie, może faktycznie cwany regulamin mówi inaczej, może nie dotrzymałam któregoś punktu umowy. Może, bo te umowy napisanie są tak, że nie łatwo je zrozumieć. Nie są one przyjazne ubezpieczonemu, ten ubezpieczyciel nie jest przyjazny ubezpieczonemu, jego partner też i to wszystko strasznie mnie wkurza! Bo w tym świecie powinniśmy sobie pomagać, powinniśmy świadczyć usługi na najlepszym poziomie, nie powinniśmy kręcić i chachmęcić. Ale jak widać, jak się nie kręci i nie chachmęci to się wychodzi na tym tak, jak ja.  Mogłabym jeszcze długo pisać, jak bardzo jest rozczarowana, ale chyba już skończę bo szkoda mi czasu.

Więc jeśli zastanawiacie się jakie ubezpieczenie turystyczne wybrać w podróż to zastanówcie się dziesięć, a nie trzy razy nad swoim wyborem.

Nie będę Wam mówić, czy Compensa to zły, czy dobry wybór (chociaż może powinnam), ale myślę, że jeśli dotarliście do końca tego tekstu, to macie na ten temat już swoje zdanie.

Po prawie trzech latach tej cholernej przepychanki, udało mi się odzyskać pieniądze. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak walczyć o swoje, przeczytajcie tekst Tylko krowa zdania nie zmienia. A ubezpieczyciel nie krowa

Podzielcie się moją historią ze znajomymi. Ku przestrodze! 

46 komentarzy

  • Niezadowolona Klientka pisze:

    W weekend majowy 2019 próbowałam umówić wizytę ślusarza i pediatry w Europ Assistance. Chamska obsługa, kilkukrotne oddzwanianie kilku pracowników. Ślusarza nie zorganizowali. Po kilku godzinach znaleźli jakiegos lekarza, który kilka lat temu ukonczył studia i to jedyny jego sukces. Pewnie jakiś tani i tandetny. I to ma być pakiet Concierge dla Vipów oraz Pakiet Bardzo Pomocny, ktory obsługuje firma Europ Assistance. Młode, chamskie panienki z odzywkami. Masakra. Nie polecam.

  • KenBlock pisze:

    Tak dziala ubezpieczalnia, nie tylko Compensa. Byle sprzedac polise a jak sie zaczyna z nie korzystac to juz inna kwestia. Kiedys tez chcialem ulzyc ubezpieczycielowi i wyslalem samochod z awaria do serwisu zamiast wezwac lawete (mogl jechac ale mial wyciek plynu chlodzacego). Konsekwencja tego bylo ze zaplacilem za trzydniowy pobyt kierowcy w hotelu oraz jego transport z i do serwisu, poniewaz w polisie bylo zawarte ze auto musi zostac zholowane …. Tak uhonorowal mnie ubezpieczyciel ze zaoszczedzilem mu kosztow. Pozdrawiam i uczulam, nie ufac zadnemu agentowi ubezpieczalni.

  • Kamila pisze:

    Wiesz to jedna przygoda. Niektórzy takich nie mają.

    • Julia Raczko pisze:

      Na szczęście! Nikomu nie życzę, ale niestety… takie sytuacje świadczą bardzo źle o serwisie firmy.

  • Eva pisze:

    Jejku, mam nadzieje ze uda Ci sie jakos korzystnie te sprawe rozwiazac. Ja zawsze mowie, ze w podrozy to czlowiek troche jak wyrzutek. W najblizszych dniach bede starala sie przedluzyc moj pobyt w NZ o 6 miesiecy. Z wlasnej kieszeni bede musiala wyciagnac 390 $ na: wizyte lekarska (190$) + pobranie krwi i badanie moczu (200$) nie mowiac juz o kosztach zlozenia wniosku bez gwarancji, ze zostanie zaakceptowany (270$). Ja nigdy ze swoim ubezpieczycielem problemow nie mialam (Chapka Assurance), ale oczywiscie nigdy nie bede mogla slarac sie o zwrot powyzszych kosztow, bo badania kontrolne nie sa objete kontraktem chyba zadnej z firm ubezpieczajacych…

  • Z doświadczenia wiem, że przekazanie sprawy prawnikowi może zaoszczędzić wiele nerwów i czasu, i co najważniejsze – odzyskać pieniądze, a być może nawet uzyskać odszkodowanie.

  • Czytałam Twój wpis już dużo wcześniej, Julka, ale pomyślałam sobie, że teraz, po moich przejściach w Tanzanii, nadszedł akurat idealny czas żeby skomentować. W moim przypadku nie chodziło co prawda o kwestie zdrowotne i nie byłam ubezpieczona w Compensie (a w firmie na H), co nie zmienia faktu, że nie zobaczyłam ani gorsza z mojego odszkodowania. Ukradli mi w sumie ponad 1000 euro w gotówce i z kart, i aparat fotograficzny (wart ok. 400 euro). Policja w Tanzanii mnie wykiwała, zostałam zupełnie na lodzie, a firma ubezpieczeniowa rozkłada ręce i wymiguje się od płacenia. Brak słów! Od 2 miesięcy też walczę o swoje, więc dokładnie wiem, jak się czujesz…

  • Piotrek pisze:

    Dzięki za informacje. Za jakieś 60h dni lecę do Australii, ale jeszcze nie mam ubezpieczenia. Wnioskując z komentarzy pod artykułem, chyba przychylę się do PZU…

  • Wicked pisze:

    Trzeba uważać, bo ubezpieczenie to ważna sprawa. Szczególnie, jeśli jedzie się na długi okres 🙂

    Pozdrawiam,
    WIktor
    http://plecakprzygod.wordpress.com/

  • gosiarodzynkisultanskie pisze:

    Bardzo dobrze, że opublikowałaś ten wpis. Niedługo wybieram ubezpieczenie na cały rok (kończy mi się studenckie). Nie wyobrażam sobie argumentacji, że polisa pokrywa tylko niezbędne leczenie tak, żeby kontynuować je w Polsce. Albo to, że przekroczyłaś je badaniami – czy nie decyduje o tym lekarz, co jest niezbędne, a co nie?

    • where is juli + sam pisze:

      Prawda? Dla mnie to też wydaje się logiczne! Ale jak widać dla Państwa z Compensy i z Europe Assistance nie.. Frajerzy. Już wiesz Gosia, gdzie się nie ubezpieczać. Jak znajdziesz, jakieś mądre ubezpieczenie to daj mi koniecznie znać…

  • Ania pisze:

    Ubezpieczenie to rzeczywiście bardzo śliski temat. Jego wykupienie w zasadzie tylko poprawia samopoczucie, a nie realne bezpieczeństwo w razie choroby. Ja sama jadę teraz w podróż i wykupiłam roczne ubezpieczenie Coris. Ciekawa jestem jak to bedzie działało w praktyce. Macie jakieś doświadczenia z tą firmą?

  • evi ta pisze:

    Pracuje z ubezpieczycielem na co dzień i wiem jedno, ubezpieczyciel zrobi wszystko, żeby nie zapłacić. Smutne to i straszne, ale niestety te cholerne druczki, kruczki są skonstruowane tak, żebyś wolała zrezygnować i zapłacić sama niż się użerać. Jedno na co trzeba liczyć i dbać o zdrowie w podróży. Pozdrawiam!

  • Agnieszka pisze:

    Dzięki za opublikowanie tej historii a zarazem przestrogę. Po prześledzeniu Twoich perypetii, człowiek zastanawia się, czy w ogóle jest sens się ubezpieczać, żeby nie być stratnym podwójnie 🙁 Tak to już niestety jest, że ubezpieczyciela poznajemy dopiero, kiedy faktycznie coś się stanie. Teraz przynajmniej wiadomo, któremu na pewno nie dawać szansy. Choć podejrzewam, że ten nie jest wyjątkiem.

  • biketheworld pisze:

    A ja od 4 lat jestem nieusatnnie w podrozy i mam chyba najtansze na rynku ubezpieczenie Euro 26 (130 pln za caly swiat poza USA, Kanada i Japonia. Do 30 roku zycia.). Wiele razy korzystalam i zawsze gdy bylo to mozliwe, organizowali wizyty bezgotowkowe. W pozostalych przypadkach zwarcali koszty w ciagu mniej niz miesiaca. Ich partnerem jest AXA i tak naprawde to oni mnie ubezpieczaja. Nie mam zarzutow. Teraz z racji wieku przesiadam sie na Planete Mlodych (265 pln na caly swia wraz z Kanada, USA i Japonia. Dla wszytkich do 39 roku zycia). Ciekawe czy tez bedzie tak profesjonalnie i bezproblemowo.
    Z PZU mam pozytywne doswiadczenia poniewaz wspoltowarzysz podrozy mial wypadek w Afryce – pokryli koszty helikoptera i 3 operacji. Ale cena tego ubezpieczenia zwala z nog dlatego teraz bede testowac planete modych.

    • Catherine Noir pisze:

      O świetnie, że traiłam na Twojego posta. Mnie się już powoli kończy Euro26 i zastanawiałam się co dalej także przejrzę ofertę Planety Młodych bardzo chętnie. A co do artykułu to właśnie niedawno zastanawiałam się na tymi ubezpieczeniami i tu nagle samo przyszło 🙂

  • Agnieszka pisze:

    Ja tez mam dobre doswiadczenia z PZU, pokrylo koszty wizyty u lekarza z powodu przeziebienia. Raport byl wymagany, ale PZU skontaktowalo sie z przychodnia i lekarz wypelnil potrzebny formularz.

  • mm pisze:

    rowniez zainteresowalbym sie fanpage compansy i pokrewnych na fb i innych mediach socjalnych, wbrew pozorom to bardzo skuteczne narzedzia i ich wlasciciele dbaja o to jakie tresci tam sie pojawiaja

  • btth pisze:

    mieliśmy podobny problem w 2009 z Allianz – pomoc medyczna przez jakiegoś podwykonawcę (call center), pacjent z 42 stopniami gorączki (potem się okazało że to ameba), a ci, że będą oddzwaniać jak się uda ściągnąć lekarza. byliśmy wtedy w Katmandu, a pani twierdziła, że “Nepal to takie miasto niedaleko Delhi, więc wyślemy do państwa lekarza z Delhi, za kilka godzin powinien być”. lekarza oczywiście udało się załatwić we własnym zakresie (i budżecie), od tego czasu nigdy nie dajemy się naciągnąć na żadne ubezpieczenie zdrowotne – dużo lepiej tę rolę spełniają “zaskórniaki”.

  • iwonka74 pisze:

    Bardzo przydatny artykuł.
    Najważniejsze,ze z Twoim zdrowiem wszystko już OK.
    Fantastyczny jest Twój blog!!!
    Pozdrawiam cieplutki :-)))

  • Ja sie ubezpieczalam w PZU i nie wiem czy mialam szczescie, ale moj kazdy jeden rachunek przywieziony po 7 miesiacach z poludniowej ameryki i przeslany do PZU zostal mi po kilku tygodniach zwrocony. Zadnych raportow ani nic takiego nie wymagali, tylko prosili aby nastepnym razem zglaszac wczesniej.

    • Izkaaaa pisze:

      Rowniez mam dobre wspomnienia z PZU.

    • Magdalena pisze:

      Dokładnie, wykupiłam Wojażera PZU przed podroza do Azji Południowo-Wschodniej. Nie dopadła mnie choroba, a nieszczęśliwy wypadek zakończony paroma szwami. Żadnych problemów nie robili, ba, nawet zadzwonili z przypomnieniem, żeby im wysłać potrzebne świstki, aby mogli mi przelać pieniadze. Polecam!

  • Ewa pisze:

    Poszło również do mnie. Zdecydowanie musisz napisać do rzecznika, nie warto tego zostawiać…

  • Ewa pisze:

    Reblogged this on Not just the dreams and commented:
    Przygotowania do podróży to nie tylko pakowanie czy planowanie trasy. W drodze mogą wydarzyć się różne rzeczy i warto wiedzieć, że jeżeli jesteśmy ubezpieczeni, to jesteśmy też bezpieczni. A jak zapewne wszyscy wiemy… nie każdemu (niestety) można ufać. I tak Where is Juli opisuje swoją historię z ubezpieczeniem “All inclusive”. Warto przeczytać zanim wydamy mnóstwo pieniędzy na kolejną limuzynę jakiegoś prezesa…

  • Karolina pisze:

    Brzmi to jak jakiś kiepski żart… Julka, aż się dziwię, że nie poszłaś z tym do prawnika.

  • korpostajl pisze:

    Powtórzę za innymi, bardzo dobrze, że się tym podzieliłaś, z pewnością pomoże przy wyborze ubezpieczyciela 😉

  • Kijkowna pisze:

    Jak czytam takie historie to mi się nóż w kieszeni otwiera. Dzięki ze opisalas. Przesyłam dalej

  • Kijkowna pisze:

    Reblogged this on Magdalena's Party and commented:
    Uwaga uwaga!!!warto przeczytać!!!

  • MP pisze:

    Tak, zdecydowanie trzeba zgłosić to do rzecznika praw ubezpieczonych, a w razie potrzeby skontaktować się z jakąś kancelarią prawniczą, dogadać się z nimi, że dostaną jakąś część wygranego odszkodowania i pozwać ubezpieczyciela do sądu. W tego typu sprawach często wystarczy sama groźba pozwu, żeby ubezpieczyciel doszedł do wniosku, że bardziej opłaca mu się wypłacić odszkodowanie niż walczyć w sądzie. Zwłaszcza że opis sprawy wskazuje na to, że jest do wygrania.

  • Paweł pisze:

    Zgłoś sprawę do rzecznika praw ubezpieczonych. Nierzadko już samo wpisanie rzecznika w cc korespondencji z ubezpieczycielem załatwia sprawę. Ponad 1000 AUS to nie są pieniądze, które powinno im się darować…

  • Nie polecam ŻADNEGO polskiegu ubezpieczenia, każde z nich to ściema. Tylku ubezpieczenia międzynarodowe są coś warte, przynajmniej pokrywają jakiś konkretny zakres wydatków w przypadku konieczności leczenia szpitalnego.
    Zawsze są podawane dziesiątki powodów aby takiego ubezpieczenia nie wypłacić, to samo zresztą z jakimkolwiek dodatkowym ubezpieczeniem na tereni Polski.

  • mia pisze:

    Nie dziwię się Twojej frustracji, bardzo dobrze, że opisałaś zaistniałą sytuację. Udostępniam innym!

  • lymkya pisze:

    Bardzo ważny tekst. Fantastycznie, że się podzieliłaś z nami tą historią. Bilet można przebukować, przespać się na ławce w parku ale jak nie możesz liczyć na swojego ubezpieczyciela w przypadku problemów ze zdrowiem, tysiące km z dala od domu, to już nie są żarty…
    Może to zachęci innych podróżników do dzielenia się swoimi historiami?
    Może ktoś ma pozytywne doświadczenia?

  • Agata pisze:

    Niestety firma Compensa jest jednym wielkim oszustwem w zakresie każdego ubezpieczenia! Miałam przyjemność walczyć z nimi w zakresie ubezpieczenia auta.
    Najważniejsze że dla Twojego zdrowia wszystko dobrze się skończyło.
    Jeśli znajdziesz w sobie siłę i chęci nie zostawiłabym tak tej sprawy i walczyłabym o swoje, nawet na drodze sądowej. Jak się mogę domyślać ubezpieczenie bardzo dużo kosztowało….

  • pojechana pisze:

    Cieszę się, że zdecydowałaś się w końcu opublikować tą historię. Takie praktyki należy piętnować. Podaję dalej!

  • A tak się pięknie reklamują. Powiem szczerze, że ja to nie ufam żadnemu ubezpieczycielowi. Wszystko jest pieknie i ładnie dopóki to Ty płacisz i nie chcesz nic w zamian. Jak dla mnie żenujący poziom. I tak miałaś sporo szczęścia, że nie wymagałas dalszych lekarskich interwencji. Smutne to i przykre, bo podzielam Twoje zdanie, że powinniśmy sobie pomagać. Tymczasem na każdym kroku ktoś na nas żeruje. Pozdrawiam.

  • Tekst wyważony,rzetelny,chociaż trudno o obiektywizm, gdy się zostało potraktowanym w ten sposób…….dobrze,że zdecydowałaś się Julciu na opisanie firmy,która powinna dawać rękojmę bezpieczeństwa w podróży,a tego nie uczyniła.DS.

Leave a Reply