Skip to main content
search
0


© The Gospo’s

Lifestyle

Cześć świecie! Jestem Hugo

By 3 sierpnia, 20214 komentarze
Cześć świecie! Jestem Hugo

Zastanawiałam się skąd będę wiedzieć, że to już. Nie miałam wątpliwości, gdy się zaczęło. Zjawił się nieco pogoniony. Sama nie wiem, czy był na to gotów, bo pierwsze 10 dni spędziliśmy w szpitalnych murach, wsłuchani w tykanie szpitalnych maszyn, które jakby skrycie odliczały czas.

Jest już z nami trzy miesiące, a ja wciąż dokładnie pamiętam szczegóły tego dnia. Nie chciałabym, żeby umknęły. Ale nie bójcie się czytać — to nie czas na (krwawe) szczegóły, bardziej na emocje.

Kwietniowy wieczór. W Australii jesień. Zbieraliśmy się do spania nieco przed północą. To był stresujący dzień — z samego rana mieliśmy jechać do szpitala na indukcję. Jednocześnie byliśmy na to bardzo gotowi i bardzo niegotowi.

I nagle (po)wiedziałam, że to chyba już. Wszystko rozpędziło się, a porada położnej, aby spróbować położyć się na drzemkę, była kompletnie bezużyteczna. Co kilkanaście minut zwijałam się z bólu podparta o ścianę. Z kilkunastu szybko zrobiło się kilka. Wzięłam prysznic, aby rozluźnić ciało, w międzyczasie Sam musiał wrzucić torby do auta — spakowaliśmy się, jak na tygodniowe wakacje. Droga do szpitala zdawała się trwać wieczność, a ja miałam ochotę rzucić „Jedź k**** szybciej”, gdy Sam zwolnił przy robotach drogowych. Na porodówkę dotoczyłam się na własnych nogach. I od razu poczułam się bezpieczniej.

Muzyka. Aromaterapia. Przyćmione światła. Swoboda ruchu. Na hypnoporód namówiła nas położna i bardzo nam to pomogło (w Australii tzw. hypnobirthing jest coraz bardziej popularny, a ja polecam, jeśli to wszystko jeszcze przed wami). Wykorzystaliśmy tylko to, co nam odpowiadało, tworząc sobie dobrą przestrzeń, a przede wszystkim — mając świadomość tego, co i dlaczego się dzieje, i co może się stać. Gdy do pokoju wkroczyła armia medyków, bo akcja porodowa nie szła do końca tak, jak powinna, nie było paniki (chociaż Sam na chwilę zamarł, a ja zaciągnęłam się porządnie gazem). Niedługo potem cieplutkie ciałko leżało na moim, spoconym, a malutka dłoń zacisnęła się bezwiednie na palcu Sama.

Po dziewięciu godzinach urodził się nasz synek. Wszystko zdawało się dość surrealistyczne, bo nagle z mojego ciała wyszedł drugi człowiek. Dobrze, że już był. A my zostaliśmy rodzicami.

HugoNiestety namiastka spokoju ducha odeszła w zapomnienie dość szybko, bo okazało się, że mały człowiek nie radzi sobie z regulacją cukru, a to pociągnęło za sobą inne komplikacje. I tak odbijaliśmy się przez ponad tydzień — od intensywnej terapii do specjalnej i z powrotem — mierząc ze stresem, jakiego nigdy wcześniej nie odczuliśmy. Diagnozy, których nie rozumieliśmy. Czekanie na wyniki, które ciągnęło się i ciągnęło. Powtarzalna trasa dom-szpital. Podróże windą z butelką odciągniętego mleka. Nie tak miał wyglądać wspólny początek.

Ale nie moglibyśmy być w tym czasie w lepszym miejscu — poziom publicznej opieki zdrowotnej dla noworodków w australijskim Brisbane jest pewnie jednym z najlepszych na świecie. Profesjonalizm i empatia, inna mieszanka nie ukoiłaby lepiej tego wszystkiego, co w nas buzowało. Gdy mówiliśmy „do widzenia” pielęgniarkom-aniołom, łezka kręciła się w oku.

Nie ma, jak być w domu.

HugoHugo

Dziś, 15 tygodni później, porządny, książkowy, zdrowy bobas uśmiecha się, gdy nas widzi, a za dłonie łapie już zdecydowanie bardziej świadomie. Zdążyliśmy bardzo się polubić i trochę poznać.

Z jednej strony wciąż przystaję przy myśli „Cholera, to moje dziecko! Takiego sobie ładnego upiekłam”, z drugiej — szczerze nie wiem, jak było bez niego. Był brakującym ogniwem naszej małej rodziny.

Cześć świecie! Jestem Hugo. Zacznijmy tę podróż zwaną życiem.

4 komentarze

  • Karolina pisze:

    Serdeczne gratulacje. Fantastyczny czas przed Wami

  • Agi pisze:

    Przeczytałam z łzami w oczach, pociągając nosem. Sama urodziłam 3 tygodnie po Tobie i wszystkie emocje, te piękne i te straszne, są jeszcze bardzo świeże. Życzymy dużo zdrowia i szczęścia ile tylko zmieści się w ramionach 😊

  • Asia pisze:

    Julia , pięknie napisane , dobrze ze już wróciłaś do pisania . Całuski dla Was i dla maluszka .

  • Kowolik pisze:

    Wy to dopiero przechodzicie ja to juz mam za sobom ,minelo juz po nad pol wieku ,a wydaje sie jak by bylo wczoraj .Jest to najlepszy okres w zyciu rodzicow ,zycze wszystkiego najlepszego a Hugo ma byc zdrowy i rosnac Wam na pocieche .pa🙋‍♂️ Henryk

Leave a Reply