Skip to main content
search


© The Gospo’s

AzjaPodróże

BALI: Dajmy już sobie spokój. I tej biednej wyspie też

By 10 maja, 202081 komentarzy
BALI: Dajmy już sobie spokój. I tej biednej wyspie też

Patrzę sobie na wszystkie zdjęcia, na których oprócz zielonych pól ryżowych dojrzeć można spokojne morze, uśmiechniętych ludzi i cudowną egzotykę. Patrzę i czuję magię. Bo jak tu jej nie poczuć na Bali?

Przeglądam internetowe galerie, a przewija się w nich tak wiele niezwykłych fotografii, zrobionych przez tych, którzy regularnie odwiedzają Bali i przez tych, którzy postanowili osiąść tam na stałe. Przeglądam i znowu się zachwycam. Myślę sobie, że trudno odmówić temu miejscu uroku. Bali zdaję się być najlepszym miejscem na wakacje.

Chwilę później wracam do własnych wspomnień i przekonuję się, że nie chcę tam wrócić. Obrazy, które malują się w mojej głowie, są zupełnie inne. Podobnie jak refleksja na temat przyszłości wyspy Bali. Dlaczego?

Oryginalny tekst o tym, dlaczego uważam, że nie warto jechać na Bali, opublikowałam kilka temu i wciąż jest jednym z najpopularniejszych na blogu. Zdania nie zmieniam. Postanowiłam jednak odświeżyć artykuł, pójść o krok dalej, dodać argumenty, które pokażą, jak obecna turystyka niszczy ten fascynujący skrawek świata. Jak my go niszczymy.

Kilka słów o Bali

Bali to jedna z tysięcy indonezyjskich wysp, perła archipelagu Lesser Sunda, prawdopodobnie (a raczej na pewno) bardziej popularna niż sama Indonezja. Stała się lubiana turystycznie już w latach siedemdziesiątych, ale wtedy przyciągała głównie tych zainteresowanych jej unikalną kulturą. Nazywana „Wyspą Bogów” miała wszystko — tropikalną przyrodę i niezwykłe krajobrazy, przyjaznych i otwartych mieszkańców, niezwykłą religię i tradycje Hindu.

Dzisiaj czarująca kultura zeszła na dalszy plan, a dla wielu nie ma pewnie żadnego znaczenia. Wyspa Bali stała się po prostu egzotycznym i przystępnym cenowo kierunkiem na wakacje, a jej magię buduje się dziś jedynie na wspomnieniu pięknych zwyczajów.

Rocznie wyspę odwiedza około pięciu milionów osób. W 2001 roku był to niecały milion. Bali jest przeludnione, tłoczne i zakorkowane. Jest brudne nieprawdziwe i… zagubione. To przykład raju utraconego. Wciąż wzmożone zainteresowanie wyspą nie pomaga jej „odpocząć” i dojść do ładu z samą sobą, a tego właśnie jej trzeba — pomysłu na to, jak poradzić sobie ze wciąż rosnącym zainteresowaniem. Wszystko wydarzyło się za szybko.

Pamiętajcie, że te niskie ceny usług koniec końców odbijają się na lokalnej społeczności, która zarabia grosze. Podobnie zresztą jak te wysokie, które z sympatycznych i uczciwych lokalesów potrafią zrobić nieprzyjemnych oszustów. Pamiętajcie, że te piękne wille schowane wśród pól ryżowych, czy hotele osadzone na wybrzeżu, zabierają piękno natury i wyrastają jak grzyby po deszczu bez większej kontroli, w miejscach, w których nie powinny się pojawiać. Te wszystkie tanie ubrania, gadżety, jednorazowe sztućce — to koszty, niskie pensje i śmieci.

Stwierdzenie, że rozwój turystyki pomaga mieszkańcom jest co najmniej mylące — ponad osiemdziesiąt procent inwestycji należy do inwestorów zagranicznych, którzy chcą zrobić na Bali dobry biznes.

Zastanówcie się, czy wasza obecność tam pomoże, czy raczej zaszkodzi. Wybór należy do was, a ten wybór będzie miał realny wpływ na przyszłość tej części świata. Ziarnko do ziarnka…

Na Bali byłam dwukrotnie (podczas podróży dookoła świata i na weekend), a w samej Indonezji cztery razy. Miałam okazję zobaczyć zarówno te najpopularniejsze miejsca z pięknych broszurek, jak i te znajdujące się zupełnie poza utartym szklakiem. Podróżowałam budżetowo, spałam w pięciogwiazdkowych kurortach, jeździłam samodzielnie skuterem oraz autobusem z większą grupą. Zostałam zaproszona na prawdziwą ceremonię oraz na obiad u miejscowych. Nurkowałam, zwiedzałam parki, wioski i — centra handlowe. Jadłam na ulicznych straganach i w świetnych knajpach. Złapałam salmonellę, zbierałam śmieci na uprawie bananowców, zachwycałam się, a chwilę później rwałam włosy z głowy. Poniższe przemyślenia oparte są na moich własnych doświadczeniach.

Dlaczego uważam, że Bali jest do kitu

Turysta to pieniądz. I rządzi.

Na Bali każdy i wszystko ma wartość materialną. W każdej świątyni, w której przystanęłam, w małych miasteczkach czy nawet w lesie albo w górach, zawsze pojawił się ktoś, kto w spotkaniu ze mną widział interes. Nieraz sposób na wyciągnięcie pieniędzy był subtelny, a nawet chwytający za serce (wtedy odmówić najtrudniej), ale niestety częściej przejawiała się nachalność — zwyczajne starano się mnie oszukać. Bo wiecie: wstęp jest płatny, za taksówkę płaci się z góry (albo, licznik nie działa), droga jest zamknięta, coś kosztuje nie wiadomo ile, gdy w rzeczywistości warte jest jedną pięćdziesiątą podanej ceny. Powiecie, że targowanie się wpisane jest w codzienność, ale próby oszustwa budzą mój mocny sprzeciw. Na Bali turysta to zwyczajny dochód i nie ma to nic wspólnego z sympatią do drugiego człowieka. Działa to też drugą w stronę — przyjezdni nie zawsze traktują tuziemców z szacunkiem.

Bali jest brudne.

Zastanawiam się często, jak możliwe jest robienie tych wszystkich pięknych zdjęć miejscu, które jest jednym wielkim wysypiskiem śmieci? Niestety. Plastikowe butelki, worki foliowe, sparciałe opony, stare ciuchy i resztki jedzenia walają się wszędzie. Na Bali jest po prostu brudno. Krowy pasą się w odpadach, gdzie rosną drzewa owocowe, a te owoce lądują potem na naszych talerzach. Miejscowi wyrzucają wszystko „pod siebie” tak samo, jak robili lata temu, gdy śmieci się były eko — talerz z liścia, kokos z wodą kontra dzisiejsza półlitrowa butelka i jednorazówka podczas lunchu.

”Dobra” nowoczesności pojawiły się szybko, a edukacja nie nadarzą. Pomimo że rząd uczy już w kwestii produkcji i segregacji odpadów, przed społeczeństwem jeszcze daleka droga do pełnej świadomości. A wzmożony ruch turystyczny i nasza chęć, aby wszystko mieć ekspresowo tu i teraz, nie pomaga. Pamiętajcie, że Bali jest w sumie niewielką wyspą, którą odwiedzają miliony, a te miliony nie pozostawiają za sobą, jedyne śladów na piasku…

Ubud (nie) jest magiczne.

Przyznaję, że dałam się oczarować. Dałam się oczarować opowieści Elizabeth Gilbert, która w książce „Jedz, módl się, kochaj” maluje obraz zniewalającego miasteczka Ubud. Przyjechałam znaleźć dobrą energię, odetchnąć, odpocząć, zrozumieć siebie, a znalazłam… harmider, beton, huk i brud typowy raczej dla dużych, azjatyckich metropolii. Ubud to ryk silników, stos kiczowatych pamiątek, śmierdzące ścieki i rajskie rezydencje, w których wszystko jest jak z bajki. Małpy w Monkey Forest wzbudzają raczej niepewność niż sympatię, a na widok sławnych tarasów ryżowych chce się płakać — tłumy z aparatami zapatrzone w jedną stronę, a za plecami asfalt i fajans. Czy na Bali można znaleźć magiczne zakątki? Można. Wystarczy zamknąć bramę to jednej ze wspomnianych rezydencji…

Wyspę kochają imprezowicze.

Mimo że większości z nas Bali kojarzy się z wakacjami dla duszy, wyspa uwielbiana jest przez tych, którzy lubią zaszaleć. Niechlubny prym wiodą wśród nich Australijczycy i ich na Bali spotkamy najwięcej. W 2017 roku wyspę na wakacje wybrało niemal półtora miliona mieszkańców Asutralii, a wśród nich wielu tych, którym marzy się przede wszystkim balanga do rana, tanie drinki i łatwa dostępność innych środków odurzających. Bali znajduje się stosunkowo blisko Australii (niewiele jest takich miejsc), a loty są często tańsze niż te krajowe.

Na Bali po prostu opłaca się jeździć. I jeździ się robić wszystko to, czego nie zrobiłoby się we własnym kraju (jeśli nie oglądaliście nigdy telewizyjnego programy „What really happens in Bali”, nadróbcie; albo lepiej nie). Zresztą, nie tylko Australijczycy traktują Bali w taki spsosób. Brak szacunku do miejsca i jego mieszkańców, widać w zachowaniach przyjezdnych z różnych stron świata.

Widoki jak z pocztówek zniknęły.

Jeśli marzą wam się piękne, puste plaże, będzie rozczarowani. Na wybrzeżu zazwyczaj ustawione są kurorty, więc z intymności nici. Jeśli natomiast uda się znaleźć coś poza utartym szlakiem, zazwyczaj zasypane będzie śmieciami, a nie gładkim piaskiem. Podobnie bywa w lasach, gdzie pod koronami drzew dojrzeć można różnego rodzaju resztki, czy wśród pół ryżowych i w drodze na wulkan. Cywilizacja bezmyślnie niszczy przyrodę zarówno w widoczny, jak i w niewidoczny sposób.

Sześćdziesiąt procent wody na Bali konsumowane jest przez sektor turystyczny. Według różnych szacunków, przy tak szybkim rozwoju wyspy już w 2020 pitnej wody na Bali zabraknie. Na nic tropikalny klimat i bogata, wulkaniczna gleba. Popyt jest zbyt duży. Każdego roku setki hektarów ziemi zajmowane są przez nowe hotele, a produkcja śmieci przeraża — z piętnastu tysięcy metrów kwadratowych śmieci produkowanych rocznie, tylko połowa poddawana jest recyklingowi. Wyspa marzeń to też niekończące się korki, a co za tym idzie zanieczyszczenie powietrza.

Architektoniczny nieład nie ma uroku.

Zdobne świątynie, starannie zaprojektowane rezydencje, które wtapiają się w otoczenie, kurorty w najnowszym stylu, z pięknymi basenami. Tak, to wszystko da się znaleźć na Bali. Zaraz obok betonu, neonów, dizajnerskich puzzli, które nie mają ani składu, ani ładu. Architektoniczne regulacje, mimo że napisane na papierze, nie przekładają się na projekty. Wszędzie chce się wcisnąć więcej i więcej, bo przecież przyda się kolejna noclegownia, knajpa, sklep, SPA, bo przecież przyjadą turyści. I tak powstają te obwieszone kiczowatymi banerami szkarady, na które żal patrzeć. Nijak nie pasują na Wyspie Bogów.

Kuchnia może zachwycić. Bali Belly wręcz przeciwnie.

Czy jest coś, czego warto spróbować na Bali? Tak. Kuchnia Bali potrafi zachwycić, ale warto pamiętać, że często niewiele ma wspólnego z lokalnymi tradycjami. Dziś dania z innych indonezyjskich wysp mają tu swoje odpowiedniki i widać także zachodnie wpływy. Niestety, z powodu niskiej dbałości o higienę i wysokich temperatur na Bali łatwo o zatrucia, więc restauracje czy uliczne jedzenie trzeba wybierać bardzo ostrożnie. O tzw. „Bali belly” słyszeli chyba wszyscy podróżujący w te strony, a przypadłość ta to nieprzyjemny rozstrój żołądka i rozwolnienie. Uwaga także na popularną salmonellę — złapałam podczas pierwszego wyjazdu do Indonezji i tylko dlatego mocno przestrzegam!

Na balijskiej kulturze zawieszono metkę z ceną.

Już kilka razy wspomniałam o tradycjach, bo hinduizm balijski to to, co zachwyciło przed laty podróżników i rozbudziło chrapkę na Bali. Wciąż jest praktykowany, a tuziemcy są głęboko natchnieni i wierzący, jednak opakowali swoje zwyczaje w kartonik dla turystów. Różnorodność, magia, natchnienie — to wszystko, co głębokie i fascynujące, skończyło jako girlandy kwiatów, które wiesza się na szyi przyjezdnym. Co z tego, że pięknie pachną, jeśli niewiele mają w sobie prawdy. Intrygująca religia, która rozbudziła wyspę, przegrywa obecnie z kapitalizmem.

Indonezja to nie tylko Bali. Po naturę można jechać na Flores. Po codzienność — na Sulawesi — a zapachy i smaki znajdziecie na Wyspach Korzennych. Jest także pełna kultury Jawa, podwodny świat Raja Ampat, niezwykła fauna i flora Sumatry czy Borneo.

Jedziecie na Bali? Zróbcie to mądrze. I świadomie.

O swoich uczuciach do Bali pisała też kiedyś Magda w liście „Nie kocham Cię Bali”.

Jakie jest Bali waszych marzeń?

Poczytaj o innych miejscach w Indonezji:

Zachwyty na Sulawesi

Flores w podróży dookoła świata

Zapachy Wysp Korzennych

81 komentarzy

  • sana pisze:

    Lecac na Bali mialam odczucia, mimo wszystko, zdystansowane. Moze dlatego, aranzujac kazdy dzien, przywiezlismy przepiekne wspomnienia. Duzo znaczyla znajomosc z Balijczykiem, ktory obwozil nas w czesto nieznane, pelne autentyzmu (czyt. nie dla turystow) miejsca. Diapazonem byly wypady do Potato Heads…przekroj europejskiego i amerykanskiego “rozumienia” urokow Bali. Dla obserwatora wspolczesnych zachowan wielu turystow…mekka przecietnego wyobrazenia o Bali :)). Polecam stylowy hotel Potato Head; pelen zaskoczen i kuchnia wspaniala.

  • Dawid Jamroz pisze:

    Raczej to, że jak się podróżuje budżetowo, to raczej nie śpi się w 5 gwiazdowych hotelach, a w najtańszych hostelach w pokojach wieloosobowych. No ale może zależy kto jaki ma budżet. Pozdrawiam

    • Julia Raczko pisze:

      Może ja coś niejasno napisałam – podróżowałam zarówno budżetowo podczas moje podróży dookoła świata, ale miałam też okazję być na Bali w 5-gwiazdkowej willi oraz na tzw. Press tripie. Jedyny wniosek, jaki miał z tego wybrzmieć, jest taki, że miałam okazję zobaczyć Bali z różnych perspektyw. Mam nadzieję, że to trochę wyjaśnia.

  • Laura pisze:

    ‚Podróżowałam budżetowo. Spałam w pięciogwiazdkowych hotelach’- coś mi się tu gryzie…

  • sana agsa pisze:

    Moje doświadczenia z wyspy są bardzo pozytywne. W tym roku zwiedziliśmy ją wzdłuż i wszerz…nie tę dla turystów. Ludzie serdeczni i ciepli…”dotknęliśmy” jądra wyspy (chociaż bez turystycznych atrakcji się też nie obyło :)).

  • Gosia pisze:

    Sprawdzają tylko czy posiadasz książeczkę i nic po za tym. Za jej brak mandacik min 500tyś 🙂 potrafią stać przy drodze i łapać przez cały dzień turystów .

  • uki pisze:

    Taxi to mafia. Uber został kupiony przez Graba. Można go zamawiać, ale do wielu miast nie chcą wjeżdżać, ze względu na patrz wyżej – taxi mafia. Zdarzają się nawet pobicia, są spore kary, Grab generalnie jest zakazany. Często też można czekać na samochód dłuuuugo (niby jest zlecenie, ale gość się nie rusza!). Znajdźcie kierowcę, z góry umówcie się na trasę i kwotę. Tak będzie najmniej stresowo.

  • uki pisze:

    Dopóki będzie to “zwykłe” zatrzymanie – nic się nie dzieje. Jeśli będziesz miał stłuczkę, wypadek, etc. – masz przerąbane. Pal licho, jeśli będziesz płacił (a będziesz) Indonezyjczykowi, np. za zniszczony samochód, gorzej jeśli będziesz potrzebował pomocy medycznej, a ubezpieczyciel zgodnie z OWU odmówi zapłaty za Twoje leczenie. Jeździłem na Bali skuterem przez miesiąc (mam kategorię A) i jest to wyzwanie, można i trzeba się przyzwyczaić. Miałem tylko jedną sytuację podbramkową, kiedy chciałem … ustąpić pierwszeństwa pieszemu (wtedy wszyscy za mną we mnie wjechali! – nie ma czegoś takiego jak ustępowanie pierwszeństwa!), a jeździłem w 3 osoby, itd. Słowem – ryzykowałem, nic nam się złego nie stało, ale upatruję w tym sporo “cudu”. I te cholerne psy, które nigdy nie wiesz, czy ruszą na Ciebie, czy nie. Tego się w sumie bałem najbardziej.

  • Daria Domańska pisze:

    Hej 🙂 we wrześniu razem z narzeczonym planujemy wyjazd do Bali na 14 dni, chcemy się przemieszczać.. niestety nie chcemy podróżować skuterami. Jak to jest z prywatnymi kierowcami? Uber czy taxi ? Czytaliśmy, że ta 3 opcja niestety jest droga ..

  • kate pisze:

    Właśnie wróciłam z Bali. Mam bardzo podobne odczucia na każdy z tematów. Nie jestem zaskoczona, bo przed wyjazdem znajomi uprzedzali o korkach, brudnych plażach, tłoku, etc. Generalnie na każdym z wyjazdów jestem skupiona na pozytywach, a rzeczy złe biorę na wesoło. Tak na Bali było to bardzo trudne. Wyspa z jednej strony zachwyca – najwspanialsze wodospady, jakie do tej pory widziałam, przy których np. hawajskie to jakaś namiastka. Natomiast bardzo trudno było czerpać z balijskiego piękna i uroków, gdy średnio raz dziennie ktoś chce Cię oszukać, surfowanie to pływanie wśród plastikowych worków, wieczne korki – więc zwiedzić cokolwiek to długie wielogodzinne korki i wcześniej czy poźniej boli brzuch. Nie rozumiem dlaczego ta wyspa, aż tak przyciąga turystów. Ja trochę mam wrażenie, że główny plus tego miejsca to prywatne wille z basenem w przystępnej cenie. Trudno spędzić tu spokojne, relaksujące wakacje. Jak ktoś poszukuje azjatyckiego zgiełku to ok, ale jak ktoś chce odpocząć to Bali odpada. Jestem w stanie zrozumieć tłumy Australijczyków, którzy na Bali mają blisko i tanio, ale turystów z Europy już nie za bardzo. Ja uwielbiam wracać w miejsca, które już odwiedziłam i często mi się to zdarza, że nawet na drugi koniec świata wracam ponownie. Na Bali raczej wrócić nie zamierzam i wszyscy których znam też nie planują wrócić ponownie. Nie rozumiem fenomenu Bali – porostu jest miliony lepszych miejsc.

  • Polak pisze:

    Może mi ktoś powiedzieć z praktyki jak wygląda zatrzymanie osoby na skuterze, przez policję, która posiada międzynarodowe prawo jazdy ale tylko kategorii B?

    • Julia Raczko pisze:

      Ja, na szczęście, nie mam doświadczeń z policją. Niestety słyszałam sporo historii o wyciąganiu łapówek. I pewnie na to trzeba by się przygotować…

  • Ewelina pisze:

    Również jadę w kwietniu na Bali, mam nadzieję na podobne wrażenia jak Ty

  • Ostatni raz na Bali byłem jakieś 5 lat temu, już wtedy wiele osób odsądzało wyspę od czci i wiary, mimia być zadeptana, tłoczna i brudna – i była, w Kucie i w Denpasar, w centrum Ubud i przy przystaniach promowych. Ale im dalej od tych miejsc, tym piękniej, puściłem i bardziej zielono. Takie wodospady Sekumpul na północy wyspy to do dziś jedno z najpiękniejszych miejsc jaki odwiedziłem w Azji. I byłem tam zupełnie sam.

    Czy Bali naprawdę aż tak zmieniło się przez tych parę lat?

    Sam mieszkam na Phuket, wyspie o której mówię się bardzo podobnie jak o Bali, że turystyczna i do bani. Tyle że to półprawda. Pisałem o tym wielokrotnie na blogu – Phuket jest taki jaki sobie człowiek znajdzie. Może z Bali jest podobnie?

    Pozdrawiam!

    • Julia Raczko pisze:

      Hej Maciek! Ja byłam na Bali pierwszy raz 7 lat temu i już wtedy miałam takie spostrzeżenia. Dla mnie niewiele się tam zmieniło, oprócz może tego, że dziś Bali pęka od turystyki. I tak jak napisałam – wydaje mi się, że to jedno z tych miejsca, które potrzebuje przerwy. Po to właśnie, aby utrzymało urok, który niewątpliwie jest, gdzieś ukryty.

      A na Phuket nie byliśmy. Może kiedyś cię odwiedzimy 😉 Pozdro z Brisbane!

  • Złośnica pisze:

    Ogólnie jest bezpiecznie jeśli chodzi o terroryzm ale czasami zalecają nie poruszać się zbyt późną porą po ololicy – jest tak poza turystycznymi miejscami. Z tego co gdzies wyczytałam i słyszałam od tambylców znajdą się szajki ale jeśli nie zwracasz na siebie uwagi to nie ma ryzyka ( to dotyczy balijczyków nie emigrantów). Byłam ze znajomymi 3/11 na 2 tygodnie i nie natknęlismy sie na nic co mogloby w nas wzbudzic strach, poza średniej skali trzesieniem ziemi, co ponoć jest tam normalne.

  • Aruba pisze:

    “na Bali jest dużo australijskich młodych serferów, którzy mają tu blisko i często przybywają (swoją drogą są całkiem przystojni;))”
    Seksizm

  • Franka pisze:

    Już w połowie wpisu musiałam odejść i zjeść czekoladę. Może dlatego, że tak bardzo nie rozumiem głupoty, która niszczy naszą planetę. Taki wszędobylski syf jest niestety w wielu krajach. Teraz w Jordanii miałam rozmowę z naszym “przewodnikiem” po pustyni. Pytam się go czemu oni tak śmiecą, czemu jesteśmy w tak pięknym miejscu a wszędzie jest syf, a ten mi na to, że przecież oni tu na pustyni dbają o porządek i tu nie ma śmieci. Rozglądam się i pokazuję na leżącą siatkę, pety, kawałki foli po batoniku. No jak nie ma, a co to jest? “To nie są śmieci, śmici to by były jakbyśmy mieli śmietnisko”. Ręce się załamują 🙁

  • Pieniądz niestety rządzi i to się nie zmieni. Bardzo dobry wpis. Pozdrawiam

  • Magdalena Wójtowicz pisze:

    To stwierdzenie już padło wśród komentarzy i ja je również przytoczę “ile ludzi, tyle opinii”; byłam dwa razy na Bali i w kwietniu 2019 jadę kolejny raz. Każdy z wyjazdów na nie mniej niż 2 tygodnie. Jeźdzę po wyspie i zachwycam się – za każdym razem- jej urokiem. Roslinnością, wspaniałym jedzeniem, życzliwymi ludzmi, pięknymi widokami, magią miejsca. Owszem – jak wszędzie są jakieś “ubytki”. W Europie mamy nawał Rosjan czy Anglików, którzy piją i hałasują; na Bali jest dużo australijskich młodych serferów, którzy mają tu blisko i często przybywają (swoją drogą są całkiem przystojni;)). Osobiście miejsce mega – polecam z uwagą, że siedzenie na tej wyspie w jednym miejscu jest masakrycznym bezsensem (zwłaszcza w Kucie lub Denpasar gdzie faktycznie – z racji dużej ilości ludzi jest brudno). Na podróż 2 tygodniową polecam kilka dni w Uluwatu, kilka dni na jednej z małych wysp GILI (trawagan lub air), polecam Seminiak, Jimbaran a na koniec Ubud- który będzie inny niż te wszystkie miejsca:)

  • Ann pisze:

    A jak jest z bezpieczenstwem na Bali? Czytalam, ze MSZ zaleca szczegolna ostroznosc w zw. z zagrozeniem atakami terrorystycznymi. Zalecenie z pazdziernika 2018.

  • Magdalena pisze:

    O matko! Czytam i niedowierzam. Jestem właśnie na Bali- dla wszystkich, którzy mają obawy przed trzęsieniami, Bali jest zupełnie bezpieczne. Bałabym się raczej zobaczyć Lombok, tam występują trzęsienia. Co do brudu- zwiedziłam każdy kawałek wyspy od południa, przez Ubud, po północ, a nawet północno- zachodni park narodowy, do którego prawie nikt się nie wybiera. Jedyne, co zauważyłam, to uśmiechniętych Balijczyków zbierających plastikowe butelki po turystach. Było kilka sytuacji, w których czułam ze chcą mnie naciągnąć, ale za każdym razem myślałam sobie jakie to musi być straszne żyć z dnia na dzień. Bieda, jaką zobaczyłam na północy była niewyobrażalna. Wszyscy jeżdżą na południe ale to właśnie prawdziwe Bali jest po drugiej stronie. Było mi ogromnie przykro i wylałam kilka łez. Ale niech się wypowiadają Ci, którzy nie opuścili kurortów, czy zwiedzili Kutę. Proszę, nie oceniajmy tak pochopnie. Ubud- przyjechałam i się rozczarowałam, porównałam miasto to wcześniej widzianego China Town w Chicago, pomieszkałam kilka dni. Poczułam to. Zakochałam się w tym miejscu. W kulturze, ludziach, rytuałach, jedzeniu!

  • Gosia pisze:

    Dawno nie czytałam większego steku bzdur, co tylko po raz kolejny pokazuje, ze ile ludzi tyle opinii. Nie zgadzam się praktycznie z żadnym punktem. Musiałaś chyba siedzieć w Kucie, bo to miejsce faktycznie jest słabe.
    Jesteśmy właśnie na Bali i już planujemy kiedy wrócimy ponownie. Jedzenie jest przepyszne (tak, lokalne), urokliwych miejsc nie da się zliczyć (wodospady, świątynie, pola ryżowe, uluwatu, ubud itp itd). Owszem, na ulicach w niektórych miejscach nie jest zbyt czysto, ale spodziewałam sie, ze będzie dużo gorzej – w końcu to kraj trzeciego świata.
    Osobiście Bali polecam każdemu, bo jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, które widziałam (a widziałam sporo!).

    • Mariusz pisze:

      Masz rację

    • Monia pisze:

      Małgosiu, wybieramy się w grudniu, bilety zakupione! Jakbyś znalazła chwilkę by podzielić się wrażeniami i pomóc zaplanować urlop na bali, będę wdzięczna!
      Pozdrawiam .Monika

  • mariusz pisze:

    a jadę kolejny raz super ,Skuterek i po całej wyspie zasuwamy nie mieszkam w zatłoczonych kurortach tylko w małych miejscowościach polecam Candidase nie wiem gdzie ty jadałaś ja nigdy na Bali ani w Indonezji się nie zatrułem a byłem tam pare razy .Nie mozna Bali przyrównywać do kurortów typu Cancun.
    A najwiekszy syf jaki w indonezji widziałem to tak zwane rajskie wyspy Gili masakra.Pozdro

  • Angie pisze:

    Mamy lecieć na Bali w tym roku. Naczytałam się raczej pozytywów i nie mówię o plażach, a o poznaniu ich kultury, pięknych krajobrazach – typowo zwiedzanie. Gili i Lombok też były na tapecie jako wypoczynek, ale niestety – trzęsienia zrobiły swoje.. Sami nie wiemy czy nadal tam lecieć.

    • Stella pisze:

      Też mamy ten problem zadatkowalismy Bali light że zwiedzaniem od 30 września ale się boję lecieć. Pani z biur podróży Powiedziały że jak będzie niebezpiecznie to reibow zrezygnuje z lotu. Podobno w kurortach spokój. Telewizja rosyjska pokazywała dziś relacje. Ciekawa czy się pani zdecyduje lecieć. Mamy czas do 14 by zrezygnować stracimy tylko 7 procent po tym terminie 20 więc nie wiem też co robić.

    • Monia pisze:

      My lecimy od 1.12 do 10.12 czytałam na accuweather i innych portalach , że już powinno się uspokoić! Nam marzy się gili air, itd. Pozdrawiam

  • kaifornia pisze:

    Jadę na Bali w Listopadzie, jestem ciekawa swoich odczuć 🙂

    Zapraszam serdenie do mojego miejsca w sieci – http://www.kaifornia.pl (Blog o podróżach i nie tylko)

  • Violett pisze:

    A ja serce i duszę zostawiłam na Bali. Piękne widoki i cudownie ludzie. Najpiekniejsze jest to, jak oni mają kolokwialnie mowiąc na wszytsko wyjebane i to najlepsze określenie jakie do nich pasuje. Tam czas ma swoj własny wymiar, balijska godzina może równać się kilku europejskim, a śwat dzieje się od modlitwy do modlitwy, od ceremonii do ceremonii i wszystko zatacza swój rytualno-mistyczny krąg. To prawda, że kasę wyciągneliby z każdego w każdej ilości, ale w gruncie rzeczy to dobrzy ludzie podporządkowani swojej religii, która właśnie to dobro warunkuje. To taki mój idealny świat, marzę o powrocie w każdym śnie i tęsknię każdą cząstką siebie, choć to moja osobista opinia.

  • Grzegorz pisze:

    Cześć, planując wyjazd do Azji i Indonezji czytałem w internecie podobne komentarze, tzn. że każdy balijczyk chce oszukać białasa. Z tego powodu byłem bardzo negatywnie nastawiony na wizytę na Bali, jednak znajomi naciskali żeby jechać na kilka dni na tą wyspę. Przez tego typu wpisy, że wszyscy chcą cię oszukać na początku mieliśmy wręcz paranoję 🙂 Świadomie pominęliśmy Kutę zakładając że zrobimy , wulkan , wodospady Sekumpul, Ubud. Na plażowanie wybraliśmy wysepki Nusa. Dzięki taki wpisom jak ten faktycznie byliśmy wyczuleni na wszelkiego rodzaju oszustwa. Jednak przez 7 dni NIK NAS NIE OSZUKAŁ !!! Fakt np. na wodospady mogliśmy iść bez przewodnika (mówił nam że bez niego może nas złapać straż) jednak już wcześniej podjęliśmy decyzję że idziemy z przewodnikiem ponieważ pokaże nam dużo więcej niż sami moglibyśmy zobaczyć i to był strzał w 10, ponieważ chodziliśmy w miejscach gdzie nie było żadnych turystów! Kosztowało nas to ok 25PLN/os. Pod wodospadami trafiliśmy do gospodarzy, którzy zaprosili nas do wspólnej kolacji po której przez kilka godzin rozprawialiśmy o religii, szacunku do natury. Ja na pewno wrócę na Bali !

    • Julia Raczko pisze:

      Powiedzieć ci coś śmiesznego? Ja też wróciłam 😉 W zupełnie innych warunkach i zupełnie innym nastawieniem, ale to był udany weekend, Cieszę się, że was wyjazd także się udał 🙂 I że udało się spotkać dobre osoby po drodze!

    • Magdalena pisze:

      Byłam na Bali i jakby widziałam to co Ty ale zachwyt pozostał taki, że płakałam jak wyjeżdżalam, serio. Może miałam szczęście także do ludzi?Mieszkaliśmy w pięknych miejscach. Moja urocza miejscowa przewodniczka Hania sprawiła, że czułam się bezpiecznie i byłam z mężem otulona Jej opowieściami o wyspie . Widziałam śmieci na plaży i było mi przykro, naxiagali nas owszem ale jak widziałam w oczach radość za przeplacony ryż za 5zl to nie wkurzalo mnie to. Może miałam szczęście bo to była nasza 36rocznica ślubu i duchy Bali sprzyjały ? Haha. Za to mogę powiedzieć wszystko co niemiłe o Zanzibarze. Tam to był dopiero brud.. A ludzie tam pieją z zachwytu . Myślę że czasem coś,, zaskoczy,, a czasem nie jak w zyciu. Teraz kusi nas Australia wiec jak Julio dozyjemy 40 rocznicy ślubu, haha a Ty tam pozostaniesz to może damy radę? Ha, trzeba marzyć i iść w stronę słońca Pozdrawiam serdecznie Magdalena

  • Gabi pisze:

    Julia zgadzam sie z wszystkimi punktami. I tez raczej nie wroce. Moje najwieksze rozczarowanie to Ubud. Czekalam na to miejsce dlugo ,a tu taka porazka.
    Moje dobre wspomnienie to najlepszy hotel w jakim mialam okazje przebywac byl wlasnie na Bali.
    I nie mowie nie Indonezji. Ale Bali zdecydowanie nie.

  • Ola pisze:

    Bardzo powierzchowna ocena, ogólnikowe punkty które mogłyby odnieść sie do każdego innego kraju Azji. Rozumiem ze nie masz ochoty wracać ale pisanie ze “jest do kitu” jest trochę niesprawiedliwe wobec wspaniałej balijskiej kultury i niesamowitych miejsc, które można znaleźć na wyspie. Powoływanie sie na “WRHIB” , prawdopodobnie jeden z najgorszych programów który powstał w Australijskiej TV tez jest dla mnie niezrozumiałe- polega on właśnie na pokazaniu przekolorozywanych wybryków durnych aussie, które maja miejsce na wyspie i daje jej bardzo pejoratywny obraz. Sformułowanie “trudno sie tu czymś nie zarazić” jest pointą Twojej arogancji, 7 wizyt na wyspie i nigdy nie było zadnych problemów, wciąż tez nie uważam ze Balijczycy to brudasy a Bali a Bali wylęgarnia bakterii tak jak to opisałaś. Troche wąskie horyzonty jak na podróżniczkę.

  • Maja pisze:

    Ja Bali omijałam jak ognia, przez takie wpisy i zbyt dużą popularność. Jednak los chciał, że wylądowałam na Bali (drogie bilety na Lombok, dlatego poleciałam na Bali i stateczkiem na Lombok). Spędziłam tam kilka dni i się zakochałam. Oczywiście byli ludzie, którzy chcieli mnie naciągnąć, jednak na to byłam gotowa. Reszta była cudowna – wspaniali ludzie i widoki, co wszystko wynagradza. Z chęcią tam wrócę.

  • Adam Zolnierczyk pisze:

    Pierwszy raz odwiedzilem Bali 30 lat temu i potem podczas kolejnych trzech wizyt obserwowalem degradacje wyspy. Ale to co powyzej piszecie dotyczy wiekszosci popularnych miejsc turystycznych w Azji, przede wszystkim Tajlandii i Filipin. Te miejsca rowniez bardzo sie zdegradowaly przez ostatnie 20 lat. I tak jak Bali zostala “zmieniona” przez mlodych australijczykow, tak bajeczna przed laty Tajlandia zdegradowala sie za sprawa europejczykow.

  • Karolina pisze:

    A ja Bali uwielbiam i na pewno kiedyś tam wrócę! <3 mają również i te cudowne plaże, Ubud jest dla mnie mega klimatyczny, świątynie są przepiękne i te pola ryżowe..ahhh! A kuchnie tak polubiłam ze po powrocie do Polski próbowałam ją odtworzyć! I do tej pory pamiętam jak bardzo przyjaźni i chętni do pomocy byli balijczycy 🙂 Co do australijczyków to może i jest ich tam pełno ale szczerze aż tak mi nie przeszkadzali. No i serio syfu jakoś bardzo nie odczułam- chyba większy syf jest w PL ;p Ciekawe jest to jak różnie można odbierać to samo miejsce! Pozdrawiam cieplutko 🙂

  • Zgadzam się z Tobą, Bali rozczarowuje. Pewnie wynika to z tego, że na wszystkich zdjęciach wygląda jak raj, a na miejscu okazuje się, że daleko mu do tego. Byłem w czerwcu tego roku i musiały minąć dwa tygodnie od powrotu zanim zacząłem dostrzegać plusy. Teraz staram się wszystko dokładnie opisać, by osoby które myślą czy tam wyjechać wiedziały czego się spodziewać. Co mnie najbardziej wkurzało? Nieproporcjonalnie duża ilość naciągaczy i oszustów oraz śmieci. Jedzenie mi bardzo smakowało i nie miałem żadnych problemów żołądkowych. Pozdrawiam

  • Kasia pisze:

    Również mam inne odczucia co do Bali. Z niektórymi rzeczami oczywiście się zgadzam (naciąganie i mnóstwo Australijczyków), aczkolwiek tak to już jest z superturystycznymi miejscami. Mieszkałam 2 miesiące na południowej Sumatrze i tam to dopiero było brzydko, betonowo i brudno! Przy tym Bali to były piękne świątynie i mnóstwo kwiatów. Na skuterach szukaliśmy nieturystycznych plaż i znaleźliśmy prawie pustą plażę z czarnym piaskiem, a tam przepiękne, prywatne kompleksy świątyń z przemiłymi buddystami, obok z kolei rodzina sama pożyczyła nam (11 osobom) chusty, oprowadzała, pozwoliła nam patrzeć na ich obrzędy i nie chciała za to pieniędzy. Naprawdę duchowe przeżycie i to niedaleko Kuty! Innym razem wynajęliśmy kierowce na całodniową wycieczkę, który po drodze ugościł nas w sadzie swojej rodziny, gdzie zbieraliśmy mandarynki i próbowaliśmy balijskich przysmaków, także zupełnie nie narzekaliśmy na brak gościnności. Super wspominam też wspinanie się na wulkan na wschód słońca, gdzie przewodnik prowadził przy schodzeniu kolegę za rękę, bo ten miał lęk wysokości 🙂

  • Marzena pisze:

    Hej:) Ja się z tym odbiorem Bali nie zgadzam ale każdy z nas widzi to samo miejsce inaczej, inaczej czujemy, innych rzeczy doświadczamy 🙂 Na Bali nie miałam ani razu poczucia naciągania za to w Meksyku, Kenii, Egipcie,…, a nawet naszej Europie bardzo często. Kilka razy zdarzył się problem z trafieniem we właściwe miejsce, guma w skuterze i za każdym razem zjawiał się ktoś i pomagał za darmo! Moim zdaniem z brudem też nie jest na Bali gorzej niż w innych krajach, na pewno lepiej wypada niż Indie. Plaże do najpiękniejszych nie należą to fakt, ale podobało mi się tam obserwowanie sesji ślubnych, ceremonii balijskich, chłopców grających w piłkę. Coś się działo 🙂 A ponieważ lubię gwar i miejsca tętniące życiem to czułam się tam jak ryba w wodzie 😉 Aaa, jeszcze nurkowanie. Bali ma wspaniałe nurkowiska, pływania z mantami nie zapomnę nigdy:)

  • Emi pisze:

    Zgadzam się z każdym punktem! Indonezja ma ponad 17 tysięcy wysp, nigdy nie zrozumiem dlaczego turyści uparli się na tę jedną! I przestaję czytać blogi, na których choć raz zobaczę zachwyt Bali – jak dla mnie zachwycać Bali może się tylko ktoś, kto nie ma porównania z innymi wyspami.
    Mimo tego, wybieram się niedługo na Bali ponownie – nacieszyć się trochę europejskością, której mi na Jawie czasem brakuje. Turystycznie wybieram jednak inne wyspy.

  • dziad pisze:

    Miałam taką samą “przygodę” z Kretą, której magię też podobno można wciąż gdzieś znaleźć. Pewnie trzeba miec duzo czasu i cierpliwości. Niefajna turystyka po prostu niweczy miejsca, wszystkie. Po takiej opinii raczej na Bali się nie wybiorę 😉

  • Matylda pisze:

    Witam,

    Magda napisała,ze nie odczuła magii bedaĄcna Bali.
    I teraz jakiedy pojechałam sama 3 latatemu na bliskiwsch.Hostel w Jero\olimie TAK:) Inne miasta TAK, MORZE MARTWE TAK,TAK.jerozolima z zavhowaniem niektórych PolKÓW W HOSTELU , do kitu.W miejscachświetych….Qrwano nieporozumienie….Do Indii nieciągnie mnie tak jak ktoś napisał.Może takjest,że są miejsca,że ja tak mam przynajmniej,ze wiele mi nie trzeba, a sa i takie które sa na NIE!!!

    Matylda

  • Asiaya pisze:

    Jakbym czytała o Indiach… Wyobrażam to sobie i nie ciągnie mnie tam za bardzo.

  • Bylam na Bali raz i moje przezycia i odczucia byly mieszane. Kuta byla straszna – brudna, pelna tych australijczykow, o ktorych pisalas. Strasznie mi sie tam nie podobalo. Z drugiej strony zabladzilam w takie cudowne, boczne uliczki, gdzie toczylo sie spokojne zycie i to mi sie tak bardo poodbalo.
    W Ubud mieszkalam wlasnie w takim miejscu, dalej od centrum i na poboczu. Bylo cudownie. W zasadzie to malo sie stamtad ruszalam.
    Takze mysle, ze sa dobre i zle strony tej wyspy i ja raczej chce wrocic.

    • Julia Raczko pisze:

      Na pewno tak! Ja też mam stamtąd trochę dobrych wspomnień, ale… myślę, że są fajniejsze miejsca w Indonezji.

  • agra77pl pisze:

    A jakie wyspy masz na swojej liscie?

  • Radek pisze:

    Cześć!
    Równomiernie zgadzam się z Twoiją oponią i nie zgadzam 🙂 Bo fakt ile osób tyle opinii. Miezkaliśmy już wcześniej na Bali i teraz postanowiliśmy tutaj wrócić bo jest magicznie. Ale tę magię trzeba szukać. Wiele osób przyjeżdzając tutaj oczekuje, że wszystko co najlepsze będzie na wyciągnięcie ręki. Tak było, 40 lat temu. Teraz jest zadeptane przez turystów lub zabudowane przez balijczyków. Magia tej wyspy istnieje wewnątrz. Wystarczy zamieszkać w rodzinnym kampongu z całą balijską rodziną. Jeść z nimi i uczestniczyć w uroczystościach. Pojechać motocyklem w góry i zgubić się. Można odkryć miejsca niesamowite: wodospady, rzeki tak czyste, że można się w nich kąpać, tarasy ryżowe (i nie małe i turystyczne jak w Ubud tylko wielohektarowe pola bez choćby jednego turysty). Dziki plaże na południu przy klifach – zero ludzi + biały piasek. Jeśli wpadasz na Bali na dwa tygodnie z przewodnikiem w ręku i poruszasz się jego tropem to nie oczekuj za wiele. A to że naciągają, to jest domena turystycznych miejsc nie tylko na Bali, ale na całym świecie. A odnośnie programu w tv na temat Bali to bardziej traktował bym go na zasadzie taniej sensacji. Powszechnie wiadomo o wzajemnej “miłości” australijskiego rządu do indonezyjskiego. Podobne programy można zrobić praktycznie wszędzie. Nie będę Cię Juli przekonywał bo im mniej ludzi na Bali tym lepiej dla całej wyspy 🙂 Ale jeśli kiedyś zmienisz zdanie i jednak będziesz chciała odwiedzić Bali raz jeszcze to odezwij się, a chętnie Cię po niej oprowadzimy 🙂 pozdrawiam z ryżowiska!

    • Julia Raczko pisze:

      No jasne, że tak. Na pewno jest zupełnie inaczej, jak się gdzieś mieszka i ma się okazję poznać miejsce i może trochę do niego przywyknąć. Mi się udało zwiedzać bez przewodnika i robić to wszystko ‘fajne’, o czym piszesz, ale wciąż nie jestem przekonana 🙂 Buziaki!

    • anna pisze:

      Witaj, z mężem się wybieramy na Bali w 2018 roku. Chcielibyśmy wykupić tylko lot i ewentualnie jakiś nocleg na pierwsze 2 nocki. Resztę chcemy robić na własną rękę. Może masz jakieś propozycje co najlepiej zobaczyć? Nie jesteśmy osobami które chcą zobaczyć miejsca zobaczyc tłoczone turystami! Wręcz przeciwnie – interesowało by nas żeby zobaczyc miejsca żako lub wcale nie odwiedzane przez turystów. Mam nadzieje ze będziesz mi mógł pomóc. Z góry dzięki i pozdrawiam Ania

  • Olga pisze:

    Niestety i ja mam identyczne odczucia co do Bali

  • Tatiana pisze:

    Mam wrażenie, że książka/film zrobiły więcej szkody, niż pożytku dla tego kraju. Gdzieś czytałam, że jadą tam też tłumy w poszukiwaniu siebie i cudownego duchowego uzdrowienia – tak jak w filmie.

  • Dobrze wiedzieć jak tam jest naprawdę. Jednakże Bali jest traktowane jako piękne miejsce ale trudno się dziwić , wystarczy wpisać Bali w wyszukiwarkę i co nam wyskakuje, raj po prostu raj.

  • Magda pisze:

    Mam prawie identyczne odczucia co do Bali. Choć dla mnie największym rozczarowaniem było to, ze nie poczułam tam tej legendarnej magii nawet przez sekundę. Od ręki przychodzi mi do głowy kilkanaście miejsc w Azji pld-wch, ktore biją Bali pod każdym względem w moich oczach

  • Dokladnie takie samo odczucie, zanim wjechalismy na Bali planowalismy zostac tam ze dwa tyg a zwialismy juz po 4 dniach! Brud, smrod i naciaganie…. Mimo uroku natury naprawde ciezko zakochac sie w Balijskiej kulturze, sposob w jaki Cir traktuja strasznie zniecheca!! Z wielka przyjemnoscia wroce na Lombok i Gili ale nie na Bali.

  • Monika Gabas pisze:

    To może w takim razie dla równowagi post o miejscu, które zachwyciło Cię najbardziej podczas podróży? 🙂

  • Ivon pisze:

    Pod czas pobytu w AU mialam okazji mieszkac chwilke z obywatelami BALI /emigranci jakosciowi nie ekonomiczni! Opowiadali wiele…pokrywa sie to z Twoimi odczuciami.Mowili: mozna sie wyszalec bo jest tanio , czujesz sie jak krok adorowany kazdej strony(adoracja twojego portfela hehe)ale to dzisiajsze Bali jest juz INNYM rajem.Dlatego nie sprobowalam i nie sprobuje.

Leave a Reply