Skip to main content
search


© The Gospo’s

Nie lubię Australii. Za co?

Wkurzasz mnie, po prostu. Nie to, że Cię nie lubię, ale mnie wkurzasz. Kocham i nie znoszę na raz.

11 rzeczy, których nie lubię w Australii

(i do których chyba nie przywyknę)

Pamiętam, jak kilka lat temu przeprowadziłam się do Ciebie i wyznałam Ci publicznie miłość. Wówczas kilka osób, które znały Cię nieco dłużej napomknęły, żebym dała sobie trochę czasu. Wiedziałam już wtedy, że mają rację, bo Czas to najlepszy nauczyciel. Wykładał mi codziennie nową lekcję i nauczył mnie o Tobie, Australio, wiele. Okazuje się, że jest więcej niż jedna rzecz, za którą Cię nie lubię i garść, których chyba nigdy nie zaakceptuję.

1. Dystans i różnica czasu 

Tak, tak, świat się skurczył. Wszędzie łatwiej, szybciej i taniej można dolecieć, a Australia nie jest już tak daleko. Jest. Jest cholernie daleko i każda podróż do polskiego domu to wyprawa. Nie ma, że skoczysz na weekend, że wpadniesz na pare dni zobaczyć znajomych, że od tak wyjedziesz. Żyjąc tu czujesz te dziesiątki tysięcy kilometrów, kilkanaście krajów, granic, mórz, gór, które dzielą Cię od Europy. A do tego ta paskudna różnica czasu! Super, że jest internet, skype, darmowe połączenia telefoniczne, ale co z tego, jeśli o wykręceniu numeru musisz zawsze pomyśleć. Nie ma spontaniczności w stylu „Zadzwonię, bo mi źle”, bo najpierw musisz spojrzeć na zegarek i odjąć te dziesięć godzin, policzyć. Na spokojne rozmowy zostaje Ci weekend, wstawanie o świcie, albo zarywanie nocy. I to się nigdy nie zmieni.

2. No worries & She’ll be right

Cudowne „No worries” w odpowiedzi na wszystko. Cudowne, ale czasami naprawdę masz jakieś „worries”, na które „no worries” nie pomoże i „she’ll be right” też nie. Australijczycy nie rozwiązują problemów tylko regularnie zamiatają je pod kiepską wykładzinę. To społeczeństwo, które „trzyma w sobie”, kraj z wyjątkowo wysoką ilością samobójstw (szczególnie wśród młodych ludzi) i zaburzeń psychicznych.

3. Zasady, reguły, zakazy

Powyższe „no worries” jest bardzo powierzchowne, bo niby tu wszyscy tacy wyluzowani, biegają na bosaka i żyją nie przejmując się jutrem, niby. Australia to kraj zakazów i nakazów, ograniczeń, zasad, pozwoleń i szkoleń, miliona regulacji życia codziennego. Nawet, żeby pracować na drabinie musisz mieć uprawniający Cię do tego certyfikat, a swojemu dziecku nie możesz dać w urodziny do przedszkola tortu, żeby podzieliło się z kolegami, bo przecież ci koledzy mogą się zatruć. Prędkości nie możesz przekroczyć nawet o 3 km/h, na rower nie wolno Ci wsiąść bez kasku (bez względu na wiek), nie wolno Ci samemu zmienić żarówki dopóki nie jesteś (certyfikowanym oczywiście) elektrykiem, nie wolno Ci chodzić po prawej stronie chodnika, bo dla pieszych też jest ruch lewostronny, musisz posmarować się kremem na słońce, bo inaczej Cię nie wpuszczą, no nie wolno Ci handlować z piratami. Australia to kraj zasad (często absurdalnych), które o dziwo większość przestrzega nawet ich nie zauważając.

55348800

zdjęcie: memegenerator.net

4. Znajomi, a nie przyjaciele

Friendsów będziesz mieć dużo i każdy stanie się friendsem szybko, ale trudno będzie Ci nawiązać z kimś głębszą relację, bo przyjaźnie w Australii są powierzchowne. Niestety. Wszyscy się lubią, wszyscy sobie ufają, lubią ze sobą spędzać czas i sobie pomagać, ale te znajomości nigdy nie wchodzą na wyższy poziom.

5. Drożyzna

Australia jest absurdalnie droga. Droga jest tu codzienność, drogie jest podróżowanie, drogie są domy, szkoły (nie ma bezpłatnych uczelni wyższych, a większość dobrych podstawówek jest płatna), droga jest służba zdrowia (bezpłatna służba zdrowia praktycznie nie istnieje; prawie każdy ma prywatne ubezpieczenie, bo w kolejce do państwowych lekarzy można stać miesiącami, a dentyści to szaleństwo), drogie jest wszystko. I nawet jak się zarabia w dolarach, to życie jest kosztowne. Nie jest tak, że Australia to kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie każdego na wszystko stać, już nie. Dwie prace, nadgodziny, harówa to norma. Kredyt na papierowy dom, który trzeba spłacać przez 30 lat – też.

6. Niezdrowe jedzenie

Moda na zdrowe odżywianie przyszła i tu. Jest coraz więcej targów, gdzie można kupić warzywa i owoce prosto od farmerów oraz są knajpy promujące wszystko, co eko. Ale to igła w stogu siana, igła którą można znaleźć tylko w kilku największych miastach. Australijczycy to jeden z najbardziej otyłych narodów świata. Jedzą mnóstwo przetworzonego żarcia i gotowych dań kupowanych w supermarketach. Uwielbiają fast foody – nie wiem, czy gdziekolwiek widziałam większe zagęszczenie na kilometr kwadratowy McDonaldów, KFC, Hungry Jacksów (czyli Burger Kingów), Red Roosterów itp. Najadają się na noc, bo kolacja to tu największy posiłek dnia. Smażą wszystko na głębokim tłuszczu, pakują się stekami z grilla, rybą w panierce z frytkami, wszystko topią w sosach i popijają oczywiście piwem kupowanym na kartony. A warzywa i owoce, które sprzedają w sklepach są do kitu.

7. Język i akcent

To pewne – w Australii nie mówi się po angielsku, tylko po australijsku. I jeśli ktoś uważa, że młodzi Polacy niechlujnie posługują się polszczyzną, powinien posłuchać (nie tylko młodych) Australijczyków. Ułatwianie ułatwianie, skracanie skracaniem, modyfikacje modyfikacjami, ale tu się gada tak, jak się chce. Tak, jakby byli ciągle pijani! To ma niewiele wspólnego z językiem angielskim, który znamy. Australijczycy mówią głośno, niewyraźnie, szybko i po swojemu. A Ty się głowisz, o co im do cholery chodzi?

8. Alkohol w alkoholowym

Nie żebym ja dużo piła, ale ciągle się łapię na tym, że chce kupić piwo na stacji benzynowej. Nie ma – jest tylko w monopolowym, który na pewno nie będzie długo otwarty.

9. Domy bez ogrzewania

Że niby w Australii to zawsze jest ciepło? Błagam! Zimą jest zimno i już! Przestańmy się oszukiwać, że jest inaczej i dostosujmy budownictwo do warunków. Nie znoszę wchodzić do domu zmarznięta i marznąć w nim jeszcze bardziej. A muszę – bo w australijskich domach jest po prostu zimno. W tropikalnym Brisbane też.

10. Niechlujstwo i bezguście

Fajne ciuchy? Dobrze urządzone domy? Nie w Australii. Australijczycy w większości mają w nosie to, jak się ubierają. I z jednej strony super, ale potem idziesz na zakupy i chcesz kupić coś ładnego, a do tego dobrej jakości i wracasz zawiedziony, bo nic nie znajdujesz. Wybór jest słaby, w końcu jesteśmy na drugim końcu świata. Ale to, jak wyglądają to dopiero początek – często mają też w nosie to, jak mieszkają. Wchodzisz do tych domów i mówisz „wow”, bo wszystko jest z innej parafii i jakby wyrwane z pokoju prababci. A do tego te zapyziałe wykładziny, ble. Ok, ale o gustach się nie dyskutuje…

11. Święta latem

Boże Narodzenie to zima! Nie bez powodu Św. Mikołaj nosi czapkę i ciepłe buty. Palmy za oknem, szum morza, trzydzieści stopni i prezenty pod choinką – jakoś mi to nie podchodzi. Niecierpliwie czekam, aż wreszcie w tym roku na Święta polecimy do Polski.

1cf9fc39eb279b04a303ef56727844b4

zdjęcie: www.pinterest.com/pin/529524868657843634/

Ale Australio, nie obrażaj się! I tak uważam, że jesteś cudowna. Bo z jednej strony nienawidzę Cię za to, że jesteś tak daleko, z drugiej lubię, bo fajnie być na drugim końcu świata. Przepadam za Twoim uśmiechem, uśmiechem Twoich mieszkańców, mimo że czasem jest powierzchowny. Szanuję, że dyscyplinujesz, a inni respektują to wyznaczane prawo bez mrugnięcia okiem. Cieszę się, że pozwalasz mi się poznać, tak łatwo nawiązywać nowe przyjaźnie z nieznajomymi.  Uwielbiam, że przez okrągły rok mogę tu jeść soczyste owoce i próbować wszelakich kuchni świata. Z radością każdego dnia odkrywam miejscowe słowotwórstwo i chichoczę w duchu. A dzięki temu, że jesteś droga, reszta świata jest bardziej w zasięgu ręki.

Co Cię wkurza w Twoim kraju?

P.S. Jeśli potraktowałeś ten wpis śmiertelnie poważnie – przeczytaj go jeszcze raz.

Ten wpis powstał w ramach w ramach projektu „Do czego nie mogę się przyzwyczaić w kraju, którym mieszkam?”, gdzie Polki z różnych stron świata (Polki z Klubu Polki na Obczyźnie) dzielą się swoimi przemyśleniami. Wczoraj o tym, czego nie lubi w Berlinie pisała Edyta, a kolejna będzie Ania i USA

38 komentarzy

  • MIROSLAW pisze:

    Ciekawy tekst i choc moge powiedziec ze wszystko co tu jest napisane to szczera prawda to musze dodac ze rzadko wystepujaca. Wszystko zalezy od tego gdzie sie mieszka, z jakimi ludzmi ma sie kontakt i jaka ma sie prace co ma wplyw na dochod a z tym wiaze sie wszystko co powyzej napisane
    Nikt z naszych znajomych nie mieszka w takich starych domach, a te ktore jeszcze stoja sa najczesciej wyburzane
    Ogrzewania jako takiego rzeczywiscie brak ale kazdy posiada grzejniki elektryczne gazowe czy tez klimatyzacje. Sporo ludzi nie ogrzewa calego domu tylko te pomieszczenia w ktorych sie znajduje
    Opieka zdrowotna w naglych przypadkach jest natychmiastowa i bezplatna. Kolejki sa na operacje na ktore mozna czekac, krotko czeka sie na lozko w szpitalu prywatnym. Dla osoby pracujacej skladka nie jest az tak wielkim obciazeniem
    Jedzenie jest tak niezdrowe jak pozwoli sobie na to kupujacy. Wybor jednak jest spory czy to ryby, wolowina baranina owoce …..
    Jest dosc drogo ale porownujac do zarobkow to jest raczej normalnie i jak ktos podkreslil jak wyjezdzamy w swiat to wszedzie wydaje sie byc troche taniej co nas cieszy
    Alkohol trudniej dostepny bo nie na kazdym kroku ale na tyle powszechny ze jedynie turysci czuja sie lekko zagubieni
    Zgadzam sie ze troche za duzo regulacji ale urzedy miasta pracodawcy wszyscy staraja sie bronic przed odpowiedzialnoscia materialna w razie wypadku kiedy to poszkodowany czesto stara sie o wielkie pieniadze w ramach odszkodowania
    Niechlujstwo….to rowniez kwestia gustu i ludzi ktorzy nas otaczja. Wielokulturowe spoleczenstwo ma rozne upodobania a w dobie kupowania przez internet to tylko kwestia gustu kupujacego i klimatu w jakim dana osoba mieszka. To samo dotyczy jezyka angielskiego jezeli ma sie przyjaciol ktorzy wyrastali w angielskojezycznej rodzinie to angielski jest blizszy temu z UK (choc tam tez bywa rozny) ale jak ma sie znajomych ktorzy pochodza z innych rejonow swiata to i w jezyku mowionym to slychac, farmerzy z polnocy australii tez sa znani ze specyficznego akcentu choc mieszkaja tam od pokolen….
    Mieszkam tu juz ok 30 lat mialem okazje odwiedzic ponad 60 krajow i wydaje mi sie ze Australia to calkiem fajne miejsce do zycia ale takich miejsc na swiecie jest wiecej. Najwazniejsze sa preferencje i oczekiwania danej osoby
    Kiedys bedac w Indiach spotkalem czlowieka ktory po kwadransie 'rozmowy' powiedzial mi ze najlepszym miejscem do zycia na swiecie sa Indie………….wtedy i w tym miejscu gdzie bylem wydawalo mi sie to conajmniej niedorzeczne ale po latach zrozumialem ze dla tego mezczyzny to z pewnoscia bylo najlepsze miejsce na planecie ziemia wsrod swoich znajomych ze swoim jedzeniem, zwyvzajami, religia i nie majac bezposredniej wiedzy jak swiat wyglada dalej niz to miasto….jestem sklonny przyznac mu racje. To byla jego prawda z jego perspektywy i tam wygladal na szczesliwego
    Serdecznie Pania pozdrawiam i zycze powodzenia

  • Nawiedzony. pisze:

    Kochaniutki, punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

  • Magda pisze:

    Julia, jak Ci nie pasuje Australia to smialo wracaj do Polski. 🙂 Tam ludzie chodza po prawej stronie, masz super opieke zdrowotna, wysokie place i wszyscy ludzie wygladaja jak w Vogue;) ogole nie bedziesz musiala pracowac a jak urodzisz dziecko to i 500plus prezes sypnie;)

  • Jacek Zaborszczyk pisze:

    Zgadzam sie z Mackiem i potwierdzam. Mieszkam tu od 37-miu lat – pracowalem na pustyniach.,w dzungli wiele lat, mieszkalem pod plandeka , spalem w swag……. Nie zostalem zabity przez zadne stwory. Nie placilem za szpital, za nauki z gory.(splacone w trakcie pracy). Odnosze wrazenie ze Julia pisze o jakiejs innej Australi.

    • Julia Raczko pisze:

      Julia pisze o swoich własnych odczuciach 🙂 I swoją drogą muszę odświeżyć ten tekst, bo po 6 latach odczucia się zmieniły. Pozdrawiam z Brisbane 🙂

  • Dorota Augustyniak pisze:

    Czesc,
    Mieszkam w Australii ponad 30 lat i zgadzam sie z tym co tu napisalas i potwierdzam ze tak jest. Wcale nie jest tak pieknie i cudownie jak sie niektorym wydaje. Kraj fajny do zwiedzania bo inny od europy itd ale mieszkac tu to inna sprawa.

  • ja pisze:

    Bzdury pani pisze , Pani Julio , Od razu widac ze jest pani typowa zakompleksiona polka ktora wszystko ma za zle . Kogo obchodzi pani frustracja, Widac ze uwielbia pani szpanowac /ciuch domy samochody to pania kreci – lubi pani, pani psycholog sie pani pokaqac – wstretna cecha Australia- najlepszy kraj na swiecie !!!!! jestem tutaj of 20 lat I nie zamienie tefgo kraju na zaden inny – Nigdy

    • Julia Raczko pisze:

      Cześć Ja! Witam na naszym blogu! Widać, że mało się znamy 🙂 Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.

  • Margò pisze:

    A ja mieszkam we Wloszech.Kocham ten kraj za slonce,morze,kulture i kuchnie. Kocham rowniez moja Polske i jestem bardzo dumna kiedy slysze o Polsce takie komplementy ze jest to kraj czysty,zielony,pyszne zdrowe jedzenie.Co raz wiecej obcokrajowcow wykupuje u nas ziemie i nieruchomosci,Najbardziej smiesza mnie rodacy ktorzy wyjezdzaja i cudze chwala a swojego nie dostrzegaja.Pozdrawiam ze slonecznej Italii,
    Ps,Ogni paese è mondo cari amici 🙂

  • Paulina pisze:

    Ach, jak wiele punktów mogłabym podpiąć pod USA!

    Nigdy nie byłam w Australii, choć od zawsze wiem, że kiedyś będę 🙂 I zawsze myśląć o Australii czułam, że najbardziej może mi przeszkadzać fakt, że jest tam tak dużo niebezpiecznych zwierząt- rekiny, pająki, czy choćby nawet kangury. Jestem bardzo ciekawa- jakie masz zdanie na temat opinii, że 'w Australii wszystko może cię zabić?' 🙂

  • Maciek pisze:

    Kilka moich zastrzeżeń co do powyższych zastrzeżeń dot. Australii 🙂 –
    „To społeczeństwo, które „trzyma w sobie”, kraj z wyjątkowo wysoką ilością samobójstw (szczególnie wśród młodych ludzi) i zaburzeń psychicznych.”
    Czy 63-cia pozycja na liście https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_suicide_rate to wysoko? Chyba nie. Raczej średnia. Szwecja, USA, Austria, Francja, Finlandia, Polska!, Japonia mają tych samobójstw względnie więcej.

    „Powyższe „no worries” jest bardzo powierzchowne, bo niby tu wszyscy tacy wyluzowani, biegają na bosaka i żyją nie przejmując się jutrem, niby.”
    Ale to wyluzowanie, „laid-back” nie jest na pozór, po prostu ludzie są naprawdę wyluzowani i nie przejmują się ciągle wieloma wzdetami, jak w Polsce. A bieganie na bosaka i chodzenie top-less już oznacza konkretny brak reguły jeśli chodzi o tę materię, bo np. w Polsce chodzenie top-less faceta jest wykroczeniem, co mi w ostatnim roku powiedział policjant gdy sam tak chodziłem.
    „Prędkości nie możesz przekroczyć nawet o 3 km/h”
    Nie to, że jestem jakimś zwolennikiem takowych regulacji, ale fakty są takie, że cała Europa Zachodnia ma taki do tego restrykcyjny stosunek.

    „musisz posmarować się kremem na słońce, bo inaczej Cię nie wpuszczą”
    To nieprawda. Nie wiem jak jest w Brisbane, ale od kilku osób, np. Hani z Perth (kącika Hani) czy Pani Marie Creager z Sunshine Coast wiem, że nic takiego tam nie ma.

    „Droga jest tu codzienność, drogie jest podróżowanie, drogie są domy, szkoły (nie ma bezpłatnych uczelni wyższych, a większość dobrych podstawówek jest płatna), droga jest służba zdrowia (bezpłatna służba zdrowia praktycznie nie istnieje; prawie każdy ma prywatne ubezpieczenie, bo w kolejce do państwowych lekarzy można stać miesiącami, a dentyści to szaleństwo), drogie jest wszystko.”
    Nieprawda. Wiele szkół podstawowych państwowych jest bardzo dobrych, tzn. nie gorszych od różnych prywatnych. Pani Hania z kącika o tym opowiadała. A prywatne np. waldorfskie, jak patrzyłem, są we względnie przyzwoitej cenie.
    Służba zdrowia – państwowa jest na bardzo dobrym poziomie, na pewno na o wiele lepszym niż w Anglii, skąd coraz więcej lekarzy emigruje na „down under”. A kolejki wcale nie takie długie w porównaniu do Europy Zachodniej.

    „Niezdrowe jedzenie”
    Jest przecież multum zdrowego jedzenia. W końcu są tu dziesiątki milionów owiec, bydła cały rok „grass-fed, free-range”, ergo mięso z nich jest super. Owoce, jak mango, banany, papaje, jackfruity, rollinia, black sapote, duriany, itd. są na bardzo dobrym poziomie. Owoce morza, ryby – to samo.

    „Domy bez ogrzewania”
    Hania z kącika ma w Perth kominek, więc nie ma żadnych problemów zimą. Koszta tego też raczej niewielkie. Więc problemu nie widzę. Zresztą trochę niższa temperatura, bez nienaturalnych kaloryferów jest zdrowa, generuje „brown adipose tissue” mającą dobry wpływ na zdrowie.

    To tak oczywiście pokrótce. Australia nie jest oczywiście dla każdego i nie każdemu musi się podobać, ale trzeba znać fakty.

    Pozdrawiam 🙂

    • Julia Raczko pisze:

      Oj, widzę tu wielkiego fana Pani Hani! Super 🙂 P.S. Tekst jest z tych z przymrużeniem oka 😉 P.S.2. Wikipedia nie jest dla mnie miejscem na poznawanie faktów, często korzystam z badań i książek. P.S.3. Mieszkasz w Australii?

      • Maciek pisze:

        Jestem w ogóle wielkim fanem Australii i staram się czerpać o niej wiedzę z różnych źródeł a wikipedia nie jest absolutnie moim głównym źródłem – dodatkowym w pewnych kwestiach 🙂
        Co do samobójstw to akurat tutaj wikipedia jest spójna z każdymi rzetelnymi źródłami – tu masz mapkę świata z WHO –
        http://gamapserver.who.int/mapLibrary/Files/Maps/Global_AS_suicide_rates_bothsexes_2012.png?ua=1
        Nie twierdzę, że lokalnie nie ma problemów z samobójstwami młodych osób w Australii (oglądałem reportaż o tym problemie w okolicach Melbourne), ale ogólnie (średnio) jest tak jak to pokazują dane. To brak tradycyjnych wartości rodzinnych jest m.in za to odpowiedzialny i możemy to obserwować na całym I świecie. Btw, samobójstw jest najmniej w Arabii Saudyjskiej, Syrii, Iraku… hm no jeśli tam się po prostu zabija innych niespójnych z obowiązującą doktryną no to trudno się dziwić 😉
        Ogólnie lubię zgłębiać takie sporne kwestie, zawsze czegoś nowego mogę się nauczyć.
        Ale jakoś nie odebrałem Twojego przekazu z przymrużeniem oka – raczej całkiem serio, bo tak to dla mnie zabrzmiało. 🙂
        A mieszkam póki co w Polsce, mam nadzieję że w przyszłości na down under 😉

    • Chris pisze:

      W pełni się z Tobą zgadzam. To wyluzowanie może irytować Polaków bo w polskiej sarmackiej kulturze lepiej byc panem a nie chłopem i trzeba to udowodnic inwestując w wystrój mieszkania i ubiór a pózniej to spłacac w frankach przez dziesięciolecia. Mam na to dzieisiątki przykładów ale tym razem nie będę sie rozpisywał.

      Z tym kremem i nie wpuszczaniem to nie kapuję, bo ja jestem w Australii już 30 lat i nigdy się nie smarowałem. Rodzina mnie ochrzania, że moge mieć raka ale preferuję duży kapelusz. Oczywiście, że jak ktoś nam podrzuci dziecko do opieki to musimy obowiązkowo podjąć środki bezpieczeństwa.

      Jużeli chodzi o szybkość w AU to zapłaciłem dwa razy za przekrocznie i uważam, że mi sie nalezało dzięki temu jestem teraz bardziej ostrożny. Natomiast jezeli chodzi o jazdę w Polsce czy przechodzenie na pasach to jest tam totalny koszmar. Więc w tym kontekscie jakiekolwiek porównywania to nieporozumienie.

      Co do powierzchowności w nawiązywaniu głepszych kontaktów to się zupełnie z tym nie zgadzam . Kiedy mieszkałem w W-wie to nawet sąsiedzi na tym samym korytarzu w bloku nie mówili do siebie dzień dobry a tu kiedy przebiegam na osiedlu kazdy wykonuje przyjazny gest. Trudno o tych ludzi oczekiwać ażeby nawiązywali od razu bliskie kontakty i zwierzali mi się ze swoich problemów czy wyrażali pogłady polityczne i obiecywali , że załatwią mojemu synowi dobrą pracę. Ta niby powierzchowność od miejscowych to typowy problem dla emigrantów, którzy zostawili swoich najbliższych w rodzinnym kraju i oczekują ażeby dostarczyli im na talerzu tego samego substytutu w krótkim czasie. Kiedy miałem problemy w pracy to dostałem od miejscowych tyle pomocy czego się nie spodziewałem i czego nigdy nie doświadczyłem w Polsce i pewnie nigdy bym nie dostał.

      Co do jedzenia to ryba jest najzdrowsza i dzieki Najwyższemu tutejszy ocean nie ma tyle rtęci co wody okalające Europę więc jem ją codziennie. W Polsce żarcie jest dobre ale niezdrowe więc znajomym z każdego tam pobytu przybywa zawszę kilka kilogramów a to, że tu są fastfoody popularne i też sa niedrowe to juz kwestia wyboru. Wybór należy do mnie i mogę to kupić zdrową rybę a nie rakotwórcze mięso.:)

      Co do uniwerków i szkół i to że trzeba za to płacić to lekko przegięta propaganda. Wszystkie dzieciaki z mojej rodziny uczą się i studiują chociaż przyjechaliśmy do AU z dolarem w kieszeni. Jest faktem, że studia kosztuja ale kiedy po skończeniu studiów podejmuję sie pracę to potrącają za studia z pensji i jest to genialne rozwiązanie. Jak chcesz studiować i nie masz pieieniędzy to inni nie będą za to płacić spłacaj za to pózniej.

      Co do opieki zdrowotnej to mam prywatne ubezpieczenie bo wolałem mieć w szpitalu pokój tylko dla siebie.
      Za wizytę u lekarza internisty bez ubezpieczenia w pobliskiem ośrodku zdrowia niegdy nie płace nawe kilka centów. Mój znajomy Polak który ma milionowy majątek śmieje się ze mnie i nigdy nie płaci prywatnego ubezpieczenia bo twierdzi, że państwowy lekarz i szpital jest ok tylko trzeba lekko pojęczeć i przyjmują szybko i bezpłatnie więc w ten sposób powiększa dalej swój majątek.

      Mozna dużo pisać gdzie jest lepiej i gorzej ale w większości ocen to emocje a nie stytystyka czy ekonomia no bo takie jest życie.:)

      Co do jednego się zgadzam. Australia jest niby ciepłymm krajem ale w zimie jest mi zimno czego nie doznałem w zimowej Polsce. Kiedy obserwuję sąsiada który w zimowy dzień (temp 8-10C) wychodzi na zewnątrz domu i idzie do sklepu w klapkach i krótkich spodenkach to dostję drgawek więc żona każe zasłonić mi okno. Jedyne wytłumaczenie, że sąsiad ma australijskie geny.:)

      Australia jest super krajem dla tych co uwielbiaja kontach z przyrodą, nie lubia wakacyjnych tłumów i lubia podróżować i tu to znalazłem więc każdy weekend spędzam poza domem. Ale są tacy co wola spedzać wakacje w centrum Tokio i tez maja prawo do swojego wyboru.:)

      Pozdraqwiam.:)

  • Ha ha, świetny wpis. Poprawił mi humor, kiedy siedzę w deszczowym Wrocławiu i cierpię na chorobę pt. wszędzie jest lepiej:)A jak myślisz, skąd te powierzchowne relacje? Dlaczego tak ciężko przejść na wyższy poziom?
    Pozdrawiam:)

    • Julia Raczko pisze:

      Cieszę się 😉 Nie mam pojęcia, ale to chyba bardzo polskie, że relacje są głębokie?

  • Alicja pisze:

    Polska jaka jest każdy wie, wiec zostawię bez komentarza. Natomiast ja spędziłam pół roku w Turcji Egejskiej i mam do tego miejsca kilka problemów.
    1. Wszędzie są śmieci! Turcy w ogóle nie przywiązują do tego uwagi, ale podczas wycieczki samochodem często możemy dostać workiem pełnym śmieci czy pustą butelką. Do granicy podwórka jest cudownie, a zaraz za płotem sodoma i gomora.
    2. Bardzo mało osób zna angielski i jak już to na niskim poziomie.
    3. Kobieta nigdy nie ma racji i rzadko się jej słucha. Dodatkowo turkom nie można zarzucać błędów czy się z nimi klucic, bo mimo swojego błędu będą szli w zaparte a ich znajomi staną za nimi murem.

    Można by jeszcze dużo wymieniać, ale musimy pamiętać że różnice kulturowe spotkamy wszędzie i powinniśmy się dostosować w miarę możliwości do miejsca w którym się znajdujemy. Turcja jest spoko i warto odwiedzić. 😉

  • margaret pisze:

    świetne komentarze! my spędziliśmy 4mce w Nowej Zelandii aktualnie podróżujemy po Australii – mnóstwo rzeczy się pokrywa;) domy bez ogrzewania – zgadzam się ja zamarzałam wiele razy – ale podobno ogrzewanie to luksus i tylko bogaci mogą sobie na takie rzeczy pozwolić;) i to niechlujstwo – w sklepach naprawdę nic nie ma – ja nie wiem jak te sklepy się utrzymują kilka rzeczy do wyboru przez te 4msc kupiłam jedne spodenki;) Mieszkaliśmy przez airbnb – dwa mieszkania jestem w stanie określić jako nowoczesne na kilkanaście jakie wynajmowaliśmy – tragedia jest, każdy mebel inny, stare zasłony (chyba wiktoriański styl – nie znam się za bardzo) na podłogach dokładnie wykładzina, ogólnie też mało kto dba o porządek w domu – kurz, kanapy też stare ukurzone/wyblakłe. Jeśli zaś chodzi o jedzenie – oj wszędzie cukier nawet w jogurcie naturalnym min7g?! i widać mocno dietę po tubylcach Maori (większość przypomina takie kulki).

    • Julia Raczko pisze:

      Dzięki Margaret za komentarza. To prawda, że Australia i NZ są podobne – nie bez powodu Aus uznaje NZ za swój stan.. 😉 Zapraszamy do Brisbane!

    • Maciek pisze:

      W Polsce gdzieś poza większymi miastami też niewiele co jest.
      Jeśli chodzi o jedzenie to wszędzie teraz tak jest – cukier i inne syfy dodają do wszystkiego. Dlatego najlepiej kupować rzeczy całkowicie nieprzetworzone, na lokalnych targach, bazarach, idealnie od sprawdzonych zaufanych sprzedawców.

  • Mario pisze:

    Rewelacyjny blog, na który trafiłem przypadkiem, czytając o Bali, jako odnośnik z jednego z dużych portali. Teksty pisane z pasją, dużo ekspresji, po prostu rewelacja.

    Podziwiam, życzę dalszego powodzenia i co najważniejsze, zadowolenia z samego życia.

    Mario

  • Marzena pisze:

    Ja tak mam z naszą PL 🙂 Wkurza mnie wiele rzeczy ale i tak kocham swój kraj najbardziej na świecie 🙂 Nie ma miejsc idealnych, chyba że na wakacje:)

  • Andrzej pisze:

    Dziś biorę większość wad w ciemno! Jedyne co mnie wkurzało, to wyizolowanie od reszty zachodniego świata….

  • Michał pisze:

    Jest duża różnica między stanami, w Wiktorii jest europejsko w miarę i łatwiej o głebsze znajomości niż w Perth czy Brisbane.
    Mnie najbardziej właśnie wkurzaja ograniczenia choć te z kaskiem na rower rozumiem – państwo ci nakazuje go nosić, bo jak sobie głowę rozbijesz to państwo musi na to płacić z kieszeni wszystkich.
    Ja z policja miałem w Australi same dobre doświsdczenia, dali dalej jechać jak się grubo przekroczyło na pustynnej szosie itd.
    Moja jedenastka byłaby lekko inna 🙂

  • Ha… aż odczytałam wszystkie punkty mężowi i jak na miejsca od siebie tak odległe zaskakująco dużo się pokrywa. Odległość niby mniejsza. Ale ja mieszkam 500km na północ od pierwszego większego międzynarodowego lotniska. Więc o spontanicznych wypadach gdziekolwiek zapomnij. Powierzchowność znajomości typowa. Jak nie chodziłaś z kimś do przedszkola minie dużo czasu nim w nim znajdziesz przyjaciela. I szwedzkie Hur är läget czyli jak się masz na które Szwedowi nie wypada odp inaczej niż Bra – dobrze. A ja zawsze pytam czy mam odp standardowo czy zgodnie z prawdą ;). Ograniczeń prędkości wbrew pozorom zawsze nie przestrzegają ale już Polis jest nieustepliwa nawet za kilka km ponad ograniczenie 30km/h przy szkole można stracić prawo jazdy a 57 na 50 może kosztować 1500zł. A niby takie nic…. nooo na szczęście ogrzewanie jest i to porządne. Minus 30 bez tego byłoby nie do zniesienia.

  • Ula pisze:

    Wiele punktów możnaby też podłączyć pod USA, jak choćby te zasady… Stany nazywane krajem wolności to jakieś nieporozumienie. Podobnie z powierzchownością, „sztucznym” uśmiechem, choć chyba jednak wole oglądać na ulicach to, niż smutne twarze.
    Co do znajomości, to myślę, że po prostu nie trafiasz na ludzi, z którymi chciałabyś wejść na wyższy poziom i to jest chyba normalne w każdym miejscu. Rzadko spotyka się ludzi, których możnaby nazwać przyjaciółmi, ale znalazłam takich nawet w tych „powierzchownych” krajach 🙂

    • Julia Raczko pisze:

      A, że Australia ślepo za Stanami idzie… Na pewno to bardzo podobne społeczeństwa. Co do znajomości – też mi się udaje znaleźć, ale wkurza mnie że wszyscy są tacy „no worries friends”. Nie ma jak sobie ponarzekać w towarzystwie polskich przyjaciółek 😉

      • Maciek pisze:

        Ale z tego co czytałem to nie za bardzo lubią się z Amerykanami, uważają ich za bufonów uważających że USA jest the best.

  • Ewiczka pisze:

    Pochłonęłam jednym tchem i stwierdzam, że wiele z nas ma nieco mylne zdanie o Autralii. NO, ale każduy kraj ma swoje plusy i minusy. Zauważyłam kilka podobieństw z Włochami – u nas również nie można przynosić nic domowego do przedszkola czy szkoły (obowiązkowo kupne z dołączonym paragonem). I zimą w domach jest chłodno. Już teraz życzę Ci cudownych, polskich, tradycyjnych i białych świąt 🙂

  • Ivon pisze:

    Tak, Julio, trafilas! Australia to moj kontynent! Do marzen, podrozy, zachwytu, podziwiania, wyczekiwania…ale do zycia codziennego wybralam Hiszpanie…jednak…bo: blizej wszedzie, bez roznicy czasu, tanio a przy tym dobre jedzonko, ciepelko, slonce, usmiechnieci ludzie z codziennym „que tal? Bien, perfecto!”

Leave a Reply