Skip to main content
search


© The Gospo’s

Ja latam! Mój skok ze spadochronem

Popatrzeć na Australię z góry – to jest to! W pewien poniedziałkowy poranek postanowiliśmy skoczyć.

Skydive Redcliffe

Skok ze spadochronem

Bardzo nam się nie chciało. Coś musi być w tych poniedziałkowych porankach takiego, co odbiera chęci. Jakiekolwiek.
– Jeszcze pięć minut – szeptałam trochę sama do siebie, gdy budzik dzwonił po raz trzeci, a Sam, bezwględny, odsłonił żaluzje.
Słońce waliło promieniami w szybę tak mocno, jakby na siłę chciało się wpakować do sypialni. Była dopiero szósta rano, a dzień zapowiadał się przepięknie. Z łóżka jednak wyciągnął mnie dopiero zapach kawy.

To był niby zwyczajny poranek…

To był zwyczajny poranek – kolorowe papugi szczebiotały wokół palm, a my tarasie, jak gdyby nigdy nic, jedliśmy śniadanie.
Ale o siódmej musieliśmy wyjść, bo ten zwyczajny, poniedziałkowy poranek wcale nie miał być taki zwyczajny…
– Stresujesz się? – spytałam, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce.
– Trochę.
Ja też się „trochę” stresowałam, ale obiecałam sobie sama, że Strach tym razem nie wygra, więc i Stres szybko poznał swoje miejsce.

Ale miał nie być taki zwyczajny…

Na skok ze spadochronem zdecydowałam się dość spontanicznie, tylko ze względu na to, ze nadarzyła się taka okazja. Nigdy w życiu nie przeszłoby mi przez myśl, że to zrobię. Nigdy nawet nie chciałam. Sam za to bardzo, więc na urodziny dostał karnet Skydive Australia, a ja propozycję, żeby może skoczyć z nim. Przytaknęłam.
before skydive
Kilka tygodniu później (trochę czekaliśmy na dobrą pogodę) siedzieliśmy w tym małym samolociku, przyczepieni do jakiś nieznajomych gości, od których byliśmy teraz w stu procentach uzależnieni. Tam na górze nie było już odwrotu.
Po raz pierwszy serce przyspieszyło tempa, gdy wzbijaliśmy się w górę, bo ja tak nie lubię latać (szczególnie w takich małych puszkach). Drugi raz zabiło mocniej, gdy usłyszałam krzyk pierwszej opuszczającej pokład. Potem zwariowało, gdy Sam zniknął mi z pola widzenia, a gdy ja miałam skakać, było mi już chyba wszystko jedno…
Skydive at the beach
Usiedliśmy na krawędzi, instruktor i ja, nie miałam odwagi zerknąć w dół, więc zamknęłam oczy i…
Skydive Brisbane
I wtedy wydarzyło się coś niesamowitego – odeszły wszystkie napięcia, stresy, strach. Dawno nie byłam tak zrelaksowana. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że latam. Latam! Gęba w uśmiechu nie dawała się opanować, cały świat był gdzieś tam, pode mną. Malutki. Patrząc na ten skrawek ziemi, poczułam przez chwilę, jakbym patrzyła z boku na swoje życie. Nie, nic z tych rzeczy – przed oczami nie przelatywały mi obrazy z przeszłości i twarze najbliższych. Po prostu poczułam… dystans do wszystkiego i jakąś siłę w sobie? Wyszłam poza strefę komfortu i przeżyłam. Dosłownie i w przenośni. Zresztą, więcej o tym może poczytać tutaj.
 Skydive 1
– Julia, jaki kolor ma nasz spadochron – spytał nagle instruktor, gdy snuliśmy powoli po niebie.
– Nie mam pojęcia!
– To spójrz w górę.
– Niebieski – zauważyłam, zadzierając głowę.
– A wiesz, co się dzieje z niebieskimi spadochronami?
– Nie.
– Spadają z nieba!
Wnet pociągnął za linkę i gwałtownie zaczęliśmy spadać. A ja zaczęłam się drzeć i… nie chciałam przestać.

YouTube video

Wylądowałam z niedosytem. Sam też, więc już planujemy kolejny skok. Tylko, gdzie?

A ty zamknąłbyś oczy wyskakując z samolotu czy nie?

Firma Skydive Australia zafundowała mój skok ze spadochronem. Ale przeżycia i uczucia zafundowałam sobie sama. Do tego okazało się, że menadżerami punktu w Redcliffe (miasteczku koło Brisbane, gdzie skakaliśmy) są cudowni Polacy. Ze swoimi jakoś zawsze raźniej 😉

 

12 komentarzy

  • Kachulka pisze:

    Ale super. Ja ostatnio skakałam z intruktorem. Niedlaeko mojego miasta (wrocław) jest super skydive gdzie można za 6 stówek skoczyć więc niema źle. Mega przeżycia. Pozdrawiam!

  • Tylko może pozwólmy @kris wszystkim przeżyć skok i wrażenia, a nie tylko wybranym.

  • Matt pisze:

    Póki co udało mi się polecieć paralotnią, ale spadochron chyba jeszcze chwile musi poczekać. Choć oczywiście nie mówię nie 🙂

  • Ja bym chciała się przelecieć, ale nad innymi miastem… Rio de Janeiro:)

  • Marcelina pisze:

    Jestem pod wrażeniem! Oglądając filmik miałam gęsią skórkę 🙂 Piękny taki poniedziałek 🙂

  • Monika pisze:

    Oj, tak pamiętam to uczucie, sprzed kilku lat, jak skoczyłam. Później byłam na takim haju, że chciałam zrobić kurs, żeby zostać samodzielnym skoczkiem, ale ceny mnie powaliły z nóg. A może to tylko wymówka? 😉
    Nie ma co jest to świetna sprawa i w tandemie czy nie wymaga odwagi!

  • Ivon pisze:

    Uwielbiam!!!

  • Mo. pisze:

    Ja też planuję kolejny skok! Niesamowite przeżycie i niezapomniane wrażenia. A oczu nie zamknęłam nawet na chwilę :).

  • Kris pisze:

    komercja, komercja i jeszcze raz komercja.
    W tandemie z instruktorem… opcja dla kazdego ( z kasa )
    Samodzielny skok – to jest dopiero cos.
    Roznica taka jak miedzy samodzielnym pilotowaniem awionetki – i przelotem w charakterze pasazera

    • Julia Raczko pisze:

      Opcja nie dla każdego (z kasą), bo są tacy (jak ja) dla, których pokonanie strachu to wyczyn (bezcenny). Z komercją niemający nic wspólnego.

      • Kris pisze:

        w moim komentarzu nie chodzilo konkretnie o Ciebie a o fakt ze obecnie wszystko sie komercjalizuje . Z lotami w kosmos wlacznie.
        Oczywiscie nie kazdy sie zdecyduje podjac wyzwanie – ale sama MOZLIWOSC istnieje dla kazdego
        A propos latania jako takiego – rowniez w tandemie z instruktorem – polecam paralotnie w Himalajach ( nie pamietam nazwy miejscowosci ale to jest kilka (- nascie ? )km z Manali. Widoki niesamowite i lot trwa dluzej niz skydiving

    • Kasia pisze:

      Oczywiście, że to nie to samo, co skakanie samemu. Ale czy to oznacza, że nie warto? Dzieki takim ofertom jak ta każdy jest w stanie przynajmniej zasmakować sportów ekstramalnych, na które raczej nie zdecydowałby się, gdzyby nie ta oferta właśnie. A ilu ludzi się zakocha w danej aktywności na tyle, żeby dążyć do urawiania jej samodzielnie – to już kwestia indywidualna. Ja brałam udział w raftingu na Islandii, też ktoś powie „komercja” ale dla mnie to było niezapomniane przeżycie i otworzyło mnie na inne sporty ekstramalne, dało kopa do próbowania czegos nowego, przełamywania strachu. Nigdy nie bęe zawodowcem, ale czy fakt, ze nigdy nie przebiegniemy maratonu oznacza, że nie mamy biegać wcale?

Leave a Reply