Skip to main content
search


© The Gospo’s

Emigracja i życie w Australii

POLSKA: 10 rzeczy, od których odwykłam na emigracji

By 10 maja, 202029 komentarzy
POLSKA: 10 rzeczy, od których odwykłam na emigracji

Moje wizyty w Polsce bywają przepełnione refleksjami, refleksjami na temat codzienności i ludzi. Refleksjami, które budzą skrajne emocje, raz wzruszają, czasem śmieszą, a potem zaczynają dziwić. Ponad cztery lat w świecie sprawiły, że nie tylko idealizuje (bo tęsknota przecież idealizuje), ale też – przestaję rozumieć. W polskiej rzeczywistości odnajduję rzeczy i cechy, od których odwykłam, albo patrzę dziś po prostu z innej perspektywy.

Od czego odwykłam na emigracji

1. Alkohol na stacjach benzynowych

W Australii alkohol kupuje się tylko w monopolowych otwartych zazwyczaj do 22:00, a o piwie na stacji benzynowej można zapomnieć. I tak, jak na początku nieco mnie to wkurzało (nie zliczę, ile razy zapomniałam się i przystanęłam na stacji po piwo, a tu klops), tak teraz, widok ściany zastawionej szeroką kolekcją wódek i lodówek wypełnionych browarami po szybkę, na polskiej stacji benzynowej, zupełnie mi nie pasuje. Kierowcy i pasażerowie powinni się raczej trzymać z daleka od napojów procentowych, czyż nie?

2. Szaleni kierowcy

Jeśli jesteśmy przy kierowcach… Tak, polscy kierowcy to wariaci, namiętnie łamiący przepisy (czy to w mieście czy w trasie), a w Australii jest zupełnie odwrotnie – prowadzących można uznać za ciapy zbyt dokładnie przestrzegające przepisy. Nikt się tu specjalnie nie spieszy, nie ściga, nie przepycha i nie szarżuje. Australijczycy mają duży respekt do prawa i… do swojego portfela – mandaty w Australii są tak wysokie, że płacenie ich zupełnie się nie opłaca. Dziś, jeżdżąc po polskich drogach, nie czuje się pewnie, a widok pędzącego wprost na mnie auta w lusterku, nieco mnie paraliżuje. Po co się tak spieszyć?

3. Napiwki

Za dobry serwis trzeba wynagradzać, zgoda. Ale, gdy żyje się w społeczeństwie, gdzie napiwków się nie daje (a w Australii się nie daje), szybko można się odzwyczaić od nawyku dodawania dziesięciu procent do kwoty rachunku. Na szczęście, Polsce daleko do Stanów, gdzie napiwki są wręcz obowiązkowe, a wynoszą nawet dwadzieścia dwa procent… I to bez względu na to, czy serwis ci pasuje czy nie.

4. Kawa

Miłośniczką kawy zostałam w Australii, a kawa jest tu tak dobra, że każdy wyjazd za granicę wiąże się dla mnie z rozpaczliwym poszukiwaniem substytutu. Muszę przyznać, że przy każdej mojej wizycie w Polsce udaje się mi znaleźć kawę coraz lepszą, ale… dlaczego taką drogą? W Australii kawa kosztuje jakieś cztery dolary, co przy tutejszych zarobkach można by porównać do czterech złotych. W Polsce – jakieś dziesięć! Dziesięć złotych na kawę to lekka przesada.

5. Podkreślanie inności

Czy to wyznaniowej, narodowościowej czy jakiejkolwiek innej. Życie w kraju wielokulturowym, gdzie wśród sąsiadów mam zarówno Afgańczyków, Chińczyków, Włochów czy Brazylijczyków, a w promieniu dziesięciu kilometrów znaleźć można pięć różnych kościołów, przyzwyczaiło mnie do inności. Akcent, kolor skóry, odmienny ubiór, zupełnie już nie zwracają mojej uwagi. Tym samym jestem wyczulana na tych, których uwagę to przyciąga (i nie chodzi mi tu absolutnie o rasistowskie komentarze czy brak tolerancji) – moich rodaków, Polaków. Czy to naprawdę ma znaczenie?

6. Wszechobecne bilboardy i reklamy

To jest jedna z pierwszych rzeczy, które zauważam już w drodze z lotniska do rodzinnego Milanówka – trasa z Warszawy wręcz oklejona jest wszelkiego rodzaju reklamami, a w mieście jest ich chyba jeszcze więcej. Plakaty, bilboardy, szmaty z napisami szczelnie wypełniają powierzchnie płotów, a niezgrabne, pstrokate, świecące szyldy „zdobią” urocze ryneczki w calej Polsce. Dramat! Dramat razy dwa. Bez pomysły, ładu i składu, za to skutecznie – szpecą polski krajobraz. Umiaru tu brak.

7. Reklamy lekarstw w telewizji

Nie zdawałam sobie sprawy, ile reklam lekarstw i suplementów diety może zmieścić się w dwunatstu minutach. Czyżby polskie kanały telewizyjne szły na rekord? W Australii też reklamuje się środki farmakologiczne, a bloki reklamowe są przydługie i beznadziejne, ale… Promocja lekarstw w Polsce nieco przeraża!

8. Palacze i pety

Oczywiście, w Australii też występuje „gatunek” palacza, jednak w porównaniu do polskich realiów, palaczem jest się tutaj raczej na własnym podwórku. Zakazy są wszechobecne, a buchanie dymem na przechodniów i wyrzucanie petów pod nogi można uznać za rzadkość.

9. Przepuszczanie pieszych

Tak, niezbyt dobrze, a jednak. W Australii najważniejszy jest kierowca, więc to pieszy musi czekać cierpliwie na możliwość przejścia na drugą stronę. Przed pasami nikt specjalnie nie zwalnia, nikt specjalnie nie przejmuje się uprzejmościami. Więc niech wam nigdy nie przyjdzie do głowy narzekanie na polskich kierowców, bo naprawdę są kulturalni!

10. Filmy z lektorem

Nie jestem w stanie zdzierżyć serialu czy filmu, gdzie głosy głównych bohaterów przykrywa się głosem lektora, który robi zarówno za kobietę, mężczyznę jak i dziecko. Kiedyś zupełnie mi to nie przeszkadzało, ale jak widać szybo odwykłam. Bo wielką przyjemnością jest słyszeć oryginalne głosy bohaterów, a zawsze można przecież włączyć napisy. Moi australijscy znajomi uważają lektora za zjawisko niezwykłe i zupełnie niezrozumiałe.

Chyba o czymś zapomniałam…

Są jakieś rzeczy, które kiedyś wydawały wam się oczywistością, a dziś już niekoniecznie?

29 komentarzy

  • tealover pisze:

    Zgadzam się z Moniką i chcę to rozszerzyć – w Polsce policjant jest Twoim wrogiem z zasady i to mi strasznie przeszkadza, ilekroć skądkolwiek wracam. Czasami czuję się, jakby tylko czekano, aż popełnię jakiś błąd. Jeśli przechodzę przez ulicę poza pasami czy na czerwonym świetle, to robię to na własną odpowiedzialność, więc co komu do tego 😉 Byłam też świadkiem kilku przykrych sytuacji w Polsce, gdy to policjant wszczął „pyskówkę”, a raz ewidentnie chciał, by ktoś go uderzył. Natomiast nie przypominam sobie sytuacji, by np. policjant podszedł do zagubionego turysty czy pomógł staruszce z torbami. Smutne 🙁

  • Monika pisze:

    Wprawdzie mieszkam w Polsce, a nie poza nią, ale za każdym razem wracając z podróży nie mogę przywyknąć do jednego – że za przejście na czerwonym świetle lub poza pasami dostaje się mandat. Niestety dostałam już ich kilka w życiu, a powoływanie się na swobodę w tym zakresie w innych krajach nigdy mi nie pomogło w rozmowie z policjantem 🙂 I cały czas nie mogę pojąć, że nawet w tak prawej Szwecji policjant potrafi wepchnąć mnie na jezdnię jeśli uważa że jest bezpiecznie, a w Polsce nie mogę przejść swobodnie przez ulicę, którą nic nie jedzie i pewnie nie przejedzie przez najbliższe pół godziny.

    • Julia Raczko pisze:

      W Australii też się dostaje i to wysokie. Trochę źle napisałam z tymi pasami – w Australii na pasach się przepuszcza, ale… pasów prawie nie ma. Jest dużo tzw. courtesy crossings i tam można, ale nie trzeba, więc nikt się nie zatrzymuje.

  • Magda pisze:

    Mam komentarz do pkt.5 Nie generalizujmy… Zapraszam na Podlasie:) Tu żyjemy razem: Polacy i przybysze ze wschodu. Kościoły przeplatają się z Cerkwiami, a i nie zapominajmy o Tatarach! Obchodzimy święta katolickie i prawosławne, sylwestra świeckiego i juliańskiego:) A studenci mają wolne do 2-giego tygodnia stycznia. I jest cudnie!!!

    • Julia Raczko pisze:

      Oczywiście, że nie generalizujemy! A na Podlasiu właśnie ostatnio bylam i macie tam pięknie.

  • Marta pisze:

    Niesamowite, bo dokładnie od tych samych rzeczy ja również odwykłam – po 3 latach w Norwegii. 🙂 I jeszcze apteki i sklepy z alkoholem na każdym kroku… Co do petów na ulicach to w przypadku Norwegii, to duża w tym zasługa genialnego szwedzkiego wynalazku, jakim jest snus 😉

  • Robert pisze:

    Oprócz bilbordów – które dla mnie są po prostu koszmarem, dodał bym jeszcze te nowe ścianki dźwiękoszczelne wzdłuż dróg szybkiego ruchu. Czasem to wyglądają one nawet pomocne ale często jechałem i zastanawiałem się – dlaczego ktoś pobudował je akurat tutaj? kilometry… naprawdę kilometry…
    A do reklam – ja zauważyłem że cały cykl reklam (koszmarnie długi) na dodatek jest strasznie głośny i przegadany. Specjalnie się przyjrzałem ostatnim razem i po powrocie do Szkocji stwierdziłem że faktycznie – sporo reklam w których w PL non stop gada lektor w Szkocji jest kompletnie bez ani jednego słowa. Niektóre reklamy w PL TV przez to wypadają jak produkcja dla imbecyli którym ktoś wciąż musi mówić o co chodzi na obrazku… Wolę Szkockie standardy…

  • podrózbezpresji pisze:

    Już tak jest, kiedy wyprowadzamy się z Polski…na początku za nią tęsknimy i ją idealizujemy. Po pewnym czasie okazuje się, że jednak w Polsce dużo nam przeszkadzało, coś uwierało, ale wtopieni we wszystko, nie bardzo potrafiliśmy to zlokalizować. Z perspektywy osoby, która mieszka w Norwegii mogę napisać, to że my Polacy w Polsce… chcemy żyć na bogato. Duże domy, wykończenie na wysoki połysk. Godziny spędzone w ogrodzie, aby trawa u nas była bardziej zielona niż u sąsiada. Rzucisz …Co u Ciebie słychać? I już wiesz, że …praca nie taka, zarobki również i niekończący się łańcuszek narzekań. Dopiero tutaj wiem, że nie MUSZĘ mieć wszystkiego, a trawa wszędzie jest taka sama 🙂

  • Paweł pisze:

    Nie mogę się doczekać tej kawy w Australii . Dla mnie genialne jest to że na większości stacji w Polsce można dostać przyzwoitą a nawet znakomitą kawę. Co do rzeczy które kiedyś były oczywiste, to fakt, że mogę podróżować po Europie bez paszportu . Tak przybyciem do tego, że dwukrotnie wracałem z lotniska po paszport. A pamiętam, że kiedyś od otrzymania paszportu zaczynało się planowanie podróży.

  • kasia pisze:

    brak usmiechu w Polsce, ludzie sa ciagle smutni, widac to na ulicy, na zdjeciach z konferencji, wystaw, nikt sie nie usmiecha( no chyba, ze to zdjecie pozowane)

  • Sokołowska pisze:

    Julciu, masz gwarantowaną pełnię osłupienia ;to dopiero…..początek,przygotuj się na permanentne osłupienie w oczach i otwarte ze zdziwienia usta.Czy już widzisz siebie przy następnej wizycie w naszej przecudnej krainie ? Z przedświątecznymi pozdrowieniami.Ciocia Danusia.

  • Droga kawa w Polsce też mnie dziwi a cena często kompletnie ma się ni jak do jakości.
    Zabilboardzenie miasta i poboczy bez składu i ładu – odwykłam a jestem nie tak daleko jak ty.
    W Austrii pieszy to „święta krowa”, nawet gdy nie przechodzi na pasach 🙂

  • Gabi pisze:

    Po dziewięciu latach emigracji każda wizyta w Polsce daje mi do myślenia i zauważam różne dziwne ( inne) zachowania.
    Wiele z twoich obserwacji potwierdzam, tyle że w UK pieszych przypuszczamy. I alkohol też ogólnie dostępny.
    W Półce zdecydowanie brakuje mi uśmiechu i bezposredniosci w kontaktach. W biurach,urzędach, sklepach wszyscy są jacyś tacy napuszeni i strasznie serio. Ale ostatnio odkryłam że coś się ruszyło i jakiś luz zaczął się wkradac 🙂

  • Chris Osostowicz pisze:

    Dokładnie takie same spostrzeżenia mam po miesięcznym pobycie w Polsce. Kiedyś zachowywałem sie podobnie i wiele zachowań rodaków były dla mnie niezauważalne ale po wieloletnim pobycie w Australii moja mentalność się co nieco zmieniła. Dobrze, że ominełaś kilka innych atrybutów tamtejszej codzienności bo twój komentarz mógłby być strolowany.:)

  • Zosia pisze:

    Ciekawe podsumowanie. Ja mogę potwierdzić z Anglii (zarówno południowej, londyńskiej, jak i północnej na granicy ze Szkocją), że brak tolerancji i otwartości na inność w Polsce jeszcze razi w oczy (choć sytuacja i tak wygląda coraz lepiej!); ceny za dobre towary są przesadzone (zupełnie nieproporcjonalne do zarobków) – zresztą, większość życiowych wydatków jest tutaj nieproporcjonalna i niegodna… Reklamy są dosłownie wszędzie, a gdy podróżowałam po UK wzdłuż i wszerz na palcach jednej ręki (i to z trudnością) mogłabym policzyć mijane bilbordy.
    Generalnie, to tak jak kocham nasz rodzimy kraj i ubóstwiam jego krajobrazy i bogaty, kwiecisty język, to jednak – wolę życie za granicą 😉

    Pozdrawiam serdecznie!
    Z.

    ____________

    przezzycieinaczej.wordpress.com

  • W Szwecji 2 rzeczy są inne. Pieszych zawsze się przepuszcza. I z napiwkami jest tak ze można dać choć ceny są tak wysokie że chyba rzadko kto daje. Poza tym… jakbyś pisała o Szwecji ,)

Leave a Reply